czwartek, 25 sierpnia 2016

Rozdział 12

6 komentarzy:
Otworzyłem ospałe oczy, gdy wróciłem do świadomości. Za oknem jeszcze było szaro, a ptaki śpiewały sobie wesoło, jak każdego spokojnego ranka. Spojrzałem na Sakurę, która smacznie spała wtulona we mnie. Spokojnie i w jednym rytmie oddychała, tylko to utwierdzało mnie, że żyje. Zacząłem przyglądać się jej delikatnym rysom twarzy, mlecznej cerze, gęstym rzęsom. Jej usta wydawały się teraz jakieś bardziej ponętne. Skromne i małe, a pomimo tego coś mnie do nich ciągnęło. Jej czoło, będące traumą dzieciństwa wydawało mi się piękne, pomimo, że było niczym niewyróżniającym się i najzwyklejszym czołem. Kilka kosmyków opadało jej na twarz, więc je odgarnąłem. Jej nos także był proporcjonalny i też wydawał mi się ładny. Miałem ochotę się z siebie śmiać. Właśnie patrzę na Sakurę i wyliczam jaka jest piękna, a nie od dziś znam jej twarz. Ucałowałem ją w czoło i zacząłem gładzić po włosach. Dziwna ochota na delikatne traktowanie tej kobiety zjawiła się we mnie i sam nie rozumiałem czemu.
W pewnym momencie poruszyła się powolnym, leniwym ruchem. Przeciągnęła się i otworzyła oczy. Był w nich spokój, patrzyła się na mnie tępo.
-Dzień dobry, Sakura - mruknąłem cokolwiek, aby przerwać ciszę. Nagle zarumieniła się, zerwała na równe nogi i cofnęła nogę. -Uważaj! - krzyknąłem, gdyż niebezpiecznie zbliżała się do końca łóżka. Jednak nie posłuchała i wylądowała z hukiem na ziemi.
-S-s-sasuke... Zapomnij co tu wczoraj zaszło! - wykrztusiła.
-Ale czemu? - zapytałem. -Zła na mnie jesteś? Myślałem, że mi już wybaczyłaś... - rzuciłem smutno. Zależało mi na tym, aby nie miała mi już tego za złe.
-Nie o to chodzi... Znaczy, urgh - zacięła się, poruszyła niespokojnie głową i przygryzła wargę. -Muszę to wszystko przemyśleć. Nadal jestem zła, jeden dzień nie wymaże z pamięci tych trzech lat.
-Nadal nie rozumiem czemu tak zareagowałaś.
Skrzyżowała ręce na piersiach i westchnęła, po czym coś mruknęła pod nosem.
-Ty cokolwiek rozumiesz? - warknęła. -Nigdy nie byłeś zbyt delikatny co do kobiet, czy dobry do zrozumienia ich.
Nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.
-Coś w tym jest - przyznałem, wodząc wzrokiem za jej sylwetką, kierującą się do wyjścia. Westchnąłem i wyszedłem za nią. Schodząc po schodach usłyszałem, iż będą mnie eskortować do mojego, nowego mieszkania. Na razie będzie ono opłacane przez miasto, ale po trzech miesiącach mam się tym zająć sam.
-Witam - rzuciłem do shinobi, którzy posłali mi groźne spojrzenia, najwyraźniej mnie nie lubili. Mówi się trudno.
-Witam Sasuke Uchiha, zdrajco Konohy - warknął. Kolega go klepnął w ramię nerwowo.
-Myślisz, że jesteś lepszy i możesz mówić co chcesz? - syknąłem. Chwyciłem swoje wcześniej spakowane torby.
-Od takiego śmiecia? Oczywiście.
Parsknąłem zły, a Sakura warknęła.
-Może się uspokójcie?
-Nie pozwolę się jakiemuś idiocie obrażać - powiedziałem, co bardzo zirytowało muskularnego mężczyznę w masce, o brązowych włosach. Szybkim krokiem zmniejszył dystans pomiędzy nami i zamachnął się, próbując uderzyć. Złapałem jego pięść i zacząłem ją miażdżyć. Syknął z bólu i wykrzywił twarz.
-Sasuke! Puść go. - Zrobiłem co kazała. Czemu? Nawet nie wiem. Odsunął się szybko i pomachał kilkukrotnie ręką, próbując w ten sposób uśmierzyć ból.
-Kiedyś ci za to odpłacę - syknął wściekły, popychając mnie do wyjścia.

***

Sasuke nie ma w moim domu od godziny. Jest rano, więc miałam dużo czasu na przygotowania. W sensie jest około dziesiątej, więc już nie takie wczesne rano. Martwiło mnie, że Miyu wciąż nie było. Zagryzłam wargę niezadowolona i podrapałam się po głowie. Uszykowałam sobie długie, czarne i wygodne spodnie, do tego biała bokserka i czarna bluza. Co prawda nie byłam zwolenniczką chodzenia w jednym kolorze, ale nie chodziło tu o wygląd. Najgorsze były moje włosy, strasznie rozpoznawalne. Jeżeli użyję jakiegoś jutsu na zmianę wyglądu szanse na wykrycie zwiększą się czterokrotnie. Warknęłam zła. Zaraz zaczynał się czas na obiad, więc postanowiłam pójść na ramen, mając nadzieję, że spotkam Naruto. Zrobiło się ostatnio chłodniej, więc ubrałam czerwoną bluzę na siebie i wyszłam. Kilka minut i byłam w małej budce.
-Dzień dobry, staruszku.
-Witam, Sakuro! Co dla ciebie? - zapytał wesoło jak zwykle. -Po co ja w ogóle pytam? - zaśmiał się i zaczął robić ramen. Rozejrzałam się i po chwili dojrzałam blond czuprynę. Uśmiechnęłam się, a zaraz zauważyłam obok niego jakąś dziewczynę o rudych włosach związanych w wysoką kitkę, która i tak sięga do połowy pleców. Była piękna. Delikatne rysy twarzy, drobna postura i ciepły uśmiech.
-Cześć, Sakura! Poznaj Yuuki.
-Cześć. - Podałam jej rękę, a ona ją uścisnęła. Dosyć mocno, co było dosyć dziwne. Zaniepokoiłam się, gdy zobaczyłam Yamanakę, ubraną w luźną bluzę, która zakrywa brzuch i zamyśloną Hinatę. Usiedliśmy we trójkę przy barze, jednak czułam, że beze mnie byłoby im lepiej. Nagle pojawiły się tuż obok nas dziewczyny. 
-O, cześć Hinata, Ino - przywitał się z uśmiechem. Granatowłosa zarumieniła się ze złości, zmarszczyła brwi, a oczy jej się zaszkliły. Naruto z tym swoim tępym móżdżkiem odwrócił się w stronę swojej miski i zaczął jeść, zaś Yuuki dziwnie się uśmiechnęła.
-Co ty tu robisz z tą... tą szmatą!? - warknęła Ino.
-Szmatą? - szepnęłam. Rudowłosa rozszerzyła oczy, po czym wstała i z miłym uśmiechem chwyciła ją za ramię.
-Może grzeczniej, co Ino? Nie chcę żadnej kłótni... - mruknęła, ściskając boleśnie jej ramię.
-Właśnie, to nie było miłe! - rzucił Uzumaki, odwracając się w jej stronę.
-Chciała cię okraść! - pisnęła Hinata. -A ty się z nią umawiasz?! - krzyknęła, podnosząc ręce.
-A co ma jedno do drugiego? Wszystko sobie wyjaśniliśmy! - bronił dziewczyny.
-Dzieciaki, spokojnie - rzucił właściciel budki.
-Ktoś mi powie o co chodzi? - zapytałam, krzyżując ręce. 
-Ostatnio jak byliśmy z Naruto na mieście prawie mu skradziono wszystkie pieniądze. Nawet jego naszyjnik. A on... Urgh - zacięła się, nie wiedząc co powiedzieć. Nigdy nie widziałam tak złej Hinaty.
-I co z tego? Wielkie mi halo. Ma problemy pieniężne, tyle - stwierdził. -O co ci chodzi?
-Że chciałam ci wtedy coś ważnego wyznać - syknęła, po czym odeszła ze łzami w oczach.
-O co jej chodzi... - zapytał głupio.
-Ty idioto! - Uderzyłam go w głowę. 
-Au, Sakurcia... - Zaczął ją sobie masować, z grymasem na twarzy.
-Chodźmy, Naruto. Źle się tu czuję. - Przytuliła się do jego ręki i zniknęli. Yamanaka wodziła zanimi wzrokiem dopóki nie zniknęli za rogiem. Westchnęłam i przekręciłam oczami. Ino usiadła obok i poprosiła o wielką porcję specjału budki.
-Jak się czujesz? Sai już wie?
Pokręciła przecząco głową, przetarła blade czoło i podparła się obiema rękoma.
-Jak ja mam mu to powiedzieć...? - zapytała zrozpaczona.
Po dłuższym czasie jałowej rozmowy wróciłam do domu, gdzie Miyu już na mnie czekała.
-Gdzieś ty była tak długo? - mruknęłam nieco zła.
-Wykryli mnie i gonili przez parę godzin w lesie - syknęła zła. -Mówiłam, że to głupi pomysł!
Westchnęłam któryś raz już dzisiaj i wyciągnęłam herbatnika z opakowania. Pomachałam kawałkiem ciastka przed dziobem feniksa.
-I myślisz, że w ten sposób ci to wybaczę? - wymamrotała, po czym niechętnie, aczkolwiek łapczywie zabrała ciastko. -No niech ci będzie - syknęła naburmuszona.
Po godzinie planowania i rysowania na mojej kopii strażników miałam już opracowany cały plan. Pomiędzy dwudziestą trzecią dziesięć i dwudziestą trzecią piętnaście mam chwilę czasu, aby szybko wejść do budynku, skąd szybko do wentylacji. Dalej muszę zapamiętać trasę i zachowywać się wystarczająco cicho. Zapakowałam do małej saszetki kilka tabletek na chakrę, wyciszenie jej i na rany. Wzięłam kilka kunai'ów i gazowych, małych bomb. Ubrałam się cała na czarno i związałam włosy w ciasnego koka, którego schowałam pod kapturem. Na twarz założyłam maskę w kolorze czarno-białym. Schowałam mapę, gdyby ktoś miał zamiar włamywać się do mojego domu.
-Pilnuj mnie z góry, jak coś to telepatiacyjnie przekazuj mi informacje. - weszłam na górę domu.
-Telepa-co? Nie ma takiego słowa! - parsknęła.
-Oj daj spokój, wiesz o co chodzi - odpowiedziałam, wchodząc na dach. Było już ciemno, przygotowania dużo zajęły czasu. Była dwudziesta druga pięćdziesiąt. Więc miałam dwadzieścia minut na dostanie się na teren archiwum.

***

Jestem w swoim nowym domu od paru godzin. Mała sypialnia, mały salon i niewielka kuchnia. Malutka toaleta. Ledwo zmieściłem wszystkie rzeczy do szafek. Westchnąłem zmęczony. Przez najbliższy czas będę miał opłacane mieszkanie, a potem będą mnie wysyłali na jakieś niewielkie misje, które będą bardziej testem zaufania. 
Usiadłem na krześle i spojrzałem na kubek gorzkiej herbaty. Przyjrzałem się swojemu odbiciu i oczom. Itachi... Ciekawe co robi? Po co to wszystko zrobił? Żeby się sprawdzić, czy potrafi? Bezsens. Nonsens! Kto normalny tak robi? Z dnia na dzień zmienił się z kochającego brata w potwora.
Wróciłem do siebie, gdy poczułem ból w prawej ręce, tak mocno ją zacisnąłem, że aż zaczęła mnie boleć.
Moją uwagę po chwili zwrócił cień, który szybko przeskoczył przez budynki za oknem. Pewnie jakiś patrol, czy coś. Jak był młodszy nawet nie był w stanie dojrzeć tak szybko poruszających się shinobi. 
Zaczął wspominać dawne czasy, gdy to Sakura była nieziemsko irytująca, a Naruto niezwykle głupi według niego. W sumie nadal wiele nie ma w głowie, ale uczucia jego są ciepłe, wręcz chwilami parzą.
Upił łyk herbaty.
A co by było, gdyby nie odszedł do Orochimaru? Gdyby posłuchał Sakury? Nie odszedł? Byłby wielkim shinobi? Byłby może bogaty i miał piękną kobietę u boku. Może jednak byłby w stanie nawet być potężniejszym niż jest? W końcu Naruto nadal mu dorównuje, a Sakura stała się silna na tyle, że może z nami konkurować. 
Mój zapał do zemsty malał, nie dlatego, że wybaczyłem. Po prostu zacząłem zauważać jak wszystko niszczę dookoła, w tym i siebie.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Jak ja dawno nie pisałam, aż nabrałam weny. Postaram się chociaż jeden na miesiąc rozdział pisać, wolę pisać dłużej, a porządniej.
Za błędy przepraszam :* Starałam się napisać jak najszybciej.
Jak myślicie, Sakurze się uda? Kim jest Yuuki? Czy Ino sama powie Sai'owi o ciąży?
Nie wiem jak ja to wszystko opiszę :D Wymyśliłam tyle wątków, a to już 12 rozdział! x3
Pozdrawiam i dziękuję za wenę i komentarze :*

niedziela, 8 maja 2016

Rozdział 11

4 komentarze:
Różne emocje się we mnie kotłowały. Byłam jednym, wielkim kłębkiem nerwów. Zastanawiałam się jak sobie poradzi Ino i nadal gnębiła mnie sprawa Itachiego. Właśnie byłam w swoim pokoju, głaszcząc Miyu. Leżałam na brzuchu, podpierając się jedną ręką, a drugą wyciągając w stronę ptaka. Pierzasta przyjaciółka miała miękkie w dotyku i przyjemne pióra.
-Miyu, wiesz cokolwiek na temat wymordowania klanu Uchiha? - zapytałam, przerywając ciszę. Cieszyłam się, że mogłam usłyszeć co ma mi do powiedzenia i mogę jej się zapytać o wszystko, nie ukrywając niektórych rzeczy. Przecież nikomu ich nie powie.
-Niestety nie, Itachi-san nigdy nie był zbyt wylewny - odpowiedziała, nadal z przyjemnością przyjmując pieszczoty. Cmoknęłam niezadowolona, zastanawiając się jak się dowiedzieć szczegółów.
-Jak to było, będąc zwierzęciem seryjnego mordercy rangi S?
Poruszyła się niespokojnie, patrząc na mnie.
-Może i dla Konoha źle się jego osoba kojarzy, ale moim zdaniem był bardzo troskliwym człowiekiem - obruszyła się. No tak, w końcu był jej właścicielem, zanim nie dostałam jej w prezencie.
-Żałujesz, że teraz ja jestem twoją właścicielką? - zapytałam nieco rozbita myślą, że Uchiha może być lepszą osobą dla niej niż ja, i że być może jest ze mną na siłę.
-Nie, nigdy nie nadał mi imienia, ponieważ od zawsze byłam przeznaczona dla ciebie, Sakura - stwierdziła, skubiąc się pod skrzydłem.
-Co? - burknęłam zbita z pantykału. Było to dla mnie dziwne, że hodował dla mnie zwierzę zapewne długi czas i tresował, żeby dać je mi. A może ona jest szpiegiem?
-Za dużo gadam, za dużo... - Usłyszałam jej ściszony głos.
-Jesteś szpiegiem?
-Nie. - Jak szybko zapytałam, tak szybko dostałam odpowiedź. Ciekawość rosła z chwili na chwilę, chciałam wiedzieć co chodzi po głowie temu człowiekowi.
Nagle przyszedł mi do głowy głupi pomysł.
-Miyu - zaczęłam - mam głupi, wręcz szalony pomysł.
Zerwałam się, siadając po turecku.
-Jaki? - usłyszałam nieco niezadowolony głos pani feniks. Była dumnym, ale i uwielbiającym głaskanie ptakiem. Po chwili przydreptała do mnie, domagając się niemo o kontynuowanie przerwanej czynności.
-Wszystkie misje i raporty z misji są w tajnym archiwum, no nie? - zapytałam retorycznie. Postanowiłam się dowiedzieć więcej o masakrze klanu Uchiha.
-A nie możesz się po prostu zapytać Tsunade-sama jak to było? Albo poprosić jej o wstęp? - wypytywała spokojnie znów zadowolona. Powoli przejeżdżałam dłonią po jej ciele.
-To będzie zbyt podejrzane. A zapytać jej nie mogę, bo w końcu hokage nie ma czasu, ani potrzeby czytać raportów z misji sprzed lat. - Drugą ręką podrapałam się po głowie. -Jedynym sposobem jest włamanie się tam, a ty mi pomożesz - oznajmiłam.
-Że ja? Co ja mam zrobić? - zapytała oburzona. Była mi całkowicie podporządkowana i wierna, ale była podejrzliwa i martwiła się zbytnio. Chwilami można było powiedzieć, że była nawet marudna.
-Ja wykradnę dokładny plan całego budynku, zaś ty rozejrzysz się tam w poszukiwaniu wszelkich pułapek i zerkniesz na rozkład ochrony. Na wszelki wypadek takie informacje są dokładniej chronione, a ja nie mam czasu, by i je wykraść. Mogę na ciebie liczyć, prawda? - rzuciłam, drapiąc ją po łebku. Nie wiedziałam czemu jej bezgranicznie ufam, ale czułam, że mogę. A mój szósty zmysł nigdy się nie mylił.
-Jak ja mam to zrobić? Gdy mnie tylko wykryją to mnie zapewne złapią, takie budynki są chronione przez silnych shinobi. Nawet ja będę mieć problem uciec - zaczęła marudzić.
-Znam bardzo fajne jutsu, dzięki któremu staniesz się dla ludzkiego oka niewidoczna. Takie małe genjutsu - zachichotałam, widząc jej niezadowolenie. Pomimo wszystko kłótnia z ptakiem była dość nietypowa.
-Zobaczymy czy będzie ci do śmiechu, jeśli coś nam nie pójdzie, ale dobrze. Kiedy zaczynamy? - westchnęła niezadowolona.
-Teraz.
-Teraz?
-Teraz - powtórzyłam rozbawiona, zabierając rękę. Złożyłam parę pieczęci i zdążyłam usłyszeć jedynie ciężkie westchnięcie, zanim zniknęła mi z pola widzenia. Otworzyłam okno, poczułam lekki podmuch wiatru, gdy wylatywała i znów je zamknęłam. Teraz zostało mi wykraść tę mapę z biura Tsunade. Nie wierzyłam, że robię tyle, byleby dowiedzieć się czegoś na temat akurat tej rodziny.
Po paru minutach bezczynnego leżenia i patrzenia na bliżej nieokreśloną rzecz, po raz kolejny wykonałam szybki ruch i wstałam z łóżka. Wpadłam na pomysł w jaki sposób wykraść mapę z gabinetu hokage.

*

Od dwóch dni mam w końcu "swobodę". Mogę chodzić po większej części miasta i używać czakry. Oczywiście bez przerwy wyczuwam moich ochroniarzy, którzy towarzyszą mi od początku pobytu w Konoha. 
Naciągnąłem mocniej kaptur na głowę i otwierając drzwi w końcu mogłem opuścić teren mieszkania Sakury. Za niecałe dwa tygodnie już najprawdopodobniej tu nie wrócę. Dostanę jakieś mieszkanie, zapewne niewielkie i pierwszą misję. Muszę jakoś zarobić na siebie, a Tsunade od razu mi nie zaufa na tyle, by puścić mnie z kimś na misję, w której przewidziana jest walka z Akatsuki.
Zastanawiałem się jak ma się potoczyć moje życie. Ostatnio coraz częściej o tym myślę. Postanowiłem na razie zająć się zemstą i nowym początkiem w wiosce.
Otworzyłem furtkę posiadłości Haruno i postawiłem pierwszy krok od dobrych dwóch tygodni tak daleko. Czułem się od razu swobodniej. Pogoda dziś nie była najlepsza. Nad Konoha rozpościerały się gęste chmury, uniemożliwiające większości promieniom słonecznym oświetlić swoim blaskiem świata. Wszędzie było jeszcze mokro po nocnej ulewie, a powietrze zimne, o przyjemnym zapachu, jaki uwielbiałem.
Kilka par oczu od razu zwróciło ku mnie swą uwagę, ale nie przejmowałem się. Miałem prawo żyć jak każdy inny obywatel wioski. Nieufne spojrzenia staruszek, pogardliwe miny mężczyzn mówiły mi jasno, że nie jestem tu mile widziany. A do tego zachwycone spojrzenia kobiet nie pomagały. Chyba nadal byłem obiektem westchnień w Konoha.
Skręciłem po raz kolejny w inną stronę. Już zdążyłem zapomnieć niektóre miejsca i ulice. Nagle znalazłem przed sobą Icharaku Ramen. Właśnie powolnym krokiem wychodził z niego Naruto z szerokim uśmiechem. Masował się po brzuchu, co oznaczało, że właśnie jadł. Spojrzał w moją stronę i jego mina zrzedła, po czym rozpromieniał w ciągu kolejnej sekundy.
-Sasuke... - westchnął, jakby nie wierzył.
-Tak, to ja, młotku. Czemu ani razu mnie nie odwiedziłeś u Sakury? - zapytałem zgryźliwie, a on jedynie się uśmiechnął.
-Babunia Tsunade nie pozwalała, w dodatku ciągle miałem jakieś misje - tłumaczył się, drapiąc po głowie. Podszedł bliżej i wyciągnął ku mnie rękę z wyprostowanym palcem środkowym i wskazującym. -Witaj w domu - dodał, czekając, aż odwzajemnię gest. Poczułem ukłucie w klatce piersiowej, nie do końca to rozumiałem. W końcu postanowiłem wyciągnąć rękę i złączyć nasze palce.
-Tylko się nie rozklej - burknąłem, zabierając rękę.
Ruszyliśmy na krótki spacer po wiosce. Blondyn opisywał mi nowe miejsca, których mogę nie znać i co się zmieniło. Opowiadał mi również jak było na wyprawie z Jirayą. Opowiadał wszystko, co sobie przypomniał. Chwilami śmiał się, a po chwili zrzędził z jakim idiotą przystało mu tronować. Kilkukrotnie moje kąciki ust się podniosły, ale tylko na kilka sekund. Nie wiedzieć czemu przyjemnie mi się słuchało tego, co mówił.
-A ty, Sasuke? Jak to było u Orochimaru? - zapytał w końcu, gdy nie miał już o czym opowiadać.
-Z początku było ciężko. Pamiętam jak kilka razy wylądowałem w łóżku na parę dni, bo treningi były zbyt wyczerpujące - westchnąłem, przypominając sobie ból, jaki wtedy czułem. -Ale po jakimś czasie przestałem w ogóle odczuwać ból.
Spojrzał się na mnie dziwnie.
-Nawet tego nie czujesz?
Zdziwiło mnie jego pytanie, więc spojrzałem na jego dłoń, która zaciskała się na moim ramieniu. Nieco wydało mi się to dziecinne.
-Nie, nie czuję.
-To na pewno normalne? Sakura mówi, że jak nie czuje się bólu to nie najlepiej. Jak boli, to się żyje, co nie? - zażartował z uśmiechem.
No tak, od dawna żyję, tak naprawdę nie żyjąc.
Jeszcze przez dłuższy czas chodziliśmy po Konoha, gawędząc.

*

W końcu wpadłam na pomysł jak wykraść plan tajnego archiwum. Jedna z jego kopii znajduje się w gabinecie Tsunade, więc wystarczy ją sobie przerysować. Nie jestem na tyle głupia, żeby najpierw kraść zwój, a potem się wkradać do archiwum, kiedy już będą czujniejsi strażnicy. Byłoby to dość niepokojące, że tak ważny dokument zniknął, ot tak, gdy u niej będę.
Szybkimi ruchami przemieszczałam się po pokoju, ulepszając swój plan. Wręcz biegłam do swojej pracowni, zaraz obok pokoju, i wzięłam małą buteleczkę leku nasennego. Schowałam go w kieszeń i znów znalazłam się w kuchni, skąd porwałam trochę pieniędzy.
Sasuke nie było w domu, postanowił pójść na spacer po tylu dniach więzienia w moim domu. Z początku był on istną katorgą w moim domu, ale potem stało się to znośne.
Nagle przed oczami zobaczyłam jego głupi uśmiech, gdy zażądał nagrody za wygraną.
-Urgh...! Niech już w końcu zniknie z mojego życia! - burknęłam, naciągając buty na nogi i chwytając płaszcz. Była już prawie jesień i w końcu nadszedł czas na zmianę odzieży.
Spokojnym krokiem wyszłam z domu, aby nie wzbudzać podejrzeń, zakluczyłam drzwi i opuściłam parcelę swojego domu. Ruszyłam do gabinetu Tsunade, po drodze kupując jej ulubione sake. Oczywiście po znajomości, inaczej bym nie dostała alkoholu. Na korytarzu powitała mnie mile Shizune.
-A co ty się tak śpieszysz? - zapytała z nutką wesołości w głosie. Chociaż było widać, że jest zmęczona.
-Pomyślałam, że skoro i tak nie mam co robić to odwiedzę Tsunade i jej pomogę...
-Z sake pod ręką? No nie wiem, nie wiem...
Zrobiło się nieco niebezpiecznie.
-Bo... Bo Tsunade ma dziś imieniny! - wypaliłam szybko.
-N-naprawdę? - zapytała zdezorientowana, rumieniąc się. -Cholera! Teraz nie mam czasu, żeby jej coś kupić... Albo chociaż złożyć życzenia. Mogłabyś złożyć jej życzenia ode mnie? Proszę... - Spojrzała na mnie błagalnie.
-No dobrze, skoro masz dużo pracy to nie zatrzymuję - burknęłam, biegnąc do biura Tsunade. Czułam jak mnie pali w środku tak bezczelnie kłamiąc osobie, którą szanuję. W końcu stanęłam przed dębowymi drzwiami, odetchnęłam, uspokajając bicie serca i zapukałam, prostując się.
-Proszę! - Usłyszałam ze środka. Weszłam powoli naciskając na klamkę. W środku jak zwykle panował nieład, ale nikomu to nie przeszkadzało. Uśmiechnęłam się do swej mentorki.
-Dzień dobry, Tsunade. Jak się trzymasz? - zapytałam, pokazując butelkę.
-Witaj, Sakuro. A nie najlepiej, dużo pracy. A to z jakiej okazji? - zapytała podejrzliwie.
-A to... Tak o, chciałam ci sprawić przyjemność, ale najpierw pomogę ci to jakoś ogarnąć... - rzekłam, odkładając na szafkę butelkę alkoholu i chwyciłam nieułożone papiery i te, które spadły na ziemię. Zaczęłam je sortować, czasem pomagałam kobiecie, więc wiedziałam co i jak.
-No, czego chcesz, Sakura? To dość nietypowe.
Nie marudź - przemknęło mi przez myśl.
-Wiesz, jestem szczęśliwa, że Sasuke niedługo zniknie z mojego życia. A tak poza tym chciałam porozmawiać - rzuciłam od niechcenia. Zaczynała mnie irytować jej, w sumie słuszna, niepewność.
-No dobrze... Mogłabyś poukładać te papiery według tego, z której wioski są? - Wskazała na kupkę papierów i znów zabrała się za pisanie jakiegoś listu.
-Mhm... - mruknęłam i chwyciłam je. Układałam je w ciszy, po czym natrafiłam na dziwny list.
"Droga Hokage Wioski Liścia!
W Sunie doszło do tragedii, Akatsuki spustoszyło jedną trzecią miasta. Mieliśmy rację, czegoś lub kogoś szukają. Podejrzewamy, że chodzi bardziej o kogoś. Możliwe, że ma to związek z wymarłą wioską..." 
-Miałam układać, nie czytać! - huknęła Tsunade, wyrywając list z moich rąk. -O tu, jest podpis, tylko na to miałaś patrzeć - rzekła oschle.
-O co chodzi?
-Co o co chodzi? - mruknęła zirytowana.
-Dlaczego niczego nie wiedziałam, że Suna została zaatakowana? I czego szuka Akatsuki? - wypytywałam, a hokage westchnęła.
-Mówienie o tym jest surowo zabronione. Tydzień temu to się stało - wyznała niechętnie.
-Dużo ofiar? Mogłaś mnie wysłać tam! Na pewno bym uratowała niejedno życie! - warknęłam ozięble. Wezbrała się we mnie ogromna złość. A co z Gaarą? Temari?
-Sakura, nie było po co. Każdy kto trafił w ich ręce - zginął. Rannych wcale nie było, albo martwi, albo trzymali się z dala.
Przeszły mnie ciarki. W ciszy wróciłam do pracy. Po paru godzinach, gdy już się ściemniło postanowiłam wcielić swój plan w życie. Wyciągnęłam kieliszki i położyłam je na szafce, przy butelce sake. Jednak miałam mały problem, aby wyciągnąć buteleczkę z lekiem nasennym. Znając życie zanim Tsunade by się spiła i poszła spać minęłaby cała noc.
-Idę do toalety - mruknęła, wychodząc. Idealna sytuacja. Na szczęście substancja była w odpowiednim kolorze i bez smaku. Nalałam pół i dolałam alkoholu, aby Tsunade nie miała wątpliwości, co to jest. Schowałam butelkę do kieszeni i ustawiłam kieliszki na biurku, usiadłam na przeciw siedzenia hokage i czekałam. Po chwili usłyszałam drzwi, a za chwilę już siedziała przede mną. Chwyciła kieliszek i uniosła.
-Tyle pracy... Należy nam się - mruknęła.
Co prawda nie jestem dorosła, ale Tsunade pozwala i mi się napić. Wypiłyśmy jednym haustem. Poczułam nieprzyjemne kłucie w gardle, a moment później przyjemne ciepło w brzuchu.
-Coś jakieś takie... bez smaku... - rzuciła niezadowolona, dolewając i próbując znów. No tak, z dodatkiem leków usypiających trochę się rozrzedziło. -Dziwne, teraz jest lepsze.
-Dla ciebie to chyba żadne sake nie jest wystarczająco mocne... - rzuciłam, żeby już przestała drążyć temat.
-Może coś w tym jest.
Kieliszek leciał po kieliszku, oczywiście w moim przypadku skończyło się po trzech. A u Tsunade po siódmym przestałam liczyć. Lek zaczynał działać, bo kobieta zaczynała mruczeć, że jest strasznie zmęczona. Nagle ktoś wszedł, a ja zdębiałam. Wolałam nie mieć takich niespodzianek.
-Tsunade, naprawdę przepraszam... Wszystkiego najlepszego z okazji imienin! Tutaj masz trochę słodyczy i takich tam...
Okazało się, że to Shizune. Położyła paczkę z podarunkiem na biurku. Jest źle, bardzo źle.
-To ja mam imieniny? - zapytała oszołomiona kobieta.
-No tak! Przez tę pracę nawet nie pamiętasz, że masz imieniny - wypaliłam, nie chcąc, żeby teraz przez Sizune mój cały plan został zniszczony.
-Hmm, może masz rację. Ale wolnego wziąć nie mogę - tym razem teraz. Dziękuję, Shizune - burknęła z wypiekami na twarzy. Wypiła kolejną porcję alkoholu, a ja poczułam kropelkę potu na czole. Czarnowłosa często się irytowała, gdy Tsunade piła, więc jeśli teraz się uprze to kobieta nie uśnie, a ja nie uzyskam tego, po co przyszłam. Nieproszona osoba zmarszczyła czoło, po czym westchnęła.
-Skoro to twoje imieniny możesz sobie wypić, ja już wrócę do domu. Mogłabyś się nią zająć, gdy już nie będzie w stanie nawet ujść dwóch kroków bez chwiania się? - zapytała się mnie błagalnie, a ja kiwnęłam głową na tak. Gdy mnie mijała postanowiłam usadzić się inaczej, co było złą decyzją. Butelka wyleciała z mojej kieszeni i poturlała się przed stopami kobiety. Spojrzała na to czujnie i odwróciła się w ich stronę.

*

Wróciłem jakiś czas temu do domu Sakury. Spotkanie ze starym przyjacielem-idiotą nie było złe. Chyba nawet mi dobrze zrobiło. Chociaż już zdążyłem zapomnieć jak bardzo jest wygadany ów blondyn.
Zacząłem pakować rzeczy, które przez ten czas zdobyłem. W końcu potrzebowałem kilku ubrań i kosmetyków, oczywiście innych niż dla dziewczyn. Spakowałem się, kilka razy upewniłem się, czy wszystko zabrałem i zniosłem torbę na dół, w końcu jutro z rana przenoszę się do nowego lokum. Przez ten czas nawet zdążyłem zrobić sobie herbaty. A dziewczyny jak nie było, tak nie ma. Wypiłem już pół kubka. Zacząłem się nieco martwić. Przecież zawsze wracała o normalnych godzinach. A teraz? Wychodzi w nocy i do późna nie wraca.
Uderzyłem nagle w stół i zakryłem twarz ręką.
-Co się ze mną dzieje?! - warknąłem, jednak nic i nikt nie mógł mi na te pytanie odpowiedzieć.
Ja, martwić się? O Sakurę? SAKURĘ HARUNO? Jest już dużą dziewczynką, da sobie radę.
Chwilę potem przypomniałem sobie, jak uratowałem ją, wbijając sobie kunai w nogę. Nie wiem czy teraz tak bardzo bym się poświęcił. Uśmiechnąłem się pod nosem, po czym znów warknąłem. Za dużo o niej ostatnio myślałem. 
Dokończyłem herbatę i umyłem kubek. Po drodze do wyjścia capnąłem kilka paluszków i zacząłem powoli je zjadać. Zgasiłem światło, sprawiając, że byłem otoczony mrokiem. Westchnąłem.
-Całe życie w mroku... - mruknąłem pod nosem. Mignęła mi przed oczami scena Itachiego, stojącego nad martwymi już rodzicami. Zacisnąłem pięści i zakluczyłem dom. Odwróciłem się o sto osiemdziesiąt stopni i ruszyłem na górę, do "swojego" pokoju.
-Zemszczę się... Pomszczę ich... A wtedy tego pożałujesz, bracie - wysyczałem, wchodząc do pokoju. Zjadłem ostatniego paluszka i położyłem się na łóżku, zastanawiając się jak go zabiję.

*

Przełknęłam ślinę i wstałam, chcąc zabrać butelkę. Jednak Shizune ją uniosła i przeczytała etykietkę z napisem "lek nasenny". Podpisywałam je sama, w końcu go zrobiłam.
-Ja... Ja ostatnio mam problemy ze snem - wytłumaczyłam się szybko, zabierając jej ją z rąk. Spojrzała na mnie zmartwiona.
-No dobrze, dobrej nocy - rzuciła wychodząc.
Odetchnęłam z ulgą, a gdy się odwróciłam Tsunade spała w najlepsze. Zaczęłam przeglądasz szafki w poszukiwaniu mapy archiwum. Zirytowałam się, gdy ostatnim miejscem, w którym może być stało się biurko. Otworzyłam dolną szufladę, tam jednak były same raporty z misji. Wyżej to samo. Kolejna półka, też. Próbując otworzyć górną zahaczyłam o kolano kobiety. Ona jednak mruknęła tylko coś pod nosem, poruszyła się i spała dalej. Była tam. Uśmiechnęłam się do siebie i rozwinęłam ją na biurku, wyciągnęłam swój papier i ołówek, szybko kopiując.W szkołach trzeba było umieć przerysować czytelnie mapę w określonym czasie. Taka umiejętność też się najwidoczniej przydaje.
Nagle usłyszałam kroki. Zamarłam i zwinęłam mapę, rzucając ją pod biurko, a swoją kopię szybko pogniotłam i wcisnęłam w kieszeń. Usłyszałam pukanie, a zaraz po tym jedna ze sprzątaczek weszła do środka. Starsza kobieta o dosyć dużej posturze. Uśmiechnęła się na mój widok.
-Pomóc jakoś? Późno już - stwierdziła.
-Nie, nie trzeba. Zaraz zajmę się wielmożną. I posprzątam, pani może się zająć innymi miejscami - rzuciłam, próbując zgrywać miłą. Kiwnęła głową i zniknęła. Przewróciłam oczami i dokończyłam dzieło. Jak mówiłam, tak zrobiłam. Posprzątałam i zaczęłam szukać jakiegoś koca. Często spała w gabinecie i jedynie kazała się przykrywać kocem, nie zabierając jej do siebie. 
Szybko ruszyłam do domu, czując, że adrenalina w końcu zaczęła ze mnie uchodzić.
Po parunastu minutach znalazłam się pod domem. Przekręciłam klucz w zamku i po cichu weszłam. Zauważyłam torbę za drzwiami. No tak, to jego ostatnia noc tutaj.

*

Usłyszałem jak ktoś wchodzi. Było grubo po drugiej w nocy. Postanowiłem zejść na dół i upewnić się czy to na pewno ona. Gdy zobaczyłem jej jasne włosy i sylwetkę ucieszyłem się. Skrzywiłem się jednak po chwili, oparłem o barierkę i spojrzałem na nią.
-Dziwnie się ostatnio zachowujesz, Sakura - rzuciłem, a dziewczyna wzdrygnęła się, wręcz podskoczyła i spojrzała na mnie. Zacisnęła ręce na kieszeniach i skrzywiła się.
-I nic ci do tego - fuknęła zła.
-Gdzie byłaś? Wiesz, może prawie nikt mi nie ufa, ale jeżeli zgłoszę to Tsunade to tak czy siak zacznie cię bardziej obserwować - mruknąłem z uśmiechem. Uwielbiałem doprowadzać ją do złości.
-Phi! Bezczelny jesteś! Mieszałeś na MOIM utrzymaniu tak długo i za grosz wdzięczności! To nie ty prałeś mi gacie - warknęła, próbując mnie wyminąć. Złapałem ją za łokieć i przyciągnąłem.
-Martwię się - szepnąłem do jej ucha. Co ja robię... Rozluźniłem uścisk, próbując wytłumaczyć samego siebie. Zdębiała, rozluźniła ręce, puszczając je wzdłuż ciała. W końcu jakby prąd nią szarpnął i odepchnęła mnie, odwracając się w moją stronę.
-ZNIKAJ Z MOJEGO ŻYCIA, TY CHOLERNY GNOJU! - wrzasnęła, a na jej policzkach pojawiły się łzy. Patrzyła na mnie z nienawiścią. Po chwili już jej nie było, zatrzasnęła się u siebie w pokoju. 
Zabolało. Nie to co powiedziała, a jej stan. Wbiegłem szybko za nią i zapukałem. Usłyszałem cichy szloch.
-Odejdź... 
Pomimo tego, wszedłem. I oberwałem poduszką. Zaraz drugą, po chwili misiem. Rzuciła we mnie nawet zegarkiem, który złapałem, żeby się nie zepsuł. Nagle cisnęła we mnie zdjęciem w ramce, jednak po chwili mina jej zrzedła, jakby tego pożałowała. Niestety nie dałem rady złapać i rozpadła się szybka z ramki o podłogę. Schyliłem się. Zdjęcie drużyny siódmej. Coś we mnie drgnęło.
-Sakura...
-Wyjdź! - wrzasnęła, zabierając mi zdjęcie i zegarek. Kopnęła w poduszki i misia, które znalazły się teraz na łóżku.
-Sakura, proszę...
-Wyjdź...
Jad w jej głosie był straszny. Usiadła do mnie tyłem na łóżku. W pokoju było ciemno. Ale jej sylwetkę poznałbym chyba nawet w takich warunkach. 
-Wysłuchaj mnie. 
Podszedłem jednak nic nie zaczęła mówić i spojrzała na mnie wyczekująco.
-No, co masz mi do powiedzenia? - syknęła.
-Nigdy nie chciałem cię skrzywdzić...
-Ale zrobiłeś to!
Nie wiedziałem co powiedzieć. Bolało, strasznie.
-Zostawiłeś nas! Mnie, Naruto! Tak bardzo... Martwiliśmy się! Zamiast przyjaciół... Ty wolałeś zemstę! Wypchaj się teraz nią! - wrzeszczała z zamkniętymi oczami.
-Teraz wybieram obydwie opcje - stwierdziłem.
-TERAZ TO JUŻ ZA PÓ...
Nie mogłem wytrzymać. Chwyciłem ją za policzek i złączyłem nasze usta. Nie wiedziałem sam czy po to, żeby się zamknęła, czy dlatego, że jej usta przypominały mi się przez ostatnie dni bardzo często. Z początku nic nie robiła. Postanowiłem spróbować pocałować ją namiętniej, chociaż nie miałem o czymś takim bladego pojęcia. Nie mogłem się jednak powstrzymać, od dalszego całowania. W końcu zrozumiała co się dzieje i naparła mocno rękoma na moją klatkę piersiową. Złapałem je nie przerywając pocałunku. To było uzależniające.
-S-ss...asuke... - wybełkotała, próbując się odsunąć jednak naparłem na nią i wylądowaliśmy do łóżku. W końcu zaprzestałem i uniosłem się, nie schodząc z łóżka. Czułem jej gorące policzki, czułem na sobie zdezorientowane spojrzenie, słyszałem jej zdenerwowane bicie serca.
-Dlaczego...
-Nie wiem - odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Położyłem się obok niej i zacząłem bawić się jej włosami.
-Dlaczego nas zostawiłeś...
-Zemsta była dla mnie cholernie ważna - stwierdziłem.
-A teraz? 
Zatkało mnie. Kiedyś to praktycznie cały czas o tym myślałem. Jak zabić. Gdzie znaleźć. Widziałem tę piekielną scenę.
-Sam już nie wiem... Ale wiem jedno. Że nie mam zamiaru was zostawić.
Usłyszałem szloch. Wtuliła się we mnie i zaczęła płakać. Chyba tego potrzebowała od dawna, bo długo to trwało. W końcu zasnęła w moich ramionach. A ja niedługo po niej.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`

Ta dam!
Przepraszam za błędy, druga część pisana na szybko. 
Wielkie dzięki za wenę od Welinnaa Ja, przeczytałam jakieś 3 godziny temu twój komentarz i zrobiło mi się głupio. Od razu zabrałam się za pisanie. 
Pozdrawiam cię :*
I wszystkie czytelniczki!

czwartek, 21 kwietnia 2016

To już rok!

1 komentarz:
Na samym początku chcę przeprosić za tę długą przerwę. Chciałam napisać na ten wyjątkowy dzień rozdział, ale... jak zawsze nie wyszło.

Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze jest. Notka niedługo się pojawi.
Nie będę obiecywać, ale postaram się napisać w tym roku więcej, niż w poprzednim.

Dziękuję wszystkim, którzy to czytają i do tego momentu dotrwali! Ostatnio nawet nie odpisałam na kilka komentarzy - jeśli ich autorki to czytają to serdecznie je pozdrawiam i dziękuję za miłe słowa i poświęcony czas na czytanie i napisanie komentarzu.

Pozdrawiam i inne czytelniczki! :* 

Pozdrawiam
Rose 51

piątek, 22 stycznia 2016

Rozdział 10

2 komentarze:
Czułam przeogromną wściekłość na osobę, która w tym momencie spała, a może raczej była nieprzytomna w pokoju obok. Gdy tylko zemdlał podałam mu dawkę specyfiku, o którym zapomniałam wieczorem i zaniosłam go do "jego" pokoju.
Jeżeli postanowię go wydać - on zrobi to samo. Nie widzi mi się kłótnia z Tsunade o tym, gdzie byłam. Jak to wytłumaczyć? No jak?
Targały mną różne uczucia. Od bezsilności po wściekłość. Zrezygnowałam po chwili z bezczynnego siedzenia w sypialni, założyłam bokserkę i krótkie spodenki i już mnie nie było w domu. Wyskoczyłam przez okno i znalazłam się w ogródku, pośród zniszczonych drzew. Naciągnęłam na dłonie rękawiczki i zaczęłam w szale uderzać w pień drzewa bez pomocy czakry. Ignorowałam ból i spadające liście, a nawet to, że w pewnym momencie czerwona ciecz zaczęła zdobić nagie już drzewo, bez kory. Gdy jednak ból stał się nie do wytrzymania, a adrenalina nieco opadła, odsunęłam się o krok i spojrzałam na poranione dłonie i zniszczone rękawiczki. Mnóstwo zadrapań, siniaków i krwi zdobiło moje dłonie, ale nie przejęłam się tym zbytnio. Uleczyłam to w parę sekund i zaczęłam ćwiczyć ataki w powietrzu. Najróżniejsze kopniaki i uderzenie, przez które nieomal kilkukrotnie upadłam.
Po dłuższym czasie cała oblana potem upadłam na kolana. Mięśnie dygotały z bólu. Dyszałam, ale czułam się odprężona. Uniosłam twarz do nieba i przymknęłam oczy. Dłonie opuściłam wzdłuż ciała i ćwiczyłam swój wyczulony słuch. Słyszałam każdy liść, szept, krok, a nawet skradanie się kota na dachu. Po chwili i zbliżające się w moją stronę, dosyć szybkie kroki. Najwyraźniej mężczyzna i nie shinobi. Żadnej czakry od niego nie było czuć, więc pomyślałam, że listonosz, który mnie zauważył, bądź usłyszał przyszedł się przywitać. Czasem ucinałam sobie z nim krótkie pogawędki.
Otwarłam oczy i niestety zauważyłam Uchihę. Skrzywiłam się i bez pomocy dłoni wstałam.
-Myślałem, że się obudzę w więzieniu - oznajmił z wyczuwalną, dziwną radością.
-Mam dla ciebie układ. Ty nie powiesz NIKOMU, że wyszłam z domu w nocy. To nie twoja sprawa, a ja nie pisnę ani słowa, że mnie zaatakowałeś - zaproponowałam, a on spojrzał na mnie zaskoczony. Chwilę się zastanawiał i kiwnął głową. Rozejrzał się dookoła i omiótł mnie wzrokiem.
-Masz siłę na mały sparing? - zapytał.
-A co jeżeli nie mam ochoty?
-Wymiękasz?
-Ha! Nie żartuj sobie! - huknęłam z kpiną.
-Bez czakry, tylko siła. Użyję jakiejś połowy, więc będziemy na równi.
Ja pokiwałam przecząco głową i z kieszonki wyciągnęłam tabletki regenerujące siłę fizyczną, ale tylko regenerujące.
-Możesz użyć całej siły.
-A to co? Myślisz, że nie dasz rady bez swoich tabletek? - zakpił z uśmieszkiem na twarzy.
Rzuciłam mu pudełko, a on skołowany je złapał.
-Weź jedną, dwie, ile chcesz. To tylko regeneruje siłę fizyczną, nie ulepszając jej - wytłumaczyłam, a on wyciągnął jedną. Wzruszył ramionami i pochłonął ją, odrzucając ją w moją stronę. Schowałam je do kieszonki i ustawiłam się gotowa do ataku, bądź obrony. Chłopak chwilę się powyginał, ścisnął pięści, powodując dźwięk jakby pękających kości i poszedł w moje ślady. Przyjrzałam się jego postawie i oceniłam sytuację. Na pewno jest silny i stał się jeszcze lepszy, ba, jest chyba o stokroć lepszy niż kiedyś. Ale ja też, no nie? Widocznie nie chciał atakować pierwszy, więc obmyśliłam w głowie plan. Szybko wysunęłam się do przodu, udając, że jak głupia po prostu prę do przodu. Uderzył mnie w brzuch, odsuwając parę kroków. Aż się zakrztusiłam, ale wiedziałam, że to nawet nie połowa jego siły. Dałam się specjalnie uderzyć, aby to sprawdzić. Nie lubiłam, gdy ktoś daje mi fory. Znów udawałam, że chcę się na niego bezmyślnie rzucić, a on spojrzał na mnie z jakimś dziwnym współczuciem i żalem. Wysunął pięść, myśląc, że po prostu się na nią nabiję, ale odskoczyłam w mgnieniu oka i zadałam cios. I kolejny i kolejny, a on w wielkim szoku w końcu złapał mnie za pięść i przerzucił za siebie. Ja jednak gładko wylądowałam na nogach i podkosiłam mu jedną z nóg. Zachwiał się, a ja schyliłam się, obracając z zamiarem przewrócenia czarnowłosego, jednak on podskoczył. Wykorzystałam to, uniosłam się na ręce i kopnęłam w plecy, których nie miał jak obronić. Upadł na kolana, a ja szybko wstałam. Zrobił to samo i stał na przeciw mnie.
-Może jakaś nagroda za wygraną? - wysapał, uśmiechając się wrednie.
-Co masz na myśli?
-Jedna prośba, którą przegrany musi spełnić - oznajmił, nadal się uśmiechając.
Zacisnęłam pięści i prychnęłam wściekle.
-Nie. Nie powiem ci gdzie wczoraj byłam - burknęłam, szykując się do walki.
-Okej, o to nie mam prawa cię spytać. To jak? - zapytał, także się szykując do dalszej walki.
-No dobra. Szykuj się do zmywania naczyń do końca swojego pobytu tutaj, Uchiha! - krzyknęłam z zaciętym wyrazem twarzy.
Zaczęłam się walka na poważnie. Dało się usłyszeć nasze przyśpieszone oddechy, uderzenia czy jęknięcia. Kilka razy się zdarzyło, że któreś z nas trafiło na jakiś obiekt w moim ogrodzie. Na szczęście zniszczeń nie było i jedyne czego potem żałowaliśmy to bólu, siniaków i zadrapań. W pewnym momencie złapał mnie za nadgarstek, wykręcając całą moją osobą, sprawiając iż byłam do niego tyłem. Syknęłam z bólu i po chwili uderzył mnie w tył głowy. Obraz mi się rozmazał i zachwiałam się. Nie chciał abym zemdlała, ale jedynie żebym straciła równowagę. Wyszarpnęłam rękę i zamachnęłam się drugą. Niestety nie widziałam dokładnie i chybiłam. Złapał mnie za obydwie ręce, więc zaatakowałam go nogą, uderzając go bardzo mocno w piszczel. Tym razem on syknął z bólu. Zaatakowałam drugą z jego nóg, a on zaczął się przewracać. Uśmiechnęłam się zwycięsko, ale on wzmocnił uścisk na moich nadgarstkach, jakimś sposobem się odbił, ale nie utrzymał równowagi i runęliśmy na ziemię. Bardziej ja, ponieważ mnie przygniótł.
-Ciężki jesteś, baranie! - pisnęłam, tracąc oddech. Szarpnęłam całym ciałem, jednak on nie dał się zrzucić. Widziałam już dobrze, więc postanowiłam zaatakować go pięściami, ale Sasuke był szybszy. Złapał mnie za dłonie i jedną przytrzymał nad moją głową. Chwilę się szamotałam, po czym zaczęłam ciężej oddychać.
-Wygrałem? - wysapał wyraźnie zmęczony. Już chciałam mu coś odwarknąć, ale to nic by nie dało. Zebrałam całą siłę i próbowałam go zrzucić, albo się jakkolwiek wyrwać. Jednak on w końcu użył obydwu rąk i trzymał nimi moje. Rozprostował je na całą swoją długość i patrzył mi zmęczony w twarz.
-Nie ma mowy! - warknęłam.
-Wygrałem, Sakura - mruknął, uśmiechając się. Puścił mnie, wstał i podał mi rękę. Jednak ją odtrąciłam i sama wstałam.
-Czego chcesz? - burknęłam zła.
-Oj, nie dąsaj się. Dawno mnie nikt tak nie zmęczył. Nie spodziewałem się, że jesteś tak dobra - pochwalił mnie z uznaniem w głosie. Rozszerzyłam oczy, nie wierząc w to, co słyszę.
-Więc co chcesz? - zapytałam, gdy w końcu udało mi się uspokoić oddech.
Podrapał się po głowie i zastanawiał chwilę.
-Pocałuj mnie.
Wmurowało mnie.
-Co? - syknęłam zszokowana.
-Pocałuj mnie - powtórzył. -Tu, w usta. - Wskazał ową część ciała.
-Żartujesz... To ma być jakiś kiepski żart? - zapytałam zła.
-Nie. Ale skoro wymiękasz... - mruknął i się odwrócił, wchodząc do domu.
Zacisnęłam pięści. Właśnie przekroczył drzwi i dosyć wolno szedł do środka. Knykcie mi zbielały, a paznokcie nieprzyjemnie wbijały się w skórę.
-Gnojek... - syknęłam do siebie pod nosem, zrywając się do biegu. Czułam, że będę żałować. Złapałam go za koszulkę, odwracając i przyciągając do siebie. Patrzył na mnie zdziwiony, gdy tylko nasze spojrzenia się skrzyżowały. Wpiłam się szybko w jego usta.
Mój pierwszy pocałunek...


*

Byłem zszokowany nieoczekiwanym ruchem dziewczyny. Sam nie wiem czemu moją nagrodą miało być właśnie to. Nie wiem czemu kazałem jej to zrobić i nie wiem co ją do tego nakłoniło. Byłem stuprocentowo pewien, że tego nie zrobi, ale o dziwo nie miałem jej czy sobie tego za złe, ba, nawet mi się spodobało to dziwne uczucie, towarzyszące czynności, której nie powinno być miejsca z tą osobą. Coś mnie zabolało, gdy dziewczyna się odsunęła. Miałem ochotę ją przysunąć, choćby siłą i znów zasmakować jej ust.
-Zadowolony? - zapytała retorycznie z jadem w głosie. Puściła moją bluzkę i wyminęła mnie, nie odwracając się.
-I to bardzo... - mruknąłem sam do siebie.
Schowałem twarz w rękach.
Co się ze mną do cholery dzieje? 
Czy ja właśnie sam się przyznałem, że pocałunek od tej niegdyś irytującej dziewczyny mi się podobał? Nigdy się nie całowałem i nie potrafiłem określić czy był to dobry pocałunek czy niezbyt udany, ale ja byłem zadowolony.
Po chwili nerwowo potrząsnąłem głową, pozbywając się dziwnych i niestosownych myśli.
Stwierdziłem iż Sakura zajęła łazienkę w celu zmycia z siebie wszelkiego brudu. Zauważyłem też, że była pora obiadowa, a po ciężkim treningu zarówno ja jak i pewnie Sakura jesteśmy głodni. Z niezadowoleniem stwierdziłem, że skoro z kanapkami nie dawałem sobie rady to w jaki sposób mam sobie poradzić z obiadem? Nie miałem też pieniędzy, więc pozostało mi czekać na Sakurę, albo zadowolenie się jakimiś ciastkami, które były schowane w szafce lub owocami z koszyka na blacie w kuchni. Miałem też ochotę na długą kąpiel, ale i to było niemożliwe do wykonania.
Westchnąłem ociężale, siadając na krześle. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić, więc bawiłem się swoimi palcami, czasem spoglądając za okno lub patrząc na drzwi łazienki.
Nie rozumiałem co się ze mną dzieje. Od kiedy zamieszkałem z Haruno źle ze mną. Niedługo miną dwa tygodnie pobytu u niej, a dokładnie już jutro. Przez te dwanaście dni przyzwyczaiłem się do takiego stanu rzeczy i nie wiem w jaki sposób przystosuję się do mieszkania gdziekolwiek indziej bez niej. Pewnie zamieszkam gdzieś w Konoha, w miejscu gdzie będę pod ciągłym nadzorem, dostanę jakieś misje, pieniądze i będę próbował złapać Itachiego. Ale co dalej? No tak, odbudowa klanu Uchiha. Ale z kim? I jak to ma wyglądać? Jedyną kobietą jaka się mnie nie boi i byłaby chętna do utworzenia związku była Karin. Aż ciarki mi przeszły po kręgosłupie, wyobrażając sobie jaką stworzylibyśmy rodzinę i jak by to miało wyglądać. Szybko wyrzuciłem z głowy te okropne obrazy.
Nagle różowowłosa wyszła z łazienki, ubrana w wygodne ubrania z mokrymi włosami.
-Głodny pewnie jesteś, co nie? - zapytała, podchodząc do lodówki.
-Racja - stwierdziłem - ale wolę się nie brać za gotowanie. Nie wychodzi mi to.
Spojrzała na mnie zdziwiona, po czym wyciągnęła jajka na blat. Zignorowałem jej spojrzenie i przyjrzałem się opakowaniu na blacie.
-Masz ochotę na naleśniki?
Pokiwałem głową na "tak". Lubiłem naleśniki i byłem pewny, że nieważne co odpowiem i tak zrobi po swojemu.
Wyciągnęła mleko i szukała za innymi, potrzebnymi składnikami.
-Wyciągniesz miskę? - zapytała, ale i tak wziąłem to za rozkaz. Znalazłem niedużą, ale też nie za małą miskę i ustawiłem na blacie. -Wyciągnij patelnię - mruknęła. I to zrobiłem szybko, nawet znajdując olej i stawiając go obok kuchenki. Patrzyłem zahipnotyzowany na jej ruchy, na jej lekko podskakujące włosy. Stwierdziłem, że wygląda krucho, niepozornie. Że gdybym jej nie znał nigdy bym nawet nie pomyślał, że jest shinobi. Nie potrafiłem się skupić. Siedziałem i tylko patrzyłem jak pracuje. Dziewczyna szybko zrobiła masę na naleśniki i wzięła się za smażenie. Pomyślałem, że na pewno przyda jej się talerz na gotowe już placki. Spojrzała na mnie, niemo dziękując.
Chwilę później na talerzu znalazła się dosyć wysoka budowla, a masa się już skończyła, więc uszykowaliśmy sztućce, dżemy i talerze.
-Smacznego - burknąłem.
-Smacznego - powtórzyła, zabierając się za jedzenie.
Ukradkiem się jej przyglądałem. Nawet nie wiedziałem czemu jej się tak przyglądam i nie potrafiłem przestać. Nie mogłem też zapomnieć o tym co miało miejsce jakąś godzinę temu. Dlaczego to zrobiła? Dlaczego to w ogóle miało miejsce?
Dziewczyna też wyglądała na zamyśloną. Jadła wolniej niż zazwyczaj, nie zwracała na mnie uwagi i często spoglądała za okno. Był piękny, jesienny dzień. Nie zapowiadało się na deszcz, za którym nie przepadałem.

*

Przestań... Przestań... PRZESTAŃ SIĘ NA MNIE GAPIĆ.
Miałam ochotę to wykrzyczeć, ale zamiast tego po prostu go ignorowałam. Cały czas czułam jego wzrok na sobie, co powoli mnie zaczynało irytować. Starałam się nie myśleć o nim. Postanowiłam, że od razu po posiłku wyjdę na dwór. Może odwiedzę Yamanakę? Dobry pomysł.
Gdy już wszystko pochłonęłam to szybko odłożyłam wszystko do zlewu.
-Pozmywasz? Wychodzę - oznajmiłam, nie patrząc na niego.
-Ale przecież wygrałem. Chyba nie muszę, co nie? - zapytał. Westchnęłam.
-To prawda, wygrałeś. Ale to nie znaczy, że nie będziesz musiał w ogóle zmywać - rzuciłam i ruszyłam w stronę salonu. Naciągnęłam na nogi buty i wyciągnęłam jesienną kurtkę.
-Gdzie idziesz? - Usłyszałam za sobą.
-Odwiedzić Ino - burknęłam, nadal unikając jego wzroku. Gdy już ubrałam się dosyć ciepło otworzyłam drzwi, wpuszczając chłód do domu i równie szybko co je otworzyłam, zamknęłam.
Właśnie ludzie wracali z prac do domów, więc był tu niezły tłok. Przeciskałam się pomiędzy ludźmi, kierując się w stronę kwiaciarni, w której Ino pracowała.
Niestety nieważne jak bardzo próbowałam się skupić moje myśli krążyły wokół Uchihy. Po chwili przed oczami wyobraźni zobaczyłam Itachiego. Zastanawiałam się o co tu chodzi. Czemu jeszcze żyję? Czemu mnie uratował, nie zabił? BA, on mi dał swój płaszcz! Zacisnęłam dłonie, wbijając paznokcie w dłonie. Nie lubiłam nie wiedzieć o co chodzi.
Znalazłam się w kwiaciarni Yamanaki. Zapach wielu kwiatów uderzył we mnie. Było tu wiele żywych, ale i sztucznych kwiatów.
-Dzień dobry - mruknęłam do rodziców Ino.
-Och, dzień dobry Sakuro - odpowiedziała jej matka.
-Gdzie Ino? - rzuciłam, rozglądając się, ale ani jej nie widziałam, ani też nie słyszałam.
-Ino... Ostatnio źle się czuje. Nie wiemy o co chodzi. Do lekarza też nie chce iść... Jest w domu. Porozmawiasz z nią? - zapytała z nadzieją w głosie. Kiwnęłam głową na tak i ruszyłam w stronę wyjścia.
-Miłego dnia.
I już mnie nie było. Zaczynałam się martwić o znajomą. Dawno nie rozmawiałyśmy, więc nie wiedziałam czy mogę ją nazwać przyjaciółką, ale na pewno nie była mi daleką osobą. Całą moją głowę w tym momencie okupowała blondynka. Droga do ich domu zajęła mi ledwie parę minut. Odetchnęłam i zapukałam. Każda sekunda mi się okropnie przedłużała, a dziewczyna wciąż nie otwierała. Minuta, dwie, trzy. Zapukałam i nagle drzwi się otwarły na niewielką szczelinę. W środku było ciemno i widać było tylko głowę Yamanaki.
-Ino...? Mogę wejść?
Blask z jej oczu zniknął, skóra była blada, oczy podkrążone. Otworzyła szerzej, a ja weszłam.
-Cześć, Sakura - wychrypiała. Była w dresach, które nie pasowały do niej. Uwielbiała bardziej podkreślające figury rzeczy.
-Źle się czujesz? - palnęłam, wchodząc do kuchni. Zamarła, ale po chwili wstawiła czajnik.
-Trochę... Ale nie bój się - wyjaśniała. -Kawy, herbaty?
Myślałam nad odpowiedzią, ściągając niepotrzebne już ubrania.
-Herbaty - odpowiedziałam, siadając na jednym z krzeseł.
-Co cię do mnie sprowadza? - zapytała, stojąc do mnie tyłem.
-Słyszałam, że coś z tobą nie tak, więc...
-Od kogo? - przerwała mi z jakąś wściekłością w głosie. Jakby miała do mnie pretensje. Czułam się w jej towarzystwie nieswojo. To nie była ta Ino, którą znam.
-Od wszystkich - mruknęłam od niechcenia. -Ino, co się dzieje? - nie pozwoliłam jej na wypowiedzenie słów jakie najwyraźniej chciała chwilę temu wypowiedzieć.
-Naprawdę... nic... - jęknęła. Po chwili zobaczyłam, że w jej oczach zebrały się łzy. Upadła na ziemię i schowała twarz w dłoniach.
-Co się dzieje? - znów zapytałam, szybko podchodząc. Klęknęłam i przytuliłam ją.
-To nie powinno tak być! Nie, nie, nie! Nie powinno! - krzyczała, szlochając. Mocniej ją przycisnęłam do siebie. Cała się trzęsła w spazmach szlochu.
-Ale co..? Co się stało?
Ogarnęła się po chwili, wycierając twarz. Woda zaczęła się gotować, więc szybko wyłączyłam gaz.
-Pamiętasz jak przybiegłam do ciebie, gdy Naruto wrócił? - zapytała, wstając i próbując chwiejnymi dłońmi chwycić czajnik. Wstałam parę sekund po niej, weryfikując jej pytanie.
-No tak, to było w kwietniu - stwierdziłam.
-Miałam misję... Dość długą. Ja i Sai kochaliśmy się poprzedniego dnia. Wiesz, trochę byśmy się nie widzieli - oznajmiła. Nie rozumiałam dlaczego mi mówi takie rzeczy. -Jestem w ciąży.
Rozszerzyłam powieki.
-Ino... My mamy po niecałe siedemnaście lat! - rzuciłam z żalem.
-Ale... Ja nie wiem kto jest ojcem! - warknęła, odkładając czajnik.
-Co? Zdradziłaś Sai'a?!
Czułam do niej ogromny żal. Sai był członkiem mojej drużyny, więc można było go nazwać moim przyjacielem.
-Sakura... To nie tak. Na tej misji... Zgwałcono mnie. Porwano mnie. I zgwałcono. Gdy przybyła pomoc było już dawno po. I doszło do walki, podczas której zabiłam mojego gwałciciela, więc nie ma jak sprawdzić czy on jest ojcem! Znaczy, jest! Ale jedynie poprzez sprawdzenie czy Sai jest ojcem! Sakura, rozumiesz?! Jak ja mam to zrobić?! - wrzeszczała, nie patrząc na mnie i opierając się o blat. -Mam ot tak poprosić Sai'a o próbkę DNA? Jak ja mu to powiem? A jeżeli to nie jego dziecko i nie zachce go wychowywać? - szlochała. Po jej policzkach spływały łzy. Czułam się rozerwana. Cały żal i złość wyparowały. Objęłam przyjaciółkę.
-On na pewno zrozumie...
-A co jeśli nie!? - Spięła się cała, po czym rozluźniła. -Przepraszam...
-Nie przepraszaj...
Nie wiedziałam co zrobić. Postanowiłam u niej nocować. Rozmawiałyśmy wiele godzin, myśląc jak wybrnąć z tej sytuacji.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Przepraszam. Rozdział miał się ujawnić tydzień temu :/
Miał być dłuższy, też nie wyszło :( No cóż, ale jest.

czwartek, 24 grudnia 2015

Wesołych Świąt!

1 komentarz:
Święta - piękny czas.
Prezenty, dużo jedzenia, kolędy, opłatek, ale nie to jest najważniejsze, ale chwile, w których możesz się uśmiechać wraz z rodziną!
Życzę wam wszystkiego dobrego. Dużo szczęścia, zdrowia, miłości.
Zapewne prawie nikt tego wpisu nie zobaczy, ale mam nadzieję, że wasza wigilia będzie przepyszna.

WESOŁYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA!

~Rose 51

P.S Wiem, nie umiem składać życzeń :*

sobota, 12 grudnia 2015

Rozdział 9

4 komentarze:
Minęło kilka dni, a ograniczenie mojej czakry coraz bardziej mi przeszkadzało. Nie lubiłem siedzieć bezczynnie, a teraz byłem do tego zmuszony. Właśnie byłem w "swoim" pokoju i przeglądałem kolejną z książek, które mogłem znaleźć na półce. Była to już kolejna o podstawach ninjutsu na poziomie genina - maksymalnie chuunina. Ale dla mnie nie było tam żadnych wartościowych informacji, więc nerwowo zatrzasnąłem ją, sprawiając, że na moją twarz owiał podmuch wiatru. Westchnąłem zmęczony i przeczesałem włosy.
Sakura wciąż gdzieś znikała. To na trening to do szpitala, do jakiś dzieci. Mogę nawet stwierdzić, że mnie unikała. Nawet trochę mi to przeszkadzało. W dodatku prawie cały czas była zamyślona i mnie ignorowała. Nie, żeby było dla mnie ważne zainteresowanie ludzi, ale jednak dla rozrywki mogłem nawet spędzić z nią czas. Chociaż każdego dnia jedliśmy wspólnie wszystkie posiłki, które czasem nawet szykowaliśmy razem i to było największą rozrywką w tym domu. Najczęściej podczas konsumowania, czasem ledwo jadalnych posiłków, Sakura mówiła mi co mam robić i przypominała o zakazach. 
Po raz kolejny omiotłem pokój spojrzeniem. Idealnie pościelone łóżko, ułożone książki i pościerane kurze. Trochę tu ogarnąłem - nie lubię bałaganu. 
Zerknąłem na zegar, który wskazywał, iż niedługo Sakura wróci z popołudniowego treningu. Nie wiedzieć czemu ogarnęła mnie euforia, pod wpływem której wstałem, odłożyłem książkę i ruszyłem w stronę kuchni. Gdy się znalazłem na miejscu zapaliłem światło i postanowiłem zaparzyć jakąś kawę i zrobić kolację. Nie wiedzieć czemu chciałem sprawić jej jakąś przyjemność. A może mnie się aż tak nudzi? Sam już nie wiedziałem.
Za oknem panowała już ciemność pomimo wcale nie tak później godziny. Uroki jesieni, o szesnastej jasno zaś o siedemnastej całkowicie ciemno. 
Chwyciłem czajnik, do którego nalałem odpowiednią ilość wody, przygotowałem kubki i po nasypaniu do nich kawy, otworzyłem lodówkę. Jej zapasy nie były jakieś ogromne, ale spokojnie wystarczy na kolację. Wziąłem masło na maselniczce, która nie wiedzieć czemu - lepiła się. Skrzywiłem się niezadowolony i odłożyłem to na blat. Wyciągnąłem jeszcze szynkę i ser. Położyłem to obok masła i moją uwagę zwróciły czerwone pomidory w drewnianej misce. Wyciągnąłem dwa i również znalazłem im miejsce obok innych produktów.
Co ja robię? - przeszło mi przez myśl i zażenowany swoim postępowaniem zacząłem szukać w szufladach noża i deski do krojenia. Po otworzeniu kilku i lekkiej irytacji znalazłem ostrze i deskę. Ułożyłem na niej pomidora i wziąłem niewielki nóż. Przyłożyłem je do warzywa i z niezadowoleniem zauważyłem jak ślizga się po nim i prawie odcina mi palec. Nieco już zły spojrzałem na pomidora. Nigdy nie gotowałem sam, ani nie robiłem żadnych posiłków i jakoś nie miałem do tego nerwów. Znów spróbowałem pokroić go i na szczęście udało mi się wkroić w warzywo, nie kalecząc się przy tym. Niestety plastry wychodziły nierówne i mało apetycznie wyglądające. 
Potrafiłem dobrze sobie radzić z kunai'em i z kataną, a nóż i pomidor sprawiają mi tyle kłopotu, stwierdziłem z mieszanymi uczuciami. 
Przesunąłem na bok czerwone plastry i chwyciłem kawałek szynki, którą niestety też miałem pokroić. Na szczęście tym razem nie wyglądało to aż tak tragicznie jak w przypadku pomidora. Ser w sumie był już plastrach, więc uradowany tym faktem odłożyłem nóż, gdy usłyszałem gwizd, gotującej się wody. Szybko więc zalałem kubki i odłożyłem nadal parujący czajnik na kuchenkę.
Nagle przypomniało mi się, że Sakura pije słodzoną kawę z mlekiem. Nie wiem czemu, ale postanowiłem przygotować napój tak, jak różowowłosa lubi najbardziej.
Znów zerknąłem na blat i stwierdziłem, że nie mam najważniejszego składniku, mianowicie - chleba.
Z każdą chwilą zauważałem jak bardzo się nie nadaję do kuchni i szykowania posiłków, ale wytrwale się starałem. Zabrałem się za szukanie chleba po szafkach, w których mógł się znajdować. W końcu zacząłem się obracać wokół własnej osi, mając nadzieję, że znajdę pieczywo na widoku. Jednak jak zawsze - nadzieja matką głupich. Niezadowolony naparłem dłońmi na blat i spostrzegłem przy ścianie drewniane pudło. Chlebak - stwierdziłem zrezygnowany i powolnym ruchem ręki otwarłem go, wyciągając cały bochen chleba. Na szczęście pokrojonego. Wyciągnąłem kilka kromek i gdy stwierdziłem, że tyle wystarczy zacząłem smarować masłem i układać na nich różne dodatki.
Po paru minutach usłyszałem kroki i rozmowę. Zdziwiony spojrzałem na okno i zauważyłem Sakurę. Ale nie samą. Szła z Hinatą i rozmawiały o czymś zawzięcie. Z przerażeniem stwierdziłem, że nie dość, że wygłupię się przed właścicielką domu to jeszcze przed Hinatą.
Nerwowo rozejrzałem się po kuchni. Jak to wytłumaczyć? - pytałem sam siebie.
Zgrzyt zamka. Skrzyp drzwi.
-Już jestem! - krzyknęła od progu Sakura.
Westchnąłem zrezygnowany - jakoś to będzie. W progu kuchni zjawiły się dziewczyny. Miałem w sobie małą iskierkę nadzieję, że Hinata jedynie odprowadzała różowowłosą, ale stała teraz obok właścicielki domu. Obydwie patrzyły się zdziwione to na mnie, to na wszystko co mnie otaczało.
-Cześć - wydusiła Hinata z przerażeniem wymieszanym z niemałym szokiem w oczach. Chyba jednak nadal wzbudzałem strach wśród ludzi. A w tej sytuacji szok był całkowicie normalny.
-Witaj - odpowiedziałem szybko.
Nigdy nie znałem zbytnio Hinaty i nie zadawałem się wiele z nią, ale wydawała się przyjazną i spokojną osobą. I co najważniejsze - jeszcze nigdy nie słyszałem żeby plotkowała, więc był cień szansy, że nikt się nigdy o tym nie dowie.
-Sasuke, co tu się dzieje? - zapytała zdziwiona Sakura, podchodząc do blatu i oceniając kanapki, które na nim leżały.
-Zgłodniałem i pomyślałem, że wypadałby i tobie coś przygotować - wytłumaczyłem szybko, kłamiąc, że sam byłem głodny, a nie robiłem to z nudów z myślą o niej. Tym dłużej nad tym myślałem tym bardziej czułem się zażenowany.
Chyba nie do końca mi uwierzyła, ale z zamyśleniem wypisanym na twarzy spojrzała na kanapki i kubki z kawą.
-Skoro tak, zrobiłbyś jeszcze jedną kawę i kilka dodatkowych kanapek? Zjemy w trójkę w takim razie - stwierdziła nawet zadowolona z takiego obrotu spraw. Posłała lekki uśmiech ku dziewczynie, która nadal stała w progu. Po chwili zaczęła rozpinać swoją kurtkę, którą powiesiła na wieszaku.
Zabrałem się za kanapki i kolejną kawę, ukradkiem patrząc na dziewczyny.
Hinata również ściągnęła niepotrzebną odzież i posłała mi blady uśmiech, który miałem ochotę nawet odwzajemnić, ale powstrzymałem się.
Obydwie były brudne i spocone z różnymi ranami na ciele, którymi Sakura się szybko zajęła.
-Dziękuję - powiedziała cicho granatowłosa, gdy zielonooka skończyła leczyć ostatnie z zadrapań na jej ciele.
-A tam, nie dziękuj. Sama ci to zrobiłam, co nie? - zapytała z uśmiechem na twarzy właścicielka domu. Hinata w odpowiedzi zaśmiała się cicho. -Chodź, umyjemy się. - Chwyciła ją za rękę i pociągnęła za sobą, wyciągając z kuchni. -A ty, SPRÓBUJ TU WEJŚĆ PRZEZ DZIWNY "PRZYPADEK", A CI NOGI Z DUPY POWYRYWAM, zrozumiałeś? - zapytała na koniec niewinnie i udawanym spokojem.
-Zrozumiałem! - odpowiedziałem, znając Sakurę i wiedząc, że byłaby w stanie tu wrócić i czekać na odpowiedz.
Gdy ich nie było przygotowałem kolację, którą ułożyłem na stole, czekając aż wrócą.

*

Na wszelki wypadek zamknęłam drzwi łazienki na klucz. Łazienka była dosyć duża, więc nie było problemu z pomieszczeniem naszej dwójki.
Zdziwiło mnie jego zachowanie - samemu zrobił kolację? Jak ja się cieszyłam, że przyszłam do domu z Hinatą. Nie chciałam niezręcznej ciszy, która męczyła mnie w jego towarzystwie. Nie lubiłam jego towarzystwa, ba, nie mogłam znieść jego obecności. Ten ciągły, świdrujący mnie wzrok, którego za cholerę nie mogę zrozumieć co oznacza.
-Sakura? - Doszło do mnie ciche westchnięcie przyjaciółki.
-Hmm? - wykrztusiłam, ściągając koszulkę.
Miałam zamiar jedynie się szybko umyć, nie miałam ochoty na zjadanie kolacji cała oblepiona piachem zmieszanego z potem.
-Naprawdę uważasz, że byłby w stanie tu wejść? - zapytała cicho, także rozbierając się.
-A kto go tam wie - to facet - stwierdziłam, krzywiąc się jakbym jadła cytrynę.
W między czasie napuściłam do swojej niemałej wanny wody i nalewając do niej płynu o kwiecistym zapachu.
-Wiesz... - zaczęła - wyglądał jakby robił tą kolację dla ciebie. I w pierwszej chwili wydało mi się to takie słodkie... - Zachichotała na koniec, wchodząc do wanny. Poszłam w jej ślady.
-Zwariowałaś? Po prostu był głodny i tyle. Przynajmniej nie jest samolubną świnią za jaką go uważałam - stwierdziłam, myjąc się dokładnie i dając zmęczonemu ciału ulgę. -A teraz powiedz o co chodzi z tym Naruto! Bo ja coraz mniej tego idiotę rozumiem.
Hinata skrzywiła się na to stwierdzenie i westchnęła.
-Ponoć jakaś dziewczyna mu się spodobała... I to ze wzajemnością! Słyszałam, że się nawet spotykają - wyjęczała, załamującym się głosem.
-Co!? - wrzasnęłam, podpierając się na rękach i pochylając do przodu. -Jaki idiota! Myślałam, że wydoroślał... Ma przed sobą, świetną, kochaną ciebie, a ugania się za jakąś... Urgh! - Uderzyłam z niezadowoleniem w taflę wody, ochlapując dziewczynę naprzeciw.
-Spokojnie, Saki-chan. Nie jestem na niego zła... Ma prawo wyboru. Nikt nie mówił, że jesteśmy parą, więc ma prawo..
-Z takim podejściem to na pewno go stracisz - uznałam i zaplotłam ręce na biuście.
Spojrzała na mnie zmieszana i smutna. Właśnie kończyła mydlić głowę, więc zanurzyła się pod wodę - poszłam w jej ślady.
-W ogóle wiesz co słychać u Yamanaki? - zapytała, gdy tylko wynurzyła się z wody.
Już miałam zamiar jej wypomnieć, że nie ma takiego wykręcania się i musimy jeszcze porozmawiać, ale nagle ta myśl "Co u Ino?" zajęła cały mój umysł. Naparłam plecami na koniec wanny, zastanawiając się.
-Ostatnio z nią nie rozmawiałam, coś się stało? - zapytałam w końcu. Ostatnio się widziałyśmy, gdy zamawiałam u niej kwiaty na zbliżającą się rocznicę śmierci moich rodziców.
-Jest jakaś przybita... Cicha, zamyślona. Martwię się - nie wiem o co chodzi - wyznała zmartwiona. -Nigdy taka nie była. Wręcz przeciwnie, była energiczna, uśmiechnięta, optymistyczna. A teraz nawet ją nie interesują najnowsze wystawy kolekcji z innych wiosek! Rozumiesz to? Odmówiła, gdy ją zaprosiłam na łażenie po sklepach... - Uniosła się, patrząc mi wymownie w oczy, po czym ciężko upadła, uderzając lekko głową o drugi koniec wanny.
Zamyśliłam się - to naprawdę nie było w stylu Yamanaki, oj nie. Żeby ona odmówiła, gdy ktoś sam z siebie zaprasza ją na rundkę po sklepach z najnowszymi kolekcjami?
-No cóż... Odwiedzimy ją w najbliższym czasie, a teraz pośpieszmy się, jestem mega głodna - oznajmiłam, wstając i chwytając puchowy ręcznik. Drugi taki sam podałam Hinacie i zaczęłyśmy się wycierać.
Po kilku minutach zeszłyśmy na dół w moich dresach - Hinata miała jedynie zniszczony strój treningowy. Na dole czekał na nas Sasuke, patrzący w okno. Na stole stał talerz z piramidą kanapek i trzy kubki z czego jeden trochę opróżniony.
Uśmiechnęłam się lekko pod nosem, nawet poczekał aż wrócimy i nawet nie tknął kanapek.
Zajęłyśmy wolne miejsca przy stole.
-M-mam nadzieję, że nie cz-czekałeś długo... - wyznała Hinata, spuszczając głowę.
Widziałam, że się boi. Prawie każdy się go bał z wioski.
-Nie, nie czekałem długo. Spokojnie - prędko zaczął uspakajać dziewczynę, widząc jej zmieszanie.
-Hinata, nie bój się. Nic ci tu przecież nie grozi z jego strony. Niech tylko spróbuje cię tknąć... - Położyłam dłoń na jej ramieniu, a ona posłała mi ciepły uśmiech.
Trochę spokojniejsza uniosła głowę.
-Od kiedy ćwiczysz z Hinatą? Ona też szykuje się do ANBU? - Zaczął wypytywać.
Wzięli się za kanapki, a ja ze spokojem napiłam się kawy - zdziwił mnie fakt, że jest taka jaką lubię.
-Nieee... Trening został odwołany. Spotkałam Hinatę i postanowiłyśmy poćwiczyć - wyjaśniłam zgodnie z prawdą, biorąc się za kanapkę z szynką. Z nierówną szynką.
Posiłek w sumie minął dosyć szybko. Nie rozmawialiśmy wiele, bo nikt z Uchihą nie miał wspólnych tematów, a nie każdy temat chciałyśmy poruszać przy nim. Pogadałam jeszcze chwilę z Hinatą, dałam jej cieplejsze ubrania i około dwudziestej drugiej pożegnałyśmy się. Właśnie zamknęłam drzwi za dziewczyną i ziewnęłam ospale. Sasuke gdzieś wcięło, najprawdopodobniej poszedł do pokoju i możliwe, że śpi, więc zgasiłam wszystkie światła i ruszyłam na górę.
W pokoju zaczęłam się zastanawiać czy muszę coś jeszcze zrobić czy bez żadnego problemu mogę po prostu odpocząć. Pomimo późnej godziny jakoś nie miałam ochoty na sen, więc wyszukałam książkę o medycynie i rozłożyłam się na łóżku. Ułożyłam się wygodnie i skupiłam się na informacjach zawartych w książce. Dowiadywałam się wielu nowych rzeczy, nie zauważając, że czas nieubłaganie pędzi do przodu i w przeciągu paru chwil było grubo po północy.
Nagle głośny grzmot pioruna rozległ się chyba w całym Konoha, a ja, wystraszona, zerwałam się do pionu i spojrzałam z przerażeniem na okno. Uspokoiłam się po chwili - lubiłam burze. Ale nie, gdy mnie przyprawiały niemal o zawał.
Gdy zdałam sobie sprawę z godziny, odłożyłam książkę i zgasiłam światło. Jednak nie dane mi było odpocząć, bo nagle okno zostało otwarte z ogromnym hukiem. Zimny wiatr owiał moją skórę w parę sekund, powodując dreszcze. Kilka już zgniłych liści dostało się do pomieszczenia wraz z wielkimi ilościami kropel wody. Parę trafiło na mnie, pomimo, że stałam parę metrów od okna. Szybko pokonałam ów dystans i z trudem zaczęłam się szarpać z oknem.
Czarna smuga przeleciała nagle niczym błyskawica przed moimi oczyma. Rozejrzałam się zdezorientowana i dojrzałam kruka, chowającego się pod daszkiem na jednym z budynków. Rozpoznałam to cholerstwo - to jeden ze szczurów starszego Uchihy!
Nadal sprawa z Itachim Uchihą niepokoiła mnie, więc bez butów stanęłam na framudze okna i zamknęłam go od zewnątrz.
Kruk najwyraźniej mnie nie widząc ze spokojem zaczął odlatywać, rozglądając się po okolicy.
Nie tym razem - pomyślałam i zeskoczyłam na najbliższy dach budynku. Wilgotny, wręcz pełen wody grunt był dosyć nieprzyjemny dla moich stóp, ale ignorując to ruszyłam za krukiem.
Moje dresy przemokły w parę sekund, włosy przylepiły się do głowy i czoła. Szybko je "zaczesałam" do tyłu. Dysząc ciężko z zimna i zmęczenia nie przerywałam pogoni, skacząc po budynkach, aż w końcu przechodząc przez mury wioski. Bałam się, że jeżeli strażnicy mnie zauważą i wyda im się - a na pewno wyda - dziwne to mnie zatrzymają, ba, zamkną w więzieniu i posądzą o jakiś spisek. Stróże prawa w Konoha byli naprawdę upierdliwi - stwierdziłam pod nosem sycząc przekleństwo. Już samo to, że zataiłam fakt spotkania z Itachim na misji byłby problematyczny dla mnie.
Syknęłam z bólu, gdy kilka drzazg wbiło mi się w stopy, gdy wskoczyłam na jakąś, pozbawioną kory gałąź. Ignorując nawet to biegłam za krukiem, który nadal nie zdawał sobie sprawy z mojej obecności. Ilekroć przyśpieszył, zwolnił czy skręcił niczym cień podążałam za nim.
Zwolnił, a ja zrobiłam to samo. Zaczął lądować, a ja zatrzymałam się na gałęzi, chowając się.
Byłam ładne parę kilometrów od Konoha.
Deszcz uniemożliwiał wyłapanie mojego zapachu, więc nie bałam się o to. Czakrę wyciszyłam na tyle, ile to tylko było możliwe.
Był tam, przemoknięty. Wyglądał jakby rozmawiał ze swoim pupilem, a ja nie wiedziałam co zrobić. Wyskoczyć? Gdyby chciał mnie zabić zrobiłby to dawno, więc co najwyżej mógłby ogłuszyć, a mnie nie było na rękę leżeć tu do samego rana. Gonić dalej? W końcu się zorientuje, a nawet jeśli nie, to po co? Bez żadnego przygotowania. W dodatku nikt nie wie, że jestem poza Konoha, mogliby posądzić mnie o zdradę, albo ich o porwanie. Westchnęłam z niezadowoleniem, zagryzłam wargę i poczułam w ustach metaliczny posmak szkarłatnej cieczy.
-Kto tam jest? Wyłaź. - Zastygłam na to polecenie.
Jak? JAK!? - myślałam gorączkowo. Nagle mnie oświeciło, zapach krwi jest intensywniejszy i pewnie ją wyczuł ten cholerny, czarny szkodnik.
Zrezygnowana zeskoczyłam z drzewa, sycząc na koniec z bólu. Powoli wyszłam zza drzewa. Deszcz wciąż nie dawał za wygraną i ochładzał moje ciało coraz bardziej. Cienki materiał dresów już na początku przemókł i w sumie cały czas czułam się jak pod lodowatym prysznicem.
Zaczął mi się przyglądać z zagadkowym wyrazem twarzy i w pewnym momencie po prostu się odwrócił z zamiarem odejścia.
-Czekaj! - krzyknęłam bez namysłu, robiąc krok w przód. Po chwili tego pożałowałam, nie wiedząc co powiedzieć, gdy Uchiha spojrzał wprost na mnie, na szczęście - bez sharingana.
-O co chodzi? - zapytał beznamiętnie, prostując się znów będąc przodem do mnie.
Próbowałam z jego oczu wyczytać cokolwiek, ale nie wychodziło mi to. Widziałam tylko obojętność.
-Dlaczego mnie uratowałeś? - zapytałam, a on przymrużył oczy.
-Nic się nie zmieniłaś, Sakuro. Nadal jesteś bezpośrednia - oznajmił zagadkowo, a ja nie mogłam oderwać od niego wzroku. Strach narastał, czyżby mnie znał?
-Nie rozumiem - wydusiłam cicho.
Miałam mętlik w głowie. Przypominałam sobie każdą chwilę z dzieciństwa i przeszłości, ale wszędzie jedynym Uchihą był Sasuke.
-Nie mam czasu - oznajmił, rozglądając się na wszystkie strony. Jego czarny przyjaciel uniósł skrzydło i zaczął je otrzepywać. Chyba też nie był zadowolony z deszczowej pogody.
-Ale ja nadal nie rozumiem! Nie odpowiedziałeś na pytanie! - zaczęłam nerwowo krzyczeć, nie chcąc być w niewiedzy. Wiedziałam, że jeżeli teraz z niego czegoś nie wyduszę to mogę go nawet nigdy nie spotkać.
Zaczął się zbliżać, a ja zamilkłam, czując narastający strach. Idiotka - pomyślałam -To przestępca rangi S! - dodał po chwili mój głos w głowie. Zabije mnie... Zabije...
-Jeżeli bardzo chcesz się czegoś dowiedzieć... - zaczął i podszedł o wiele za blisko mnie. Ściągnął płaszcz na otulił nim moje ramiona. Rozszerzyłam oczy. -To nie dziś, ale jeśli będziesz się chciała skontaktować... - Z kieszeni wyciągnął zwój, odpieczętował go i pojawił się biały, piękny ptak. -To go do mnie wyślij. To biały feniks, bardzo rzadki, jak chcesz więcej wiedzieć to o nim poczytaj. Do zobaczenia, Sakuro - powiedział cichym i przepełnionym spokojem głosem.
Mocniej naciągnęłam płaszcz, czując przyjemne ciepło. Wyprostowałam prawą rękę, na której zasiadło białe zwierzątko. Było ogromne, ale lekkie. Dotknęłam je drugą dłonią i okazało się, że jego pióra są mięciutkie. Nagle zbliżył się i dotknął głową mojego czoła.
-Słyszysz mnie? - Usłyszałam ciepły, kobiecy głos.
-K-kto to powiedział!? - Rozejrzałam się nerwowo dookoła.
-To ja, Sakuro. Twój nowy posłaniec, możesz mnie nazwać jak chcesz. Od teraz należę do ciebie, tak nakazał Itachi-san - wypowiedziała aksamitnym głosem biała pani feniks.
Po chwili zdałam sobie sprawę, że Itachi zniknął i nigdzie go nie ma, więc odwróciłam się w stronę Konoha.
-Więc... Będziesz Miyu - oznajmiłam.
-Dlaczego akurat Miyu? - zapytała spokojnie.
-Nie wiem, podoba mi się - odpowiedziałam i ruszyłam w stronę Konoha szybkim biegiem. Miałam nadzieję, że nikt się nie zorientuje, że mnie nie było przez jakiś czas w nocy.
Miyu leciała obok mnie, nie pytając o nic więcej, nawet się nie odzywała.
Znalazłyśmy się bod murem Konoha i skrzywiłam się, patrząc na płaszcz. Zabranie go jest zbyt ryzykowne, a zostawienie go tutaj też nie było najlepszym pomysłem. Deszcz powoli ustępował, a ja ściągnęłam nieswoją odzież.
-Mogę go zabrać jak daleko i gdzie chcesz. - Usłyszałam spokojne słowa swojego, nowego posłańca.
-Więc oddaj to Itachiemu.. I jeżeli możesz - wyraź wdzięczność - rozkazałam, zwinęłam płaszcz i podałam go Miyu, która chwyciła go w szpony i odleciała szybciej niż mogłabym przypuścić, że umie.
Nie zastanawiając się długo postanowiłam wrócić do domu.

*

Usłyszałem huk z pokoju obok, który mnie niemile wybudził ze snu. Przetarłem twarz i rozejrzałem się, dowiadując się o nie najlepszej pogodzie. Postanowiłem sprawdzić, czy aby na pewno jest wszystko w porządku, więc wstałem ospale i powolnym krokiem wyszedłem z pokoju. Znalazłem się w korytarzu i usłyszałem zmagania dziewczyny z oknem. Zrobiłem jeszcze parę kroków i wychyliłem się za drzwi, które trochę otworzyłem.
Nieźle się zdziwiłem, gdy Sakura wyskoczyła przez okno, zamykając je od zewnątrz i znikając w ciemnościach. Zastanawiałem się gdzie i po co wybrała się w taką pogodę i o tej godzinie w takim stroju? W dodatku przez okno.
Otworzyłem szerzej drzwi, wszedłem do środka i zapaliłem światło. Niepościelone łóżko, w którym najprawdopodobniej leżała było wciąż ciepłe. Zauważyłem jakąś książkę medyczną, ale nic nie podpowiadało mi dlaczego Sakura opuściła budynek. 
Nagle poczułem dziwny przypływ energii. Zdezorientowany złapałem się za głowę i przypomniałem sobie, że codziennie wieczorem i rano mam przyjmować to świństwo, hamujące czakrę, a Sakura przez Hinatę całkowicie o tym zapomniała. Z zadowoleniem stwierdziłem, że udało mi się aktywować sharingana. Jednak nie widziałem sensu w używaniu go. Nie miałem zamiaru uciekać z Konoha, ani też z nikim walczyć. Dezaktywowałem go, jednak z jakąś dziwną satysfakcją, że znów mogę używać swoich umiejętności, które tak długo ćwiczyłem.
Postanowiłem jednak ze spokojem poczekać w salonie na jej powrót. Bez zapalania światła siadłem na kanapie, rozmyślając gdzie zniknęła. Czułem się jak ojciec rozwydrzonej nastolatki, która nocą wymknęła się na imprezę, na którą zabroniłem jej pójść. Ale mniejsza o to - wytrwale czekałem, irytując się każdą minutą. W końcu po ponad godzinie usłyszałem ciche otwieranie się drzwi. Sakura jak najciszej weszła do środka, zamykając mieszkanie. Usłyszałem jej westchnięcie i niegłośne kroki. Właśnie przechodziła przez duży pokój, w którym się znajdowałem, nie zauważając mnie.
-Sakura - burknąłem, a ona niemalże podskoczyła.
-S-sasuke!? - pisnęła z przerażeniem. Zapaliła światło i moim oczom objawiła się przemoknięta dziewczyna. Drżała z zimna, patrząc na mnie zmieszana. -Czemu nie śpisz? - zapytała wściekle.
-A czemu ciebie nie było w domu? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie. Zmieszała się bardziej, rozglądając się po pomieszczeniu. W końcu zaplotła ręce na klatce piersiowej i wbiła we mnie zimne spojrzenie.
-Nie powinno cię to interesować. Mieszkasz u mnie, więc nie muszę ci się tłumaczyć - oznajmiła ozięble, chcąc wyjść.
Ciekawość rozpierała mnie od środka. Po co i gdzie była? Podszedłem do niej wręcz biegiem, łapiąc ją za nadgarstek - chyba trochę za mocno, ponieważ dziewczyna syknęła z bólu. Obróciłem ją w swoją stronę i złapałem w genjutsu. Ciekawość wygrała i odważyłem się zaatakować dziewczynę.
-A teraz dowiemy się gdzie byłaś - rzuciłam beznamiętnie.
-Sasuke! Pożałujesz! - krzyczała wściekle, a ja za pomocą sharingana utworzyłem słup, do którego została przywiązana. Wydzierała się wniebogłosy, grożąc i przeklinając siarczyście. W końcu zamilkła, gdy w końcu udało mi się odtworzyć dzisiejszy wieczór i kolację. Spojrzała na mnie dziwnie, zagryzła wargę i spuściła głowę. Syknęła coś niezrozumiale pod nosem i nagle moje genjutsu się rozpadło. Znów znaleźliśmy się w salonie, w domu Sakury, a ona wyszarpnęła mój nadgarstek.
-Jak...?
-Ty gnoju...! - wrzasnęła, wymierzając we mnie palec. Spojrzałem się na nią zdziwiony, a ona wymierzyła mi prawego sierpowego. Obróciłem się przez siłę jaką w to włożyła i poczułem jak krew spływa mi po ustach i brodzie. Próbowałem temu zaradzić dłońmi, ale nie dawałem rady, cieczy było z każdą chwilą więcej. Nagle poczułem lekkie uderzenie w kark i obraz mi się zamazał.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dziękuję za przeczytanie i tą chwilę uwagi :*
Za błędy z góry przepraszam :)
Jak obiecałam - tak zrobiłam, w przeciągu jakichś dwóch tygodni napisałam rozdział, a dla mnie to nie lada wyczyn :P

I mam prośbę - przeczytałaś/eś napisz komentarz, to motywuje ;)

środa, 25 listopada 2015

Rozdział 8

4 komentarze:
Bardzo dziękuję tym co komentują! To naprawdę motywuje :* Szczególnie dziękuję Ewci-Nee-Chan. Zapraszam na jej bloga! :)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 

W pewnym momencie promienie słoneczne wybudziły mnie ze snu, kradnąc z objęć Morfeusza. Zebrałam się w sobie i usiadłam na łóżku, a ciepła pierzyna spadła na moje nogi. Przeczesałam włosy dłonią i ziewnęłam. Długi sen naprawdę dobrze mi zrobił. Chwyciłam kołdrę i podniosłam ją do góry, wyciągając nogi. Wstałam i rozprostowałam kości. Pościeliłam szybko i niedokładnie łóżko, po czym obróciłam się. Była czternasta dziewięć. Idealnie na obiad. Mój żołądek poparł mój pomysł głośnym burknięciem. Ubrałam więc się w coś, w czym będzie mi wystarczająco ciepło i zeszłam na dół. Pochwyciłam swój portfel, postanawiając, że zjem ulubiony posiłek Naruto. Może nawet go spotkam? Jeżeli tak to zaproszę go na trening. Jestem ciekawa czy mam jakieś szanse z nim. Zawsze byłam lepsza w teorii, inteligencji i opisywaniu sytuacji, ale przyznając szczerze blondyn bił mnie o głowę w umiejętnościach. Można nawet stwierdzić, że nie miałam najmniejszych szans w pojedynku jeden na jeden, oczywiście nigdy nikomu bym tego nie powiedziała. Naciągnęłam skórzaną kurtkę i buty, wychodząc. 
-Dzień dobry, Sakura-san! - Dało się słyszeć przez całą drogę. Zazwyczaj były to młodsze osoby, które w przeszłości leczyłam. Lubiłam w wolnej chwili odwiedzić i pocieszyć maluchy. Nagle podbiegł do mnie chłopiec o rumianych policzkach i rudych włosach.
-Sakura-san! - krzyknął wesoło. Rzucił się na mnie, tuląc się do mojego brzucha. Był to siedmioletni chłopiec, którego leczyłam jakiś rok temu. Niestety nie zdołałam uratować jego rodziców i zginęli w pożarze, a on został strasznie oparzony. Leczyłam go parę tygodni, odwiedzałam, a chłopiec bardzo mnie polubił. Traktował nawet trochę jak matkę.
-Haruki? - zapytałam głupio. -Jak się trzymasz, młody? - dodałam. Spojrzał na mnie wesoło orzechowymi oczami. Posłał mi wesoły uśmiech i odsunął się kawałek.
-Świetnie, Sakura-san! Niedługo zostanę potężnym shinobi i będę taki jak ty! A nawet lepszy! I wtedy to ja uratuję ciebie, senpai! - oznajmił uradowany. Spojrzałam na niego z uśmiechem i poczochrałam jego włosy.
-Trzymam cię za słowo! - rzekłam. -A teraz zapraszam na ramen - dodałam. Energicznie pokiwał głową. Najwyraźniej był zadowolony z perspektywy wspólnego posiłku. Jednak po chwili mina mu zrzedła. 
-A-ale.. ja... Nie mam swoich pienię-
-Nie wygłupiaj się! - krzyknęłam nieco oburzona. Zerknął na mnie zmieszany i podrapał się po rudej głowie. Westchnął cicho i uśmiechnął się. Ruszyliśmy w stronę Icharaku Ramen. Był to naprawdę pogodny chłopiec. Do dziś pamiętam jak musiałam mu powiedzieć, że jego rodzice nie żyją.

"Długo stałam pod drzwiami, zastanawiając się czy dam radę. Kilkukrotnie kierowałam dłonią w stronę klamki, po chwili cofając. Sama niedawno straciłam rodziców. Ale ja byłam starsza, ja jestem shinobi. A on to normalny sześcioletni chłopiec. Jego rodzice też byli zwykłymi obywatelami. Przeklinałam w myślach pielęgniarki, które same nie były w stanie wykonać tego zadania. No, bo jak oznajmić dziecku, że jego rodzice nie żyją? Że ich już nie zobaczy? Nie przytuli, usłyszy? Przełknęłam wielką gulę i powstrzymałam się od łez. Pomimo wszystko miałam miękkie serce. Weszłam. Był tam, na łóżku i czytał książkę. Był taki spokojny... Zacisnęłam pięści. Uciekaj, wyjdź stąd - usłyszałam krzyk w mojej głowie.
-H-haru... - zaczęłam, a on na mnie spojrzał -...ki. Musimy porozmawiać - wydusiłam cicho, ale usłyszał.
-Sakura-san! - rzucił z radością. Odrzucił książkę na koniec łóżka i odwrócił się w moją stronę. -Tęskniłem! Dziękuję za pożyczenie jej, nie nudziłem się przynajmniej. - Wskazał na przedmiot, który jeszcze chwilę temu był jego obiektem zainteresowania. -Bardzo fajna ta książka! Bardzo ciekawa - stwierdził wesoło i usiadł po turecku, garbiąc się. Chwilę myślał nad czymś, a ja nie wiedziałam jak zacząć. -Może pobawimy się w coś? Może w "zgadnij o czym myślę"? A może...
-Haruki - przerwałam mu stanowczo. -Przyszłam z tobą porozmawiać. 
Spiął się widocznie i jego wzrok spoważniał. Podeszłam niepewnie do niego i usiadłam przy nim.
-O co chodzi, senpai? - zapytał. Chwyciłam jego dłoń.
-Bo wiesz, Haruki... W tym pożarze... wtedy w domu... byli też...
-Moi rodzice... Co z nimi? - syknął zdenerwowany i przerażony.
-Haruki... spokojnie.
-Co z nimi? - znów zadał pytanie.
-To trudne...
-CO Z NIMI?! - wydarł się blady jak ściana.
-Oni... - zaczęłam - nie... - ściszyłam głos - żyją... - powiedziałam. Dla chłopaka był to niczym wyrok śmierci. A nawet coś gorszego - świadomość, że do końca dni będziesz pozostawiony sam sobie i musisz sobie poradzić bez osób, które dotąd robiły praktycznie wszystko razem z tobą. Uciekałam wzrokiem, błądząc nim po wyblakłych ścianach i szafkach, aż w końcu spojrzałam na osłupiałego chłopaka. Próbował coś powiedzieć, ale nie mógł. Po jego policzku spłynęła łza. Zacisnęłam zęby. Wyrwał swoją rękę i zaczął wycierać twarz.
-Spokojnie, Sakura-san. To nie twoja wina. Mam nadzieję, że są szczęśliwi tam, gdzie są - powiedział i uśmiechnął się przez łzy. Przycisnęłam go do piersi, a po moich policzkach spłynęły łzy.
-Haruki... ja... przepraszam. Nie dałam rady ich uratować! - wydusiłam zła na siebie.
-To nie twoja wina, Sakura-senpai. Nawet ktoś taki potężny jak ty nie jest w stanie wszystkich uratować - stwierdził mądrze jak na swój wiek, a ja zastygłam. To ja miałam go pocieszać, a skończyło się na tym, że to on podnosił mnie na duchu."

Gdy doszliśmy już do budki z ulubioną potrawą mojego przyjaciela chłopiec szybko zajął miejsce i poprosił dwie porcje tego samego. Usiadłam obok i poczochrałam jego włosy. Uśmiechnął się promiennie i zaczął opowiadać co ostatnio się u niego wydarzyło. Był pełen energii. Dziwiłam się, że ma jej w sobie aż tyle. Nawet mógłby rywalizować z Naruto, który przyznajmy szczerze czasem wręcz powalał swoją energią. Wzięliśmy się za pałaszowanie potrawy, którą nam podano, gdy obok nas pojawił się gęsty dym, z którego wyłonił się mężczyzna. Nie przejmując się nim zbytnio jadłam w spokoju, czekając na jego słowa. Haruki jednak patrzył na nim z zafascynowaniem. No tak, pojawianie się znikąd to rzecz niezrozumiała dla niego. Wciąż ma przed sobą wiele lat treningów. Patrzył na niego błyszczącymi się oczyma jakby zaraz miał powiedzieć coś, co byłoby najważniejszą rzeczą w życiu chłopaka. Na twarzy mężczyzny zaś gościła powaga, stał na baczność i spojrzał w moją stronę. Rozejrzał się, dając znak ludziom, że mają się zająć sobą i znów zwrócił spojrzenie w moją stronę. Rudowłosy także to uczynił, będąc ciekawym o co chodzi. Był jedną z najciekawszych osób z jakimi miałam przyjemność rozmawiać.
-O co chodzi? - rzuciłam w końcu. Facet strasznie się ociągał z przejściem do sedna i w dodatku patrzył na mnie lubieżnym wzrokiem, co mnie okropnie irytowało.
-Hokage-sama wzywa - oznajmił swoim barytonem i zniknął. Po głosie mężczyzny stwierdziłam, że to poważna sprawa, która może dotyczyć pewnego człowieka, z którym nie chciałam mieć więcej do czynienia. Wzięłam głębszy wdech i spojrzałam smutno na chłopaka obok mnie.
-Nie ma sprawy. To na pewno ważne - stwierdził i uśmiechnął się. Znów moja ręka zaatakowała jego rude włosy i pokiwałam głową, przyznając mu rację. Wstałam i ucałowałam go w czoło. Na szczęście zdążyłam dokończyć ramen w przeciwieństwie do chłopaka.
-Trzymaj się, młody.
-Do zobaczenia, senpai - odpowiedział wesoło. -Potem mi opowiesz o co chodziło, prawda Senpai!? - Usłyszałam zanim oddaliłam się na dość dużą odległość. Po chwili zniknął w tłumie, przez który się przedzierałam. Zawsze chciał, abym mu opowiadała co się działo na misjach, w których uczestniczyłam. Wskoczyłam na dach jakiegoś budynku. Nikt się tym zbytnio nie przejął, skakanie po dachach było na porządku dziennym, a ja nie miałam zamiaru dalej przeciskać się przez tłum. Czasem większym wysiłkiem jest przeżyć na drogach Konoha w godzinach szczytu, aniżeli na dachu, kilka metrów nad ziemią. Spokojnym krokiem ruszyłam w stronę wielkiego budynku siedziby Tsunade. Schowałam ręce w kieszenie swojej czerwonej bluzy i stwierdziłam, że czas zmienić ubranie. Znudził mi się kolor jakim jest czerwień. Spojrzałam na mieszkańców, którzy podążali pełnymi ulicami. Godziny popołudniowe zawsze takie były. Dzieciaki wracające ze szkół, dorośli wracający z pracy, kobiety chcące kupić coś w spożywczym, o czym zapomniały, bądź też shinobi wracający z misji, bądź na nie idący. Do wioski także przyjeżdżało wielu turystów. Nim się obejrzałam stałam nad dosyć szeroką drogą, odgradzającą budynek hokage od wszelkich innych. Cofnęłam się dwa kroki i wyciągnęłam ręce z kieszeń bluzy. Zrobiłam jeden, długi krok i używając czakry przeskoczyłam ulicę, znajdując się na framudze okna od biura głowy wioski. Kucnęłam i omiotłam wzrokiem pokój. Tsunade siedziała tyłem do niej, podpisując jakieś papiery. Była sama w pokoju. Naparłam dłonią na szybę, która była jedynie przymknięta.
-Drzwiami wejść nie umiesz? - zapytała beznamiętnie blondynka. Uśmiechnęłam się niemrawo i stanęłam na podłodze w środku pomieszczenia. Przymknęłam z powrotem moje wcześniejsze wejście, nie chcąc wpuszczać tu chłodnego wiatru i oparłam się o parapet.
-Przejdź do rzeczy, nie trzymaj mnie w niepewności - poprosiłam z westchnięciem. Blondynka poprawiła stos papierów, odłożyła długopis i nie odwracając się do mnie oparła łokcie o biurko, kładąc głowę na złączonych dłoniach.
-Uchiha ma sznsę na przeżycie... - zaczęła - ...a nawet powrót do wioski - dodała. Zdębiałam, zaciskając pięści na ramionach. Jakaś część mnie ucieszyła się, co mnie naprawdę zirytowało o czym świadczyły ściągnięte w dół brwi.
-Jak to? Miał zostać zabity! - rzekłam z oburzeniem.
-Tak, to prawda. Ale Akatsuki rozrabia. Wioska potrzebuje jego pomocy, Sakura. Obiecałam mu zemstę w zamian za pomoc wiosce - oznajmiła. Zapanowała grobowa cisza. Z niezadowoleniem przeczesałam włosy. Odsunęłam się od okna i okrążyłam drewniane biurko, trzymając ręce za plecami.
-Ale nie sądzę, abyś ot tak pozwoliła mu zamieszkać w wiosce i ja mam z tym jakiś związek, prawda? Mów o co chodzi - wysyczałam niezadowolona. Miałam prawo być zła, a przynajmniej tak sądziłam.
-Ma być tu przez miesiąc pod nadzorem. W wiosce jest wiele szpiegów i zdrajców, więc nie poślę go do byle kogo, żeby mi wioskę od środka rozwalił. Kakashi odpada. Naruto, to chyba oczywiste. Yamato nie ma na to czasu. Inni wybitni shinobi albo mają pełne ręce roboty albo nie są godni mojego zaufania - mówiła z powagą, próbując ukryć strach. Jednak widziałam go, był on spowodowany obawą przed moją reakcją.
-Czekaj, czekaj, czekaj.. - zaczęłam pośpiesznie. -Chyba żartujesz! - krzyknęłam z oburzeniem.
-Sakura...
-Tsunade! - Nie miałam zamiaru być spokojna. Nie dość, że przypisała mi go jako pacjenta, walczyłam z nim, musiałam go odprowadzić do niej to mam go trzymać u siebie, w domu!?
-Przez dwa tygodnie ma być cały czas pozbawiony czakry... - zaczęła.
-Stój! Mówisz jakbym się zgodziła na to wszystko! - protestowałam, nie zbaczając, że w tym budynku mogą właśnie trwać jakieś ważne spotkania.
-Uspokój się - rozkazała. Rzuciła mi zmęczone spojrzenie. Zacisnęłam wściekle pięści i spojrzałam na nią błagalnie.
-Proszę... Na pewno znajdzie się ktoś inny...
-Właśnie chodzi o to, że nie - westchnęła. -Ty się do tego idealnie nadajesz. Masz moje zaufanie. Znasz jego umiejętności i wiesz, że nie możesz go lekceważyć. W dodatku jesteś lekarzem, więc na pewno go przypadkiem nie zabijesz przedawkowaniem czy też nie podasz mu za małej dawki - wymieniała wszelkie plusy takiego obrotu spraw.
-Ale... Nie mów mi, że ma mieszkać w moim domu i jeść za moje pieniądze! - broniłam się tak banalną rzeczą jak utrzymywanie pieniężne tego imbecyla. -A moje treningi? Nauka? Ważne zwoje w moim domu? - wymieniłam kolejne powody na nie.
-To będzie traktowane jako misja rangi S i dostaniesz duże wynagrodzenie finansowe. Na twój dom zostanie nałożone jutsu, które nie pozwoli mu wyjść po za posesję domu. Możesz zwoje zawsze schować, prawda? - znalazła kolejne argumenty dlaczego ma być tak, a nie inaczej.
-Daj mi to przemyśleć - odpowiedziałam, wychodząc tym razem normalnie, przez drzwi. Moje myśli krążyły wokół braci Uchiha, których było ostatnio zdecydowanie za dużo w pobliżu mojej osoby.

*

Minęło kilka dni od kiedy dowiedziałem się z kim mam mieszkać. Dziś miałem się do niej wprowadzić. Nie wierzyłem w swojego pecha. Nawet wytrzymałbym gdyby posłali mnie do tego kretyna, Naruto! Za chwilę miałem zostać teleportowany wprost pod drzwi mojego, nowego, tymczasowego domu. Przeczesałem włosy, czekając. Byłem w jakiejś celi. Chyba nadal mi nie ufają, w sumie nie dziwię się. Nagle zakręciło mi się w głowie i znalazłem się pod jakimś domem. Zadbany ogródek, ładne i duże drzwi, jasne ściany domu. Rozejrzałem się. Stali tam ludzie z ANBU i zirytowana Sakura. Stała z przymrużonymi oczami, skrzyżowanymi rękami na klatce i piersiowej i tupała stopą. 
-Spróbuj coś ukraść, zepsuć, cokolwiek - zatłukę jak psa - oznajmiła złowrogo. Zdziwiły mnie owe słowa, ale wzruszyłem ramionami i wszedłem zaraz za nią do domu. Znaleźliśmy się w korytarzu jej domu. Ściągnęliśmy buty, a ona jeszcze jasną, skórzaną kurtkę. Była w jasnej bluzce na krótkim rękawku i w granatowych dżinsach. Postanowiłem nie zaczynać rozmów/kłótni i grzecznie szedłem za właścicielką domu na górę. Na górze zakręciliśmy i minęliśmy parę pokoi. Podeszła do ostatnich drzwi i spojrzała enigmatycznie na nie. Zacisnęła pięści i wyciągnęła klucz z kieszeni. Przekręciła go w drzwiach i otworzyła je. Wyczułem jej poddenerwowanie. Popchnęła drewniane wejście i odsunęła się. Był to niewielki pokój z dużym łóżkiem na środku. Jednym oknem po lewej stronie łóżka i dużą szafą po drugiej. Przy ścianie po lewej stronie od drzwi stała komoda. Drewniana podłoga i ściany koloru piasku.
-To mój nowy pokój, prawda? - zapytałem beznamiętnie. Kiwnęła smętnie głową.
-Trochę tu kurzu... - stwierdziła. -Zrobię obiad na piętnastą. Przyjdziesz lub nie, jak chcesz to nie musisz jeść - dodała ironicznie. Szybko zawróciła, schodząc na dół. Wszedłem do pomieszczenia i przejechałem palcem po komodzie. Racja, dawno nikt tu nie zaglądał. Po chwili w mojej głowie zaświtało. Ona tu od zawsze mieszka. Mieszkała z rodzicami, a skoro tak... Co się wydarzyło przez te parę lat? Po chwili jednak stwierdziłem, że mnie to nie interesuje. Wzruszyłem ramionami i usiadłem na łóżku, sprawdzając czy jest wystarczająco miękkie. Po chwili przyznałem, że jest wygodne i miękkie. Rozejrzałem się i znalazłem nad drzwiami zegar, który ku mej uciesze działał i to w dodatku dobrze. Trzynasta czterdzieści trzy. Wstałem i ruszyłem w stronę okna i wyjrzałem za nie. Zobaczyłem tam drzewa, bardzo zniszczone drzewa. Na wielu gałęziach wisiały tarcze, w które były wbite kunai'e i shirukeny. W gałęziach też się kilka znalazło, a na pniach widać było ślady ćwiczeń uderzeń bez pomocy czakry. Zdziwił mnie trochę ten widok. Myślałem, że różowowłosa ćwiczy medyczne ninjutsu i raczej nie walczy. Słyszałem o tym, że potrafi sobie poradzić, ale tak nie wygląda zazwyczaj podwórko medyka. Odwróciłem się i zauważyłem regał z książkami. Z wielu miejsc były powyciągane osobne książki. Chyba Sakura zadbała, aby nie znalazł nic osobistego. Powolnym krokiem podszedłem do regału i zacząłem przeglądać tytuły książek. Było wiele o podstawowych technikach, samoobronie, ale były także różne zbiory baśni. Nagle znalazłem książkę bez tytułu na grzbiecie. Wyciągnąłem ją i otwarłem na przypadkowej stronie. Byli tam rodzice Sakury wraz z nią. Był to dzień zdania egzaminu na genina. Potem było zdjęcie z czyichś urodzin. Przewijałem kartki, aż znalazłem zdjęcie zdania egzaminu na chunina. Była tam radosna i zadowolona ze swojego osiągnięcia. Zaś na kolejnej stronie była już sama. Było to zdjęcie z dnia zdania egzaminu na jounina. Zdziwiłem się nieco, że udało jej się zdobyć ów tytuł. Była tam niewiele młodsza od tej dzisiejszej. Była też tam bardziej poważna, a z jej mimiki dało się wyczytać cierpienie. Nagle w pokoju pojawiła się różowowłosa.
-Uchiha... Hej! Co robisz!? Oddawaj to! - krzyknęła rozjuszona, podbiegając. Szybko chwyciła ową książkę i zamknęła ją.
-No Sakura, nie sądziłem, że dasz radę w tak krótkim czasie wejść na poziom jounina - rzekłem z kpiną.
-Miałam do tego powód - wysyczała wściekle i odwróciła się na pięcie. Wyszła z pokoju i otwarła drzwi do innego pomieszczenia, rzuciła przedmiotem i zatrzasnęła je.
-Ciekawe jaki... - zamyśliłem się z rozbawieniem. -Czyżbyś jeszcze wtedy liczyła, że jeśli będziesz miała taki poziom to pozwolę ci się przyłączyć? A może, że to ci pomoże mnie pojmać? - kpiłem z uśmiechem. Dziewczyna spojrzała na mnie z politowaniem. Sam się sobie dziwiłem, ale czerpałem z tej kłótni niemałą przyjemność.
-Nie schlebiaj sobie, Uchiha - powiedziała.  Zdziwiło mnie, że mówiła do mnie po nazwisku. -Zresztą, pojmałam cię... Chociaż, gdybym wiedziała, że będzie się to wiązać z mieszkaniem z tobą... - westchnęła. -Chodź na dół, pomożesz mi w sprzątaniu. Nie myśl sobie, że będziesz tu mieszkał bez żadnych obowiązków - dodała na koniec i posłała mi groźne spojrzenie, mówiące "słuchaj się, bo inaczej pożałujesz". Nie mając lepszego pomysłu na spędzenie czasu zamknąłem drzwi od swojego, nowego pokoju i ruszyłem za dziewczyną w stronę kuchni. Gdy już się znaleźliśmy u celu rozejrzałem się po niewielkim pomieszczeniu. Zaciągnąłem się pysznym zapachem jakiejś potrawy. Widać było jednak, że dziewczyna nie potrafi do końca zapanować nad porządkiem podczas gotowania.
-Co mam zrobić? - zapytałem. Wolałem nie robić nic na własną rękę. Sakura niepewnie rozejrzała się po kuchni.
-Nie jestem najlepsza w gotowaniu... Heh. - Zakłopotała się. -Ogarniesz tu trochę? Ja zajmę się obiadem - stwierdziła i podeszła do kuchenki. Zaczęła w nim mieszać i doprawiać potrawę jaka się w nim znajdowała. Najprawdopodobniej jakaś zupa. Miałem nadzieję, że różowowłosa ma jakiekolwiek umiejętności kulinarne, i że nas nie zatruje. Zacząłem zbierać i zgniatać jakieś puste opakowania i wrzucałem je do kosza na śmieci. Pochowałem niepotrzebne już składniki i wyciągnąłem te, o które w międzyczasie upomniała się. Było nawet zabawne patrzeć jak Haruno próbuje doprawić zupę, a potem robi wszystko byleby jej bardziej nie zepsuć. Rozjuszona już podeszła do mnie i podstawiła mi pod nos drewnianą łyżkę do ust.
-Co? - zapytałem odruchowo. Przyjrzałem się podejrzliwie jasnobrązowej cieczy z pływającym w nim kawałkiem mięsa.
-Próbuj - rozkazała. -No spróbuj! - powtórzyła, zauważając moją niechęć. Otwarłem usta i sam nie wiem czemu nie chwyciłem tej łyżki i sam tego nie zrobiłem, ale skończyło się na tym, że powoli wsunęła mi ją do ust. Dziwiła mnie jej delikatność, ale skupiłem się na gulaszu, który miałem ocenić. Po chwili patrzyła na mnie wyczekująco.
-Hmm... Całkiem niezłe - stwierdziłem. Odetchnęła z ulgą. -Jak na amatorkę... Ale da się zjeść. -Nie potrafiłem się powstrzymać. Spojrzała na mnie wściekle i uderzyła mnie przedmiotem, który miała w dłoni.
-Kretyn! Jak nie chcesz - nie jedz! - wykrzyczała.
W sumie mogłem stwierdzić, że nie zapowiadało się tak najgorzej. Pomimo początkowej niechęci do mieszkania z tą osóbką teraz nie bardzo mi przeszkadzało spędzenie z nią większej ilości czasu. Mogło być zabawnie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Trochę zajęło mi napisanie tego, przepraszam! Ale postanowiłam, że teraz bardziej się postaram :) Jak pewnie widać zmieniłam wygląd bloga, mam nadzieję, że moje starania się w wybraniu jakiegoś pasującego wyszły :* Osobiście szablon mi się bardzo podoba.
Niedługo grudzień, a z nimi święta. Z tej okazji postaram się wrzucić przynajmniej dwa rozdziały w przyszłym miesiącu xD Czy mi wyjdzie? Zobaczymy.

Dzięki za poświęcenie mi czasu! :)
layout by Sasame Ka z Zatracone Dusze