Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 marca 2017

Rozdział 15

6 komentarzy:
Czułam przyjemne ciepło, oplatające mnie dookoła. Chłonęłam je łapczywie, przyciskając twarz do jego centrum, jakby zaraz miało zniknąć, a pięściami mocno trzymałam się, aby nie spaść. Po chwili poraziło mnie światło, a ja zdałam sobie sprawę, że cały czas słyszę śpiew. Podniosłam głowę do góry, rozglądając się dookoła, jakby czegoś szukając. Nie panowałam nad ruchami, jakbym była tylko widzem.
-Zaraz tata wróci - rzekł przyjemny głos nade mną, a ja zdałam sobie sprawę, że siedzę na czyichś kolanach. Wbiłam wzrok w swoje gołe stópki, którymi zaczęłam wywijać we wszystkie strony.
Spójrz na nią, proszę - błagałam samą siebie. Zdałam sobie sprawę, że to muszą być wspomnienia, które w pierwszej chwili były tak silne, że zapomniałam o wszystkim, co się działo.
A może to był sen?
Może życie w Konoha właśnie mi się przyśniło, a teraz obudziłam się w ramionach rodzicielki otumaniona?
Chciałam żeby to była prawda. Pragnęłam tego całym sercem. Tak wiele bym zmieniła.
Usłyszałam kroki, a moja głowa gwałtownie obróciła się w stronę ich dźwięku. Po łące szedł mężczyzna. Dobrze zbudowany, w średnim wieku, o czarnych włosach i zielonych oczach, takich jak moje. Rzuciłam się w jego stronę, śmiejąc się. Trawa mnie łaskotała w stopy, a ja wyciągnęłam ręce przed siebie, a on zawtórował i krzyknął moje imię. Przytulił mnie, kręcąc nami dookoła, śmiejąc się. Po chwili usadowił mnie na swoim boku i ruszył przed siebie. Zobaczyłam nagle przepiękną, spokojnie wyglądającą i kruchą kobietę o bardzo długich, różowych włosach. Stała z szerokim uśmiechem przed nami, wpatrując się w mężczyznę swojego życia fioletowymi oczami.
Reszta tego wspomnienia minęła mi jakby w ciągu wieków, a zarazem sekund. Chciałam tu zostać, ale nagle pojawiłam się nad rzeką przerażona. Widziałam przed sobą chłopaka, który ciężko dyszał wycieńczony. To był najwyraźniej Itachi. Chciałam mi pomóc, ale mnie odrzucił, więc krzyknęłam po rodziców.
I tak zamieszkał z nami, za gościnę odwiedzał się na każdym kroku, pomagając, a ja przyzwyczajałam się do jego obecności, uzależniając się od niego.
Któregoś razu płakałam, leżąc na ziemi. Wywróciłam się i czułam piekący ból w kolanie.
-Sakura! - krzyknął ktoś za mną.
-Itachi! - odpowiedziałam mimowolnie. Zebrałam się do siadu, a chłopak podbiegł i wziął mnie w swoje silne dla mnie ramiona. Wtuliłam się mocno, nadal mocno płacząc.
-Spokojnie, już jest wszystko w porządku - zapewniał, idąc spokojnym krokiem. Oplotłam go swoimi małymi ramionami.
-Bądź ze mną już na zawsze! - poprosiłam, a on tylko się zaśmiał.
Następne wspomnienia były lepsze, lub gorsze. Błądziłam po zakamarkach swojej pamięci, odkrywając tajemnice przeszłości.

~~~~~~~~~

Chodziłem po mieście bez celu, chcąc poznać na nowo okolicę. Mijający mnie ludzie patrzyli z odrazą i strachem, który w pełni rozumiałem. Samo bycie posiadanie sharingana to jest coś, a co dopiero, gdy się ma przeszłość przestępczą. W sumie to dopiero wyrywam się z jej ramion, która nigdy mnie nie opuści, zawsze będzie podążać za mną jak cień - splamiona krwią i grzechem przeszłość.
Moje zadumanie przerwał krzyk przyjaciela.
-Sasuke! - krzyczał zdruzgotany blondyn. Wyglądał jak siedem nieszczęść, był brudny i... Pijany?
-Naruto, do cholery, czemu się spiłeś?! Jesteś niepełnoletni! Ten stary zboczeniec ci dał się napić? - wypytywałem, a on tylko mnie zamknął w szczelnym uścisku. -Młotku, puść. Wyglądamy na pedałów, robisz zamieszanie - komunikowałem, aby w końcu zdał sobie sprawę z tego, co się dookoła niego dzieje, jednak ten mamrotał coś pod nosem niezrozumiale. Chwyciłem go więc pod ramię i zaprowadziłem do domu.
Wejście nie było łatwe, najpierw musiałem go przeszukać w sprawie kluczy - których ostatecznie nie miał, a drzwi były otwarte, po czym przy wchodzeniu najzwyczajniej w świecie się potknął o próg i wyrżnął z hukiem. Jęknął i zaszlochał po raz kolejny.
-Sasukeeeeeeee! - Przylepił się do mojej nogi, oplótł ją szczelnie rękoma, śliniąc mi nogawkę.
Zamknąłem drzwi, po czym przerzuciłem sobie tego idiotę przez ramię i rzuciłem na kanapę.
-Śpij. - Rzuciłem na niego koc, a on zaczął się płakać, po czym śmiać.
-Ja nic nie piłem! - zapewniał chłopak, podniósł się i zaczął na mnie chuhać. -Zobacz! To nie alkohoool - wymamrotał, a ja się zezłościłem. Chwyciłem go znów i ułożyłam na ramieniu. Co prawda nie mogłem za bardzo używać jutsu, ale postanowiłem zrobić wyjątek i przeteleportowałem się do hokage.
Ta spojrzała na mnie badawczo, po czym spojrzała na blondyna.
-Spił się? - zapytała.
Nagle w pokoju pojawili się moi ochroniarze, którzy spojrzeli skołowani na mnie i Naruto, a po chwili wyszli po znaku od Tsunade.
-Twierdzi, że nie, a ja się zaczynam martwić i irytować zachowaniem tego cepa - wyjaśniłem, usadzając go na fotelu.
-I pomyślałeś, że ja dam radę stwierdzić co to? - stwierdziła bardziej, niż zapytała. Podeszła do niego i po chwilowym sprawdzeniu podniosła się. -To nie alkohol.
Nagle w moim umyśle pojawił się pomysł.
-Chyba wiem, kto to.

~~~~~~~~~~~

Obudziłam się, leżąc na trawie. Było mi przyjemnie ciepło, słyszałam śpiew ptaków i szum wody. Ułożyłam się wygodniej, czując głaskanie po głowie. Było mi przyjemnie, że aż wydałam z siebie zadowolone westchnienie. Byłam zmęczona tym wszystkim.
Chwilą, dłoń? Leżę na kimś?
Spojrzałam w górę i okazało się, że leżę głową na kolanie Itachiego, a ten czule głaszcze mnie po głowie. Zmieszałam się i zarumieniłam lekko, ale postanowiłam nie wykonywać zbyt gwałtownych ruchów. Podniosłam się powoli do siadu, czując dziwne zmęczenie w mięśniach.
-Sakura... - zaczął niepewnie.
-Hmmm? - zachęciłam go do dalszej rozmowy.
-Musisz ze mną uciec z Konoha. Nie jesteś tam bezpieczna, ani ja. A muszę cię nauczyć panować nad mocą - wyjaśnił powoli, a ja nieco się przeraziłam. Musiałabym zostawić mojego przyjaciela, Ino, Hinatę. Chyba tylko te osoby mnie tam trzymały. No i oczywiście Tsunade. Kiwnęłam głową, że rozumiem.
-Powiedz mi tylko czemu chcesz, żeby cię Sasuke nienawidził i zabił - zapytałam stanowczo, na co wzdrygnął się najwidoczniej niezadowolony, chyba chciał tę kwestię pominąć.
-Bo jeżeli mnie zabije, dostanie lepszego sharingana - wydusił z siebie w końcu. Zezłościłam się.
-I dlatego ma zabić swoją ostatnią rodzinę!?
I tak zaczęła się nasza dyskusja na ten temat, aż zaczęło się ściemniać.

czwartek, 2 marca 2017

Rozdział 14

6 komentarzy:
Wszystko potoczyło się tak szybko. Nie rozumiałem tak wielu rzeczy, a zachowanie Sakury mnie bardzo skołowało. Jeszcze niedawno mówiła, że jedna noc nie zmieni jej podejścia do mnie, a teraz nagle się zachowuje jak ta idiotka sprzed trzech lat?
Jeszcze to, że skradziono akurat to, dlaczego do cholery ktoś odgrzebuje tak stare raporty?! Może tam jest coś ważnego? I tak się na razie nie dowiem, gdyż już sam tego nie skradnę.
Nie miałem co robić, więc wróciłem do gabinetu Tsunade.
-Co znowu? Dopiero co wyszedłeś - rzuciła zirytowana, pisząc coś na kartce.
-Chciałem się zapytać o moją drużynę, jest w areszcie. - Usiadłem na krzesełku, czekając na odpowiedź.
-A, no tak. Juugo zostanie na razie przebadany psychicznie, gdyż wydaje się niezrównoważony. Na Suigetsu nie mamy nic, za co chcielibyśmy go zabić, a Karin zostanie przesłuchana co wie na temat Orochimaru - wyznała spokojnie. Uporządkowała kilka kartek, które schowała do szuflady i spojrzała na mnie.
-To znaczy, że co się z nimi stanie? - zapytałem, gdyż końcowo w sumie nie wiem jakie są plany wobec nich.
-Jeśli będą współpracować to można ich przyjąć na podobnych zasadach do Konoha, co ciebie. Jeżeli nie, to już nie ode mnie zależy - rzuciła niby od niechcenia.
-To pozwól mi z nimi porozmawiać, pewnie myślą, że nie żyję i na pewno nie będą chcieli negocjować.
W jakiś dziwny sposób mi na nich zależało. Przynajmniej nie chciałem, żeby przeze mnie zgnili w więzieniu. I tak byłem zaskoczony ugodowym podejściem Konoha do całej tej sprawy. Przyglądała mi się dokładnie, po czym kiwnęła głową.
-No dobrze, ale bez żadnych sztuczek. Bo skażę całą czwórkę na śmierć - zakomunikowała i kazała mi wyjść, co posłusznie zrobiłem.
Idąc ulicami napotkałem Naruto z jakąś kobietą.
-Hej, głąbie - przywitałem się z blondynem, a on się wyszczeżył.
-Hej, Sasuke! - Pociągnął dziewczynę za sobą i podał mi rękę. -To jest Yuuki. Yuuki poznaj Sasuke.
Chwyciłem jej dłoń i ucałowałem jej wierzch. Ta zachichotała, co chyba się nie spodobało blondynowi.
-To ty jesteś ten wielki Sasuke Uchiha? - zapytała zafascynowana.
-Tak, to ja. Nie wiem czy wielki, ale ja - stwierdziłem. Byłem dumny, że nazwała mnie wielkim, ale nie chciałem niezręcznej sytuacji. Chłopak obok nas pociągnął ją za rękę zakłopotany.
-No i jak tam? O co chodziło z tą akcją z rana? - zmienił szybko temat.
-W sumie to nie wiadomo - skłamałem. Nie chciałem mówić, że Sakura ma chyba z tym jakiś związek i moja przeszłość.
Westchnął tylko i stwierdził, że to chyba nie było nic ważnego. Po kilku żartach i wymianach zdań, chciał zaproponować wspólny posiłek, gdy nagle pojawił się jakiś dzieciak. Kojarzyłem go, ale nie wiem skąd.
-Jiraya-sensei cię wzywa na niezapowiedziany trening! - zakomunikował, a blondyn spanikował.
-Co? Gdzie on jest, Konohamaru? - zapytał, po czym nas przeprosił i zniknął. Spojrzałem na Yuuki, a ta uśmiechnęła się dziwnie.
-Uchiha Sasuke... - Zbliżyła się zdecydowanie za blisko i wtuliła mi się w rękę. -Co ty na mały układ?
Spojrzałem na nią zaskoczony, ale postanowiłem udawać zainteresowanie.
-To znaczy?
-Ja ci dam swoje ciało i potomka, pomogę przy zemście. Zrobię co zapragniesz, a ja zostanę twoją oficjalną partnerką - bardziej zakomunikowała niż zaproponowała. Prychnąłem i pchnąłem ją na ścianę, chcąc ją wystraszyć jedynie.
-A co jak lubię robić z kobietami straszne rzeczy? - zapytałem, kładąc rękę na ścianie przy jej głowie.
-To znaczy? - Lekko zdezorientowana, ale zawzięta zapytała, chyba bardzo chciała dopiąć swego. Położyła mi ręce na torsie i zbliżyła się.
-Wiązanie, podduszanie...
Poczułem lekkie wzdrygnięcie.
-Możemy się dogadać, lubię ostre zabawy.
-Bicie do nieprzytomności. Uwielbiam patrzeć na nowe siniaki mojej kochanki... Szarpać za włosy. - Chwyciłem ja za kilka kosmyków i szarpnąłem. Chwilę przyglądała mi się przerażona, po czym zaczęła się rozglądać, jakby szukając pomocy. Odepchnęła mnie zrezygnowana.
-Dobra! Zapomnij, zadowolę się blondynem!
Ruszyła przed siebie, próbując uciec.
-Lepiej go zostaw, bo pożałujesz - syknąłem, schowałem ręce do kieszeni i poszedłem w swoją stronę.

***

Musiałam to zrobić, musiałam z siebie zrobić idiotkę. Nie mogłam mu powiedzieć prawdy, ani pozwolić na aresztowanie tego kretyna za moją kradzież. Zdziwiłam się, że tak szybko zauważono brak tego raportu.
Właśnie siedziałam u siebie w pokoju, okna były zasłonięte żółtym materiałem, który przepuszczał trochę światła. Jednak z powodu jesiennej pory roku słońce dawało słabe, jakby zmęczone oświetlenie.
Opierałam się o ścianę, siedząc na łóżku wraz z Miyu. Głaskałam jej gładkie pióra, zastanawiając się, czy na pewno otworzyć. Westchnęłam, po czym otwarłam ten cholerny raport. Zamurowało mnie. Morderstwo całego klanu było misją od straszyzny... Itachi wybłagał życie brata, a rodzinę musiał zgładzić za konspirację przeciw Konoha? Głowa rodziny Uchiha chciał przejąć władzę, więc uznano ich za niebezpieczeństwo. Ale dlaczego w takim razie dostał tę misję Itachi? Przecież przez to musiał uciec, stać się przestępcą. Nie przeszkadzało mu to? 
Podkuliłam nogi i westchnęłam.
-Muszę się z nim spotkać - zakomunikowałam. -Masz z nim kontakt, prawda?
Miyu przyglądała mi się, jakby zastanawiając się nad wszystkimi za i przeciw. Powoli kiwnęła główką twierdząco.
-To niebezpieczne, Sakura - próbowała mnie ostrzec, ale nie słuchałam. To wszystko było zbyt poważne. Itachi cierpi za niewinność, w dodatku brat chce go za to zamordować! Nie zasługuje na ten los, a Sasuke zasługuje, aby poznać prawdę przed popełnieniem największego błędu swojego życia - zamordowanie kochającego brata, który ocalił mu życie. Ale dlaczego kazał mu się nienawidzić?
-Życie samo w sobie jest niebezpieczne, więc mam z niego zrezygnować? - zapytałam zdeterminowana. Skoczyłam na równe nogi, założyłam sobie przepaskę shinobi na biodra. Podobnie do Ino, jednak ona nosi ją nieco wyżej. Postanowiłam tak, gdyż z włosów i czoła się zsuwała, a w razie niebezpieczeństwa i tak nie chroniła jakoś bardzo.
-Powiedz mu, że będę przy jeziorze, na północ pięć kilometrów od Konoha - mruknęłam. Uznałam to za najlepsze miejsce, zdala od wioski, a jakby chciał mnie zaatakować ogniem - jest tam woda. Pomimo, że mnie uratował nie ufałam mu, ale musiałam zaryzykować.
Kilka minut później z plecakiem znalazłam się przy wyjściu.
-Cześć, a dokąd to? - zapytał jeden ze strażników, bardzo zmęczony już swoim życiem, a pytanie mnie o cel podróży to jego jedyna rozrywka na najbliższe parę godzin.
-Witajcie. Idę po różne zioła, na przykład pokrzywę, żywicę. I takie tam, wiecie do medycyny - rzuciłam luźno. Poniekąd było to prawdą. Podrapał się po brodzie, i chcąc przedłużyć swoją chwilową rozrywkę znów otworzył usta.
-A nie lepiej kupić? Na pewno gdzieś to sprzedają - zastanawiał się, udając zainteresowanie.
-Niby tak, ale ciężko znaleźć takie produkty o dobrej jakości i cenie. Chcę świeże i wybrane przeze mnie, nie chcę sztuczno hodowanych, a nie wiem czego się spodziewać po takich ze straganów - wyznałam, opierając się o bramę. Nie chciałam pokazać im, że się spieszę, ale trzeba by było już iść.
-A mniej więcej za ile wrócisz? - zapytał. Od kiedy jeden mężczyzna wyszedł "w okolicę" i nikt nie wiedział kiedy wróci, ani gdzie idzie, po czym okazało się, że zginął zawsze pytają, gdyż będą wiedzieć kiedy się zacząć martwić.
-Wieczorem, chcę zobaczyć zachód słońca w lesie - rzuciłam, chcąc dać sobie dużo czasu. Kiwnął głową, życzył powodzenia i sobie poszłam. Gdy zniknęłam z jego pola widzenia wskoczyłam na gałęzie drzew i popędziłam na miejsce spotkania.
Postanowiłam chwilę poczekać na drzewie ukryta w żółtych i brązowych już liściach. Nagle poczułam podmuch na szyi, ludzki oddech. W ułamku sekundy wyciągnęłam kunai, odwróciłam się i wycelowałam swoim ostrzem.
-Witaj, Sakuro - przywitał się z pustym wyrazem twarzy. Przyjrzałam się mu dokładnie, próbując wyczytać zamiary. Ten zaczął się powoli zbliżać, więc wstałam, a on razem ze mną. Cofałam się, czując, że gałąź ugina się coraz bardziej. Nagle zachwiałam się, a on złapał mnie za rękę. Wisiałam odchylona do tyłu, jeżeli mnie puści to spadnę.
-Witaj, Uchiha - odpowiedziałam po dłuższej chwili. Położył mi rękę na policzku, przez co zarumieniłam się odrobinę. Uśmiechnął się i pogładził mój policzek.
-Powiedz na mnie Itachi-kun - poprosił. Albo zażądał? Nie wiedziałam co zrobić. Bałam się teraz, że mnie zabije, porwie, albo zgwałci. Nie rozumiałam jego zamiarów.
-Itachi-kun?
Uśmiechnął się w odpowiedzi, przyciągnął mnie do siebie i ucałował w czoło. Cofnął się nagle i usiadł przy pniu.
-Chyba czas, abyś poznała prawdę - stwierdził bezceremonialnie. Podeszłam bliżej i kucnęłam.
-Jaką prawdę? Dlaczego mnie tak traktujesz? - wypytywałam. Miałam tu przyjść w sprawie ich klanu, a mówimy o mnie.
-Ponieważ nie pamiętasz kim jesteś i że mnie znasz - wyznał nieco smutno.
-Czego nie pamiętam? - Martwiło mnie to coraz bardziej.
-Twoja prawdziwa rodzina. Byli podróżnikami, gdyż dopadła ich tragedia, wybito ich klan. Z podobnego powodu, co mój. Byliście potężni, masz bardzo silne oczy. - Wskazał na nie. -Twoi rodzice się mną zajęli, gdy uciekłem. Mieszkałem z nimi, z wami parę miesięcy. Poznałem cię i zacząłem cię traktować jak siostrę. Gdy nagle przyszli ci, co chcieli wybić wszystkich o twoich oczach. Kazali mi cię zabrać i ukryć, niestety ginąc przy tym.
Zabrakło mi tchu, upadłam na tyłek.
-Kłamiesz. Próbujesz mi namącić w głowie! Czego ty ode mnie chcesz?! Moi rodzice zmarli rok temu na misji! - zaczęłam się wydzierać, trzymając za głowę.
-Chcę ci pomóc, niedługo stracisz panowanie nad zapieczętowaną mocą, a Akatsuki już o tobie wie i chcą cię wykorzystać.
Zaczęłam płakać. Całe życie w kłamstwie. Wychowywali mnie ludzie, których o to poproszono? Mam moc? Akatsuki mnie szuka? Wszystko brzmiało niedorzecznie, ale nie miał powodu by kłamać. Chociaż po chwili się wzdrygnęłam.
-Chcesz mnie w ten sposób porwać? Chcesz się do mnie zbliżyć i zdradzić?
Parsknął na to tylko i pokiwał głową.
-Wtedy bym rzucił na ciebie genjutsu i cię po prostu porwał. Zmienił wspomnienia i byłoby mniej problemu z tobą - rzucił kpiąco. -Musisz mi zaufać. - Chwycił moje dłonie w swoje. -Oni już podejrzewają moją zdradę, a jeśli zostaniesz w Konoha narazisz przyjaciół - powiedział błagalnym tonem.
-Dlaczego mi pomagasz?
Uśmiechnął się tylko i dwoma palcami puknął mnie w czoło.
-Chcę pokoju, a jeśli cię zdobędą, będzie wojna. Zresztą należy ci się to, obiecałem. Kocham cię jak siostrę, obserwowałem cię zawsze, za pomocą kruków. Dobrze wiesz teraz, że nie chciałem nigdy nic złego, poświęciłem wszystko dla brata, ty jesteś dla mnie równie ważna jak on - wyznał. Nie krył uczuć, łamał mu się głos. Niemalże płakał, wzdychał co chwilę. A mi trzęsły się dłonie.
-Więc najpierw oddaj mi wspomnienia. To na pewno twoja sprawka, że nic nie pamiętam - zażądałam, a on tylko kiwnął głową. Patrzył mi prosto w oczy, jego zabarwiły się na krwistą czerwień. Nagle cofnęłam się do najdalszych wspomnień, które do mnie wracały.

~~~~~~~

Tadam! 
Podobało Ci się? Jesteś tutaj? 
Skomentuj, to bardzo motywuje ;* Każdy komentarz cieszy mnie ogromnie, dodaje mi sił na dalsze pisanie <3 

Do napisania!

niedziela, 26 lutego 2017

Rozdział 13

2 komentarze:
Dreszczyk emocji mnie przeszedł, gdy znalazłam się przy metalowym płocie, chroniącym archiwum przed intruzami. Naciągnęłam mocniej kaptur i cofnęłam się kilka kroków. Rozpędziłam się, cichy i zgrabny skok i znalazłam się po drugiej stronie. Co to dla mnie? Nie postarali się. Weszłam do krzaków i podciągnęłam rękaw, chcąc sprawdzić ma zegarku która jest godzina.
-Jeszcze pięć minut... - mruknęłam.
Przyjrzałam się i faktycznie zauważyłam strażnika przy owych drzwiach. Za pięć minut pójdzie na inne miejsce, zaś po jakiś pięciu do dziesięciu minut przyjdzie kolejny. Drzwi nie powinny być zamknięte, więc nie powinno być problemu.
-Droga wolna, masz około pięciu minut. - Usłyszałam w głowie i pochylona ruszyłam w stronę drzwi. Chwyciłam za klamkę.
-Cholera... - Zamknięte. Zagryzłam wargę i wyciągnęłam wytrych. Wiele razy ćwiczyłam ów sposób. Zaczęłam przekręcać nim, nasłuchując.
-Pośpiesz się, za niecałą minutę znajdziesz się w polu widzenia kolejnego strażnika! - Znów usłyszałam, tym razem nieco zmartwiony głos. Ręce zaczęły mi się pocić.
-Szybciej... - szepnęłam, po czym usłyszałam, że są otwarte. Szybkim, ale cichym ruchem otworzyłam drzwi i szybko je zamknęłam.
-Ty to masz szczęście... - przekazała mi myślą Miyu. Uśmiechnęłam się pod nosem i spojrzałam do góry. Było tam wejście do szybu, jednak zakryte kratką. Było ogólnie to małe pomieszczenie, może dwa na dwa metry, kilka pudeł i kartonów, a zaraz dalej kolejne drzwi.
Za pomocą chakry weszłam po ścianie, kucnęłam, przechylając się dziwnie, aby być głową na wprost kratki. Wyciągnęłam podręczny śrubokręt, jakby scyzoryk i zaczęłam wykręcać śrubki, oprócz prawej, górnej. Weszłam do szybu i odwróciłam się do kratki. Chwyciłam za prawą, dolną część i wygięłam ją tak, aby kratka więcej się nie kołysała, po czym ruszyłam przed siebie. Kilka skrętów w prawo, lewo w niewygodnej pozycji, aż dotarłam na miejsce.
-Ale tu nuda, po co my w ogóle tu pracujemy? Po co pilnujemy jakiś starych raportów? - zapytał zmęczony strażnik.
-Ja tam nie wiem, żona mnie namówiła. Bo bezpieczniej, bo lepsza wypłata - wyznał zirytowany, drugi strażnik. Po chwili ruszyli w inną część ogromnego pokoju, dzięki czemu mogłam wyjść. Tym razem chakrą przecięłam kratki, wygięłam je, a po wyjściu wepchnęłam je na swoje miejsce.
Zeskoczyłam bezszelestnie i gładko na ziemię.
Zobaczyłam przed sobą ogromne pułki, niczym w bibliotece. Jednak zamiast liter, były daty.
Zagryzłam zdenerwowana wargę. Wiem, że mieliśmy po cztery lata, gdy to się stało. Wychodzi, że było to jakieś dwanaście lat temu.
Zaczęłam się martwić po jakiś dwudziestu minutach o powodzenie mojej misji.
Ściągnęłam kaptur, aby móc się lepiej rozglądać. Poprawiłam włosy i zabrałam się z niechęcią za szukanie.
Były tu różne raporty z wielu, tajnych misji, o których nie miałam pojęcia. Jednak nie interesowało mnie to, kogo kiedyś szpiegowano w Sunie, czy zabiło na jakimś szlaku.
Zaczęłam powoli rezygnować - nie mogłam przecież tam przez wieczność siedzieć. Chwyciłam kolejny z kolei, po czym odrzuciłam go zirytowana na miejsce.
Po jakiś dziesięciu minutach w końcu znalazłam. Uśmiechnęłam się szeroko i zwycięsko, gdy nagle usłyszałam kroki. Serce stanęło mi w gardle, a włosy dęba. Założyłam kaptur z powrotem, po czym stanęłam za regałem, nasłuchując.
-Po co my tu leziemy? - Usłyszałam zirytowany głos mężczyzny. Był pewny siebie, było słychać, że się niczego nie bał i z łatwością stanąłby do walki.
-Uspokój się. Pies coś wyczuł, więc naszym obowiązkiem jest to sprawdzić - odpowiedział drugi zawistnym głosem. Chyba się nie lubili.
Cholera, spojrzałam na ręce, spocone ręce. Na dworze było o wiele chłodniej, więc ubrałam się za grubo. Otarłam mokre czoło, zimnymi dłońmi.
Kroki zbliżały się niebezpiecznie szybko, więc cichym krokiem ruszyłam przed siebie. Nawet usłyszałam dźwięk wciągającego powietrza przez psa.
Nagle wpadłam na pomysł - Miyu mówiła, że jeden z moich leków potwornie śmierdzi dla zwierząt. Była to maść na rany, którą na szczęście wzięłam. W biegu wyciągnęłam z kieszeni pudełko z maścią i odkręciłam wieczko. Wysmarowałam sobie twarz, dłonie, a nawet bluzkę, aż w końcu krem zaczął się kończyć. Niezadowolona z tego faktu schowałam resztę. Składniki mi się skończyły, a uzyskać je jest potwornie ciężko.
Usłyszałam, iż zaczęli się cofać.
-I co? Mówiłem, że to głupi pies! - warknął ten, co wcześniej.
-Sam jesteś głupi, zaraz coś znajdziemy. -Chwila ciszy. -Hej, co jest?
-No mówię, że durny! Podwinął ogon i cofa się nagle. Same problemy z tobą i tym twoim, durnym psem. - Zaczęli się wycofywać do wyjścia.
-A w mordę chcesz? - odwarknął właściciel psa. Dalszej rozmowy nie słyszałam, gdyż oddalili się zbytnio.
Spojrzałam ze satysfakcją na raport, po czym ruszyłam do wentylacji, którą weszłam.

*** 

Bawiłem się kubkiem po kawie, jeszcze lekko ciepłym aczkolwiek pustym. Zjadłem właśnie śniadanie i dumałem nad tym jak wydostać moją drużynę. Oni też mieli swoje za uszami i właśnie osądzano co z nimi począć. Zabić, wygnać, uwięzić, czy też jakiejś wiosce wydać? Pomimo tego, że każdy myślał, że jestem nieczułym mordercą to też miałem swój honor i priorytety. A jednak drużyna powinna być kimś na kim można polegać, skoro chciałem takową stworzyć musiałem się do tego stosować. Podrapałem się po czole, gdyż jakiś kosmyk włosów przejechał mi delikatnie po skórze. Nagle ktoś z impetem otworzył drzwi wejściowe. Natychmiast wstałem i zmarszczyłem czoło, a zanim się zorientowałem co się dzieje przygwożdżono mnie do brzuchem do ściany.
-Co jest do cholery?! - warknąłem, czując jak napastnik krępuje mi ręce.
-Jesteś zatrzymany pod zarzutem włamania się i kradzieży. Masz prawo zachować milczenie - zakomunikował i szarpnął mnie do wyjścia.
-Nie wiem w co mnie chcecie wrobić, ale ja nic nie zrobiłem - burknąłem zirytowany.
Po sekundzie znaleźliśmy się w gabinecie Tsunade. Dała jakiś znak, a oni zniknęli. Westchnęła i zwiesiła głowę.
-Po co to zrobiłeś? - zapytała zmęczona.
-Ale o co wam chodzi?! Nic nie zrobiłem przecież - wyznałem szczerze, a kobieta spojrzała na mnie analizując całą moją twarz. Przeskoczyłem nad związanymi rękoma, aby mieć dłonie z przodu i usiadłem. -Nie wiem w jakie gówno chcecie mnie wkręcić, ale ja grzecznie wczoraj siedziałem u siebie. 
-W takim razie dlaczego zginęły raporty akurat z misji, na której zginęła twoja rodzina? - zapytała, po czym ugryzła się w język, jakby żałując, że właśnie wydała co się stało. Spojrzałem na nią zaskoczony. Ale po co to komu? A w szczególności mi. Ja tam przecież byłem i to wszystko niestety widziałem. 
Moje przemyślenia przerwało wparowanie do pokoju Sakury.
-Kto pozwolił wejść? - zapytała starsza kobieta lekko podirytowana, ale nie wyglądała na złą.
-Przepraszam Tsunade - rzuciła -...sama - dodała po chwili, przypominając sobie o mojej obecności.
-O co chodzi?
-Już o wszystkim słyszałam i chcę poręczyć, że to nie był Sasuke, gdyż byłam u niego wczoraj - załgała. Kobieta spojrzała na nią dziwnie, po czym na mnie.
-Po co byłaś u niego? 
-Naruto mnie o to prosił, strasznie mu zależy, aby było jak kiedyś. Żebyśmy byli wszyscy przyjaciółmi i żeby dał mi spokój spędziłam z Sasuke wieczór, rozmawiając. Poszłam od niego dosyć późno.
Po jeszcze krótkiej rozmowie Tsunade wezwała strażnika. Zaskoczony i skołowany jak nigdy wyszedłem z gabinetu wraz z Sakurą, która nie odezwała się słowem. Zanim coś powiedziałem znalazła się na końcu korytarza.
-Czekaj! - Pobiegłem za nią. Dogoniłem ją przy wyjściu i złapałem za ramię.
-Czego?
-Musimy porozmawiać - stwierdziłem.
-Nic nie musimy, Sasuke. 
-Czemu kłamałaś? 
Westchnęła zdenerwowana i odtrąciła moją rękę. Poszła przed siebie widocznie nie chcąc o tym rozmawiać tutaj. Spuściła głowę w dół i zarumieniła się.
-Booo.... Nie chciałam, żebyś trafił do więzienia... Bo ja chyba coś jeszcze do ciebie... - Chwyciła się za usta i z jej oczu poleciały łzy. -Z-zapomnij! 
I zniknęła. Czyżbym się pomylił i jednak nadal była idiotką?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Wiem, przepraszam. Sknociłam. Wszystkim komentującym dziękuję! <3

czwartek, 25 sierpnia 2016

Rozdział 12

6 komentarzy:
Otworzyłem ospałe oczy, gdy wróciłem do świadomości. Za oknem jeszcze było szaro, a ptaki śpiewały sobie wesoło, jak każdego spokojnego ranka. Spojrzałem na Sakurę, która smacznie spała wtulona we mnie. Spokojnie i w jednym rytmie oddychała, tylko to utwierdzało mnie, że żyje. Zacząłem przyglądać się jej delikatnym rysom twarzy, mlecznej cerze, gęstym rzęsom. Jej usta wydawały się teraz jakieś bardziej ponętne. Skromne i małe, a pomimo tego coś mnie do nich ciągnęło. Jej czoło, będące traumą dzieciństwa wydawało mi się piękne, pomimo, że było niczym niewyróżniającym się i najzwyklejszym czołem. Kilka kosmyków opadało jej na twarz, więc je odgarnąłem. Jej nos także był proporcjonalny i też wydawał mi się ładny. Miałem ochotę się z siebie śmiać. Właśnie patrzę na Sakurę i wyliczam jaka jest piękna, a nie od dziś znam jej twarz. Ucałowałem ją w czoło i zacząłem gładzić po włosach. Dziwna ochota na delikatne traktowanie tej kobiety zjawiła się we mnie i sam nie rozumiałem czemu.
W pewnym momencie poruszyła się powolnym, leniwym ruchem. Przeciągnęła się i otworzyła oczy. Był w nich spokój, patrzyła się na mnie tępo.
-Dzień dobry, Sakura - mruknąłem cokolwiek, aby przerwać ciszę. Nagle zarumieniła się, zerwała na równe nogi i cofnęła nogę. -Uważaj! - krzyknąłem, gdyż niebezpiecznie zbliżała się do końca łóżka. Jednak nie posłuchała i wylądowała z hukiem na ziemi.
-S-s-sasuke... Zapomnij co tu wczoraj zaszło! - wykrztusiła.
-Ale czemu? - zapytałem. -Zła na mnie jesteś? Myślałem, że mi już wybaczyłaś... - rzuciłem smutno. Zależało mi na tym, aby nie miała mi już tego za złe.
-Nie o to chodzi... Znaczy, urgh - zacięła się, poruszyła niespokojnie głową i przygryzła wargę. -Muszę to wszystko przemyśleć. Nadal jestem zła, jeden dzień nie wymaże z pamięci tych trzech lat.
-Nadal nie rozumiem czemu tak zareagowałaś.
Skrzyżowała ręce na piersiach i westchnęła, po czym coś mruknęła pod nosem.
-Ty cokolwiek rozumiesz? - warknęła. -Nigdy nie byłeś zbyt delikatny co do kobiet, czy dobry do zrozumienia ich.
Nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.
-Coś w tym jest - przyznałem, wodząc wzrokiem za jej sylwetką, kierującą się do wyjścia. Westchnąłem i wyszedłem za nią. Schodząc po schodach usłyszałem, iż będą mnie eskortować do mojego, nowego mieszkania. Na razie będzie ono opłacane przez miasto, ale po trzech miesiącach mam się tym zająć sam.
-Witam - rzuciłem do shinobi, którzy posłali mi groźne spojrzenia, najwyraźniej mnie nie lubili. Mówi się trudno.
-Witam Sasuke Uchiha, zdrajco Konohy - warknął. Kolega go klepnął w ramię nerwowo.
-Myślisz, że jesteś lepszy i możesz mówić co chcesz? - syknąłem. Chwyciłem swoje wcześniej spakowane torby.
-Od takiego śmiecia? Oczywiście.
Parsknąłem zły, a Sakura warknęła.
-Może się uspokójcie?
-Nie pozwolę się jakiemuś idiocie obrażać - powiedziałem, co bardzo zirytowało muskularnego mężczyznę w masce, o brązowych włosach. Szybkim krokiem zmniejszył dystans pomiędzy nami i zamachnął się, próbując uderzyć. Złapałem jego pięść i zacząłem ją miażdżyć. Syknął z bólu i wykrzywił twarz.
-Sasuke! Puść go. - Zrobiłem co kazała. Czemu? Nawet nie wiem. Odsunął się szybko i pomachał kilkukrotnie ręką, próbując w ten sposób uśmierzyć ból.
-Kiedyś ci za to odpłacę - syknął wściekły, popychając mnie do wyjścia.

***

Sasuke nie ma w moim domu od godziny. Jest rano, więc miałam dużo czasu na przygotowania. W sensie jest około dziesiątej, więc już nie takie wczesne rano. Martwiło mnie, że Miyu wciąż nie było. Zagryzłam wargę niezadowolona i podrapałam się po głowie. Uszykowałam sobie długie, czarne i wygodne spodnie, do tego biała bokserka i czarna bluza. Co prawda nie byłam zwolenniczką chodzenia w jednym kolorze, ale nie chodziło tu o wygląd. Najgorsze były moje włosy, strasznie rozpoznawalne. Jeżeli użyję jakiegoś jutsu na zmianę wyglądu szanse na wykrycie zwiększą się czterokrotnie. Warknęłam zła. Zaraz zaczynał się czas na obiad, więc postanowiłam pójść na ramen, mając nadzieję, że spotkam Naruto. Zrobiło się ostatnio chłodniej, więc ubrałam czerwoną bluzę na siebie i wyszłam. Kilka minut i byłam w małej budce.
-Dzień dobry, staruszku.
-Witam, Sakuro! Co dla ciebie? - zapytał wesoło jak zwykle. -Po co ja w ogóle pytam? - zaśmiał się i zaczął robić ramen. Rozejrzałam się i po chwili dojrzałam blond czuprynę. Uśmiechnęłam się, a zaraz zauważyłam obok niego jakąś dziewczynę o rudych włosach związanych w wysoką kitkę, która i tak sięga do połowy pleców. Była piękna. Delikatne rysy twarzy, drobna postura i ciepły uśmiech.
-Cześć, Sakura! Poznaj Yuuki.
-Cześć. - Podałam jej rękę, a ona ją uścisnęła. Dosyć mocno, co było dosyć dziwne. Zaniepokoiłam się, gdy zobaczyłam Yamanakę, ubraną w luźną bluzę, która zakrywa brzuch i zamyśloną Hinatę. Usiedliśmy we trójkę przy barze, jednak czułam, że beze mnie byłoby im lepiej. Nagle pojawiły się tuż obok nas dziewczyny. 
-O, cześć Hinata, Ino - przywitał się z uśmiechem. Granatowłosa zarumieniła się ze złości, zmarszczyła brwi, a oczy jej się zaszkliły. Naruto z tym swoim tępym móżdżkiem odwrócił się w stronę swojej miski i zaczął jeść, zaś Yuuki dziwnie się uśmiechnęła.
-Co ty tu robisz z tą... tą szmatą!? - warknęła Ino.
-Szmatą? - szepnęłam. Rudowłosa rozszerzyła oczy, po czym wstała i z miłym uśmiechem chwyciła ją za ramię.
-Może grzeczniej, co Ino? Nie chcę żadnej kłótni... - mruknęła, ściskając boleśnie jej ramię.
-Właśnie, to nie było miłe! - rzucił Uzumaki, odwracając się w jej stronę.
-Chciała cię okraść! - pisnęła Hinata. -A ty się z nią umawiasz?! - krzyknęła, podnosząc ręce.
-A co ma jedno do drugiego? Wszystko sobie wyjaśniliśmy! - bronił dziewczyny.
-Dzieciaki, spokojnie - rzucił właściciel budki.
-Ktoś mi powie o co chodzi? - zapytałam, krzyżując ręce. 
-Ostatnio jak byliśmy z Naruto na mieście prawie mu skradziono wszystkie pieniądze. Nawet jego naszyjnik. A on... Urgh - zacięła się, nie wiedząc co powiedzieć. Nigdy nie widziałam tak złej Hinaty.
-I co z tego? Wielkie mi halo. Ma problemy pieniężne, tyle - stwierdził. -O co ci chodzi?
-Że chciałam ci wtedy coś ważnego wyznać - syknęła, po czym odeszła ze łzami w oczach.
-O co jej chodzi... - zapytał głupio.
-Ty idioto! - Uderzyłam go w głowę. 
-Au, Sakurcia... - Zaczął ją sobie masować, z grymasem na twarzy.
-Chodźmy, Naruto. Źle się tu czuję. - Przytuliła się do jego ręki i zniknęli. Yamanaka wodziła zanimi wzrokiem dopóki nie zniknęli za rogiem. Westchnęłam i przekręciłam oczami. Ino usiadła obok i poprosiła o wielką porcję specjału budki.
-Jak się czujesz? Sai już wie?
Pokręciła przecząco głową, przetarła blade czoło i podparła się obiema rękoma.
-Jak ja mam mu to powiedzieć...? - zapytała zrozpaczona.
Po dłuższym czasie jałowej rozmowy wróciłam do domu, gdzie Miyu już na mnie czekała.
-Gdzieś ty była tak długo? - mruknęłam nieco zła.
-Wykryli mnie i gonili przez parę godzin w lesie - syknęła zła. -Mówiłam, że to głupi pomysł!
Westchnęłam któryś raz już dzisiaj i wyciągnęłam herbatnika z opakowania. Pomachałam kawałkiem ciastka przed dziobem feniksa.
-I myślisz, że w ten sposób ci to wybaczę? - wymamrotała, po czym niechętnie, aczkolwiek łapczywie zabrała ciastko. -No niech ci będzie - syknęła naburmuszona.
Po godzinie planowania i rysowania na mojej kopii strażników miałam już opracowany cały plan. Pomiędzy dwudziestą trzecią dziesięć i dwudziestą trzecią piętnaście mam chwilę czasu, aby szybko wejść do budynku, skąd szybko do wentylacji. Dalej muszę zapamiętać trasę i zachowywać się wystarczająco cicho. Zapakowałam do małej saszetki kilka tabletek na chakrę, wyciszenie jej i na rany. Wzięłam kilka kunai'ów i gazowych, małych bomb. Ubrałam się cała na czarno i związałam włosy w ciasnego koka, którego schowałam pod kapturem. Na twarz założyłam maskę w kolorze czarno-białym. Schowałam mapę, gdyby ktoś miał zamiar włamywać się do mojego domu.
-Pilnuj mnie z góry, jak coś to telepatiacyjnie przekazuj mi informacje. - weszłam na górę domu.
-Telepa-co? Nie ma takiego słowa! - parsknęła.
-Oj daj spokój, wiesz o co chodzi - odpowiedziałam, wchodząc na dach. Było już ciemno, przygotowania dużo zajęły czasu. Była dwudziesta druga pięćdziesiąt. Więc miałam dwadzieścia minut na dostanie się na teren archiwum.

***

Jestem w swoim nowym domu od paru godzin. Mała sypialnia, mały salon i niewielka kuchnia. Malutka toaleta. Ledwo zmieściłem wszystkie rzeczy do szafek. Westchnąłem zmęczony. Przez najbliższy czas będę miał opłacane mieszkanie, a potem będą mnie wysyłali na jakieś niewielkie misje, które będą bardziej testem zaufania. 
Usiadłem na krześle i spojrzałem na kubek gorzkiej herbaty. Przyjrzałem się swojemu odbiciu i oczom. Itachi... Ciekawe co robi? Po co to wszystko zrobił? Żeby się sprawdzić, czy potrafi? Bezsens. Nonsens! Kto normalny tak robi? Z dnia na dzień zmienił się z kochającego brata w potwora.
Wróciłem do siebie, gdy poczułem ból w prawej ręce, tak mocno ją zacisnąłem, że aż zaczęła mnie boleć.
Moją uwagę po chwili zwrócił cień, który szybko przeskoczył przez budynki za oknem. Pewnie jakiś patrol, czy coś. Jak był młodszy nawet nie był w stanie dojrzeć tak szybko poruszających się shinobi. 
Zaczął wspominać dawne czasy, gdy to Sakura była nieziemsko irytująca, a Naruto niezwykle głupi według niego. W sumie nadal wiele nie ma w głowie, ale uczucia jego są ciepłe, wręcz chwilami parzą.
Upił łyk herbaty.
A co by było, gdyby nie odszedł do Orochimaru? Gdyby posłuchał Sakury? Nie odszedł? Byłby wielkim shinobi? Byłby może bogaty i miał piękną kobietę u boku. Może jednak byłby w stanie nawet być potężniejszym niż jest? W końcu Naruto nadal mu dorównuje, a Sakura stała się silna na tyle, że może z nami konkurować. 
Mój zapał do zemsty malał, nie dlatego, że wybaczyłem. Po prostu zacząłem zauważać jak wszystko niszczę dookoła, w tym i siebie.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Jak ja dawno nie pisałam, aż nabrałam weny. Postaram się chociaż jeden na miesiąc rozdział pisać, wolę pisać dłużej, a porządniej.
Za błędy przepraszam :* Starałam się napisać jak najszybciej.
Jak myślicie, Sakurze się uda? Kim jest Yuuki? Czy Ino sama powie Sai'owi o ciąży?
Nie wiem jak ja to wszystko opiszę :D Wymyśliłam tyle wątków, a to już 12 rozdział! x3
Pozdrawiam i dziękuję za wenę i komentarze :*

niedziela, 8 maja 2016

Rozdział 11

4 komentarze:
Różne emocje się we mnie kotłowały. Byłam jednym, wielkim kłębkiem nerwów. Zastanawiałam się jak sobie poradzi Ino i nadal gnębiła mnie sprawa Itachiego. Właśnie byłam w swoim pokoju, głaszcząc Miyu. Leżałam na brzuchu, podpierając się jedną ręką, a drugą wyciągając w stronę ptaka. Pierzasta przyjaciółka miała miękkie w dotyku i przyjemne pióra.
-Miyu, wiesz cokolwiek na temat wymordowania klanu Uchiha? - zapytałam, przerywając ciszę. Cieszyłam się, że mogłam usłyszeć co ma mi do powiedzenia i mogę jej się zapytać o wszystko, nie ukrywając niektórych rzeczy. Przecież nikomu ich nie powie.
-Niestety nie, Itachi-san nigdy nie był zbyt wylewny - odpowiedziała, nadal z przyjemnością przyjmując pieszczoty. Cmoknęłam niezadowolona, zastanawiając się jak się dowiedzieć szczegółów.
-Jak to było, będąc zwierzęciem seryjnego mordercy rangi S?
Poruszyła się niespokojnie, patrząc na mnie.
-Może i dla Konoha źle się jego osoba kojarzy, ale moim zdaniem był bardzo troskliwym człowiekiem - obruszyła się. No tak, w końcu był jej właścicielem, zanim nie dostałam jej w prezencie.
-Żałujesz, że teraz ja jestem twoją właścicielką? - zapytałam nieco rozbita myślą, że Uchiha może być lepszą osobą dla niej niż ja, i że być może jest ze mną na siłę.
-Nie, nigdy nie nadał mi imienia, ponieważ od zawsze byłam przeznaczona dla ciebie, Sakura - stwierdziła, skubiąc się pod skrzydłem.
-Co? - burknęłam zbita z pantykału. Było to dla mnie dziwne, że hodował dla mnie zwierzę zapewne długi czas i tresował, żeby dać je mi. A może ona jest szpiegiem?
-Za dużo gadam, za dużo... - Usłyszałam jej ściszony głos.
-Jesteś szpiegiem?
-Nie. - Jak szybko zapytałam, tak szybko dostałam odpowiedź. Ciekawość rosła z chwili na chwilę, chciałam wiedzieć co chodzi po głowie temu człowiekowi.
Nagle przyszedł mi do głowy głupi pomysł.
-Miyu - zaczęłam - mam głupi, wręcz szalony pomysł.
Zerwałam się, siadając po turecku.
-Jaki? - usłyszałam nieco niezadowolony głos pani feniks. Była dumnym, ale i uwielbiającym głaskanie ptakiem. Po chwili przydreptała do mnie, domagając się niemo o kontynuowanie przerwanej czynności.
-Wszystkie misje i raporty z misji są w tajnym archiwum, no nie? - zapytałam retorycznie. Postanowiłam się dowiedzieć więcej o masakrze klanu Uchiha.
-A nie możesz się po prostu zapytać Tsunade-sama jak to było? Albo poprosić jej o wstęp? - wypytywała spokojnie znów zadowolona. Powoli przejeżdżałam dłonią po jej ciele.
-To będzie zbyt podejrzane. A zapytać jej nie mogę, bo w końcu hokage nie ma czasu, ani potrzeby czytać raportów z misji sprzed lat. - Drugą ręką podrapałam się po głowie. -Jedynym sposobem jest włamanie się tam, a ty mi pomożesz - oznajmiłam.
-Że ja? Co ja mam zrobić? - zapytała oburzona. Była mi całkowicie podporządkowana i wierna, ale była podejrzliwa i martwiła się zbytnio. Chwilami można było powiedzieć, że była nawet marudna.
-Ja wykradnę dokładny plan całego budynku, zaś ty rozejrzysz się tam w poszukiwaniu wszelkich pułapek i zerkniesz na rozkład ochrony. Na wszelki wypadek takie informacje są dokładniej chronione, a ja nie mam czasu, by i je wykraść. Mogę na ciebie liczyć, prawda? - rzuciłam, drapiąc ją po łebku. Nie wiedziałam czemu jej bezgranicznie ufam, ale czułam, że mogę. A mój szósty zmysł nigdy się nie mylił.
-Jak ja mam to zrobić? Gdy mnie tylko wykryją to mnie zapewne złapią, takie budynki są chronione przez silnych shinobi. Nawet ja będę mieć problem uciec - zaczęła marudzić.
-Znam bardzo fajne jutsu, dzięki któremu staniesz się dla ludzkiego oka niewidoczna. Takie małe genjutsu - zachichotałam, widząc jej niezadowolenie. Pomimo wszystko kłótnia z ptakiem była dość nietypowa.
-Zobaczymy czy będzie ci do śmiechu, jeśli coś nam nie pójdzie, ale dobrze. Kiedy zaczynamy? - westchnęła niezadowolona.
-Teraz.
-Teraz?
-Teraz - powtórzyłam rozbawiona, zabierając rękę. Złożyłam parę pieczęci i zdążyłam usłyszeć jedynie ciężkie westchnięcie, zanim zniknęła mi z pola widzenia. Otworzyłam okno, poczułam lekki podmuch wiatru, gdy wylatywała i znów je zamknęłam. Teraz zostało mi wykraść tę mapę z biura Tsunade. Nie wierzyłam, że robię tyle, byleby dowiedzieć się czegoś na temat akurat tej rodziny.
Po paru minutach bezczynnego leżenia i patrzenia na bliżej nieokreśloną rzecz, po raz kolejny wykonałam szybki ruch i wstałam z łóżka. Wpadłam na pomysł w jaki sposób wykraść mapę z gabinetu hokage.

*

Od dwóch dni mam w końcu "swobodę". Mogę chodzić po większej części miasta i używać czakry. Oczywiście bez przerwy wyczuwam moich ochroniarzy, którzy towarzyszą mi od początku pobytu w Konoha. 
Naciągnąłem mocniej kaptur na głowę i otwierając drzwi w końcu mogłem opuścić teren mieszkania Sakury. Za niecałe dwa tygodnie już najprawdopodobniej tu nie wrócę. Dostanę jakieś mieszkanie, zapewne niewielkie i pierwszą misję. Muszę jakoś zarobić na siebie, a Tsunade od razu mi nie zaufa na tyle, by puścić mnie z kimś na misję, w której przewidziana jest walka z Akatsuki.
Zastanawiałem się jak ma się potoczyć moje życie. Ostatnio coraz częściej o tym myślę. Postanowiłem na razie zająć się zemstą i nowym początkiem w wiosce.
Otworzyłem furtkę posiadłości Haruno i postawiłem pierwszy krok od dobrych dwóch tygodni tak daleko. Czułem się od razu swobodniej. Pogoda dziś nie była najlepsza. Nad Konoha rozpościerały się gęste chmury, uniemożliwiające większości promieniom słonecznym oświetlić swoim blaskiem świata. Wszędzie było jeszcze mokro po nocnej ulewie, a powietrze zimne, o przyjemnym zapachu, jaki uwielbiałem.
Kilka par oczu od razu zwróciło ku mnie swą uwagę, ale nie przejmowałem się. Miałem prawo żyć jak każdy inny obywatel wioski. Nieufne spojrzenia staruszek, pogardliwe miny mężczyzn mówiły mi jasno, że nie jestem tu mile widziany. A do tego zachwycone spojrzenia kobiet nie pomagały. Chyba nadal byłem obiektem westchnień w Konoha.
Skręciłem po raz kolejny w inną stronę. Już zdążyłem zapomnieć niektóre miejsca i ulice. Nagle znalazłem przed sobą Icharaku Ramen. Właśnie powolnym krokiem wychodził z niego Naruto z szerokim uśmiechem. Masował się po brzuchu, co oznaczało, że właśnie jadł. Spojrzał w moją stronę i jego mina zrzedła, po czym rozpromieniał w ciągu kolejnej sekundy.
-Sasuke... - westchnął, jakby nie wierzył.
-Tak, to ja, młotku. Czemu ani razu mnie nie odwiedziłeś u Sakury? - zapytałem zgryźliwie, a on jedynie się uśmiechnął.
-Babunia Tsunade nie pozwalała, w dodatku ciągle miałem jakieś misje - tłumaczył się, drapiąc po głowie. Podszedł bliżej i wyciągnął ku mnie rękę z wyprostowanym palcem środkowym i wskazującym. -Witaj w domu - dodał, czekając, aż odwzajemnię gest. Poczułem ukłucie w klatce piersiowej, nie do końca to rozumiałem. W końcu postanowiłem wyciągnąć rękę i złączyć nasze palce.
-Tylko się nie rozklej - burknąłem, zabierając rękę.
Ruszyliśmy na krótki spacer po wiosce. Blondyn opisywał mi nowe miejsca, których mogę nie znać i co się zmieniło. Opowiadał mi również jak było na wyprawie z Jirayą. Opowiadał wszystko, co sobie przypomniał. Chwilami śmiał się, a po chwili zrzędził z jakim idiotą przystało mu tronować. Kilkukrotnie moje kąciki ust się podniosły, ale tylko na kilka sekund. Nie wiedzieć czemu przyjemnie mi się słuchało tego, co mówił.
-A ty, Sasuke? Jak to było u Orochimaru? - zapytał w końcu, gdy nie miał już o czym opowiadać.
-Z początku było ciężko. Pamiętam jak kilka razy wylądowałem w łóżku na parę dni, bo treningi były zbyt wyczerpujące - westchnąłem, przypominając sobie ból, jaki wtedy czułem. -Ale po jakimś czasie przestałem w ogóle odczuwać ból.
Spojrzał się na mnie dziwnie.
-Nawet tego nie czujesz?
Zdziwiło mnie jego pytanie, więc spojrzałem na jego dłoń, która zaciskała się na moim ramieniu. Nieco wydało mi się to dziecinne.
-Nie, nie czuję.
-To na pewno normalne? Sakura mówi, że jak nie czuje się bólu to nie najlepiej. Jak boli, to się żyje, co nie? - zażartował z uśmiechem.
No tak, od dawna żyję, tak naprawdę nie żyjąc.
Jeszcze przez dłuższy czas chodziliśmy po Konoha, gawędząc.

*

W końcu wpadłam na pomysł jak wykraść plan tajnego archiwum. Jedna z jego kopii znajduje się w gabinecie Tsunade, więc wystarczy ją sobie przerysować. Nie jestem na tyle głupia, żeby najpierw kraść zwój, a potem się wkradać do archiwum, kiedy już będą czujniejsi strażnicy. Byłoby to dość niepokojące, że tak ważny dokument zniknął, ot tak, gdy u niej będę.
Szybkimi ruchami przemieszczałam się po pokoju, ulepszając swój plan. Wręcz biegłam do swojej pracowni, zaraz obok pokoju, i wzięłam małą buteleczkę leku nasennego. Schowałam go w kieszeń i znów znalazłam się w kuchni, skąd porwałam trochę pieniędzy.
Sasuke nie było w domu, postanowił pójść na spacer po tylu dniach więzienia w moim domu. Z początku był on istną katorgą w moim domu, ale potem stało się to znośne.
Nagle przed oczami zobaczyłam jego głupi uśmiech, gdy zażądał nagrody za wygraną.
-Urgh...! Niech już w końcu zniknie z mojego życia! - burknęłam, naciągając buty na nogi i chwytając płaszcz. Była już prawie jesień i w końcu nadszedł czas na zmianę odzieży.
Spokojnym krokiem wyszłam z domu, aby nie wzbudzać podejrzeń, zakluczyłam drzwi i opuściłam parcelę swojego domu. Ruszyłam do gabinetu Tsunade, po drodze kupując jej ulubione sake. Oczywiście po znajomości, inaczej bym nie dostała alkoholu. Na korytarzu powitała mnie mile Shizune.
-A co ty się tak śpieszysz? - zapytała z nutką wesołości w głosie. Chociaż było widać, że jest zmęczona.
-Pomyślałam, że skoro i tak nie mam co robić to odwiedzę Tsunade i jej pomogę...
-Z sake pod ręką? No nie wiem, nie wiem...
Zrobiło się nieco niebezpiecznie.
-Bo... Bo Tsunade ma dziś imieniny! - wypaliłam szybko.
-N-naprawdę? - zapytała zdezorientowana, rumieniąc się. -Cholera! Teraz nie mam czasu, żeby jej coś kupić... Albo chociaż złożyć życzenia. Mogłabyś złożyć jej życzenia ode mnie? Proszę... - Spojrzała na mnie błagalnie.
-No dobrze, skoro masz dużo pracy to nie zatrzymuję - burknęłam, biegnąc do biura Tsunade. Czułam jak mnie pali w środku tak bezczelnie kłamiąc osobie, którą szanuję. W końcu stanęłam przed dębowymi drzwiami, odetchnęłam, uspokajając bicie serca i zapukałam, prostując się.
-Proszę! - Usłyszałam ze środka. Weszłam powoli naciskając na klamkę. W środku jak zwykle panował nieład, ale nikomu to nie przeszkadzało. Uśmiechnęłam się do swej mentorki.
-Dzień dobry, Tsunade. Jak się trzymasz? - zapytałam, pokazując butelkę.
-Witaj, Sakuro. A nie najlepiej, dużo pracy. A to z jakiej okazji? - zapytała podejrzliwie.
-A to... Tak o, chciałam ci sprawić przyjemność, ale najpierw pomogę ci to jakoś ogarnąć... - rzekłam, odkładając na szafkę butelkę alkoholu i chwyciłam nieułożone papiery i te, które spadły na ziemię. Zaczęłam je sortować, czasem pomagałam kobiecie, więc wiedziałam co i jak.
-No, czego chcesz, Sakura? To dość nietypowe.
Nie marudź - przemknęło mi przez myśl.
-Wiesz, jestem szczęśliwa, że Sasuke niedługo zniknie z mojego życia. A tak poza tym chciałam porozmawiać - rzuciłam od niechcenia. Zaczynała mnie irytować jej, w sumie słuszna, niepewność.
-No dobrze... Mogłabyś poukładać te papiery według tego, z której wioski są? - Wskazała na kupkę papierów i znów zabrała się za pisanie jakiegoś listu.
-Mhm... - mruknęłam i chwyciłam je. Układałam je w ciszy, po czym natrafiłam na dziwny list.
"Droga Hokage Wioski Liścia!
W Sunie doszło do tragedii, Akatsuki spustoszyło jedną trzecią miasta. Mieliśmy rację, czegoś lub kogoś szukają. Podejrzewamy, że chodzi bardziej o kogoś. Możliwe, że ma to związek z wymarłą wioską..." 
-Miałam układać, nie czytać! - huknęła Tsunade, wyrywając list z moich rąk. -O tu, jest podpis, tylko na to miałaś patrzeć - rzekła oschle.
-O co chodzi?
-Co o co chodzi? - mruknęła zirytowana.
-Dlaczego niczego nie wiedziałam, że Suna została zaatakowana? I czego szuka Akatsuki? - wypytywałam, a hokage westchnęła.
-Mówienie o tym jest surowo zabronione. Tydzień temu to się stało - wyznała niechętnie.
-Dużo ofiar? Mogłaś mnie wysłać tam! Na pewno bym uratowała niejedno życie! - warknęłam ozięble. Wezbrała się we mnie ogromna złość. A co z Gaarą? Temari?
-Sakura, nie było po co. Każdy kto trafił w ich ręce - zginął. Rannych wcale nie było, albo martwi, albo trzymali się z dala.
Przeszły mnie ciarki. W ciszy wróciłam do pracy. Po paru godzinach, gdy już się ściemniło postanowiłam wcielić swój plan w życie. Wyciągnęłam kieliszki i położyłam je na szafce, przy butelce sake. Jednak miałam mały problem, aby wyciągnąć buteleczkę z lekiem nasennym. Znając życie zanim Tsunade by się spiła i poszła spać minęłaby cała noc.
-Idę do toalety - mruknęła, wychodząc. Idealna sytuacja. Na szczęście substancja była w odpowiednim kolorze i bez smaku. Nalałam pół i dolałam alkoholu, aby Tsunade nie miała wątpliwości, co to jest. Schowałam butelkę do kieszeni i ustawiłam kieliszki na biurku, usiadłam na przeciw siedzenia hokage i czekałam. Po chwili usłyszałam drzwi, a za chwilę już siedziała przede mną. Chwyciła kieliszek i uniosła.
-Tyle pracy... Należy nam się - mruknęła.
Co prawda nie jestem dorosła, ale Tsunade pozwala i mi się napić. Wypiłyśmy jednym haustem. Poczułam nieprzyjemne kłucie w gardle, a moment później przyjemne ciepło w brzuchu.
-Coś jakieś takie... bez smaku... - rzuciła niezadowolona, dolewając i próbując znów. No tak, z dodatkiem leków usypiających trochę się rozrzedziło. -Dziwne, teraz jest lepsze.
-Dla ciebie to chyba żadne sake nie jest wystarczająco mocne... - rzuciłam, żeby już przestała drążyć temat.
-Może coś w tym jest.
Kieliszek leciał po kieliszku, oczywiście w moim przypadku skończyło się po trzech. A u Tsunade po siódmym przestałam liczyć. Lek zaczynał działać, bo kobieta zaczynała mruczeć, że jest strasznie zmęczona. Nagle ktoś wszedł, a ja zdębiałam. Wolałam nie mieć takich niespodzianek.
-Tsunade, naprawdę przepraszam... Wszystkiego najlepszego z okazji imienin! Tutaj masz trochę słodyczy i takich tam...
Okazało się, że to Shizune. Położyła paczkę z podarunkiem na biurku. Jest źle, bardzo źle.
-To ja mam imieniny? - zapytała oszołomiona kobieta.
-No tak! Przez tę pracę nawet nie pamiętasz, że masz imieniny - wypaliłam, nie chcąc, żeby teraz przez Sizune mój cały plan został zniszczony.
-Hmm, może masz rację. Ale wolnego wziąć nie mogę - tym razem teraz. Dziękuję, Shizune - burknęła z wypiekami na twarzy. Wypiła kolejną porcję alkoholu, a ja poczułam kropelkę potu na czole. Czarnowłosa często się irytowała, gdy Tsunade piła, więc jeśli teraz się uprze to kobieta nie uśnie, a ja nie uzyskam tego, po co przyszłam. Nieproszona osoba zmarszczyła czoło, po czym westchnęła.
-Skoro to twoje imieniny możesz sobie wypić, ja już wrócę do domu. Mogłabyś się nią zająć, gdy już nie będzie w stanie nawet ujść dwóch kroków bez chwiania się? - zapytała się mnie błagalnie, a ja kiwnęłam głową na tak. Gdy mnie mijała postanowiłam usadzić się inaczej, co było złą decyzją. Butelka wyleciała z mojej kieszeni i poturlała się przed stopami kobiety. Spojrzała na to czujnie i odwróciła się w ich stronę.

*

Wróciłem jakiś czas temu do domu Sakury. Spotkanie ze starym przyjacielem-idiotą nie było złe. Chyba nawet mi dobrze zrobiło. Chociaż już zdążyłem zapomnieć jak bardzo jest wygadany ów blondyn.
Zacząłem pakować rzeczy, które przez ten czas zdobyłem. W końcu potrzebowałem kilku ubrań i kosmetyków, oczywiście innych niż dla dziewczyn. Spakowałem się, kilka razy upewniłem się, czy wszystko zabrałem i zniosłem torbę na dół, w końcu jutro z rana przenoszę się do nowego lokum. Przez ten czas nawet zdążyłem zrobić sobie herbaty. A dziewczyny jak nie było, tak nie ma. Wypiłem już pół kubka. Zacząłem się nieco martwić. Przecież zawsze wracała o normalnych godzinach. A teraz? Wychodzi w nocy i do późna nie wraca.
Uderzyłem nagle w stół i zakryłem twarz ręką.
-Co się ze mną dzieje?! - warknąłem, jednak nic i nikt nie mógł mi na te pytanie odpowiedzieć.
Ja, martwić się? O Sakurę? SAKURĘ HARUNO? Jest już dużą dziewczynką, da sobie radę.
Chwilę potem przypomniałem sobie, jak uratowałem ją, wbijając sobie kunai w nogę. Nie wiem czy teraz tak bardzo bym się poświęcił. Uśmiechnąłem się pod nosem, po czym znów warknąłem. Za dużo o niej ostatnio myślałem. 
Dokończyłem herbatę i umyłem kubek. Po drodze do wyjścia capnąłem kilka paluszków i zacząłem powoli je zjadać. Zgasiłem światło, sprawiając, że byłem otoczony mrokiem. Westchnąłem.
-Całe życie w mroku... - mruknąłem pod nosem. Mignęła mi przed oczami scena Itachiego, stojącego nad martwymi już rodzicami. Zacisnąłem pięści i zakluczyłem dom. Odwróciłem się o sto osiemdziesiąt stopni i ruszyłem na górę, do "swojego" pokoju.
-Zemszczę się... Pomszczę ich... A wtedy tego pożałujesz, bracie - wysyczałem, wchodząc do pokoju. Zjadłem ostatniego paluszka i położyłem się na łóżku, zastanawiając się jak go zabiję.

*

Przełknęłam ślinę i wstałam, chcąc zabrać butelkę. Jednak Shizune ją uniosła i przeczytała etykietkę z napisem "lek nasenny". Podpisywałam je sama, w końcu go zrobiłam.
-Ja... Ja ostatnio mam problemy ze snem - wytłumaczyłam się szybko, zabierając jej ją z rąk. Spojrzała na mnie zmartwiona.
-No dobrze, dobrej nocy - rzuciła wychodząc.
Odetchnęłam z ulgą, a gdy się odwróciłam Tsunade spała w najlepsze. Zaczęłam przeglądasz szafki w poszukiwaniu mapy archiwum. Zirytowałam się, gdy ostatnim miejscem, w którym może być stało się biurko. Otworzyłam dolną szufladę, tam jednak były same raporty z misji. Wyżej to samo. Kolejna półka, też. Próbując otworzyć górną zahaczyłam o kolano kobiety. Ona jednak mruknęła tylko coś pod nosem, poruszyła się i spała dalej. Była tam. Uśmiechnęłam się do siebie i rozwinęłam ją na biurku, wyciągnęłam swój papier i ołówek, szybko kopiując.W szkołach trzeba było umieć przerysować czytelnie mapę w określonym czasie. Taka umiejętność też się najwidoczniej przydaje.
Nagle usłyszałam kroki. Zamarłam i zwinęłam mapę, rzucając ją pod biurko, a swoją kopię szybko pogniotłam i wcisnęłam w kieszeń. Usłyszałam pukanie, a zaraz po tym jedna ze sprzątaczek weszła do środka. Starsza kobieta o dosyć dużej posturze. Uśmiechnęła się na mój widok.
-Pomóc jakoś? Późno już - stwierdziła.
-Nie, nie trzeba. Zaraz zajmę się wielmożną. I posprzątam, pani może się zająć innymi miejscami - rzuciłam, próbując zgrywać miłą. Kiwnęła głową i zniknęła. Przewróciłam oczami i dokończyłam dzieło. Jak mówiłam, tak zrobiłam. Posprzątałam i zaczęłam szukać jakiegoś koca. Często spała w gabinecie i jedynie kazała się przykrywać kocem, nie zabierając jej do siebie. 
Szybko ruszyłam do domu, czując, że adrenalina w końcu zaczęła ze mnie uchodzić.
Po parunastu minutach znalazłam się pod domem. Przekręciłam klucz w zamku i po cichu weszłam. Zauważyłam torbę za drzwiami. No tak, to jego ostatnia noc tutaj.

*

Usłyszałem jak ktoś wchodzi. Było grubo po drugiej w nocy. Postanowiłem zejść na dół i upewnić się czy to na pewno ona. Gdy zobaczyłem jej jasne włosy i sylwetkę ucieszyłem się. Skrzywiłem się jednak po chwili, oparłem o barierkę i spojrzałem na nią.
-Dziwnie się ostatnio zachowujesz, Sakura - rzuciłem, a dziewczyna wzdrygnęła się, wręcz podskoczyła i spojrzała na mnie. Zacisnęła ręce na kieszeniach i skrzywiła się.
-I nic ci do tego - fuknęła zła.
-Gdzie byłaś? Wiesz, może prawie nikt mi nie ufa, ale jeżeli zgłoszę to Tsunade to tak czy siak zacznie cię bardziej obserwować - mruknąłem z uśmiechem. Uwielbiałem doprowadzać ją do złości.
-Phi! Bezczelny jesteś! Mieszałeś na MOIM utrzymaniu tak długo i za grosz wdzięczności! To nie ty prałeś mi gacie - warknęła, próbując mnie wyminąć. Złapałem ją za łokieć i przyciągnąłem.
-Martwię się - szepnąłem do jej ucha. Co ja robię... Rozluźniłem uścisk, próbując wytłumaczyć samego siebie. Zdębiała, rozluźniła ręce, puszczając je wzdłuż ciała. W końcu jakby prąd nią szarpnął i odepchnęła mnie, odwracając się w moją stronę.
-ZNIKAJ Z MOJEGO ŻYCIA, TY CHOLERNY GNOJU! - wrzasnęła, a na jej policzkach pojawiły się łzy. Patrzyła na mnie z nienawiścią. Po chwili już jej nie było, zatrzasnęła się u siebie w pokoju. 
Zabolało. Nie to co powiedziała, a jej stan. Wbiegłem szybko za nią i zapukałem. Usłyszałem cichy szloch.
-Odejdź... 
Pomimo tego, wszedłem. I oberwałem poduszką. Zaraz drugą, po chwili misiem. Rzuciła we mnie nawet zegarkiem, który złapałem, żeby się nie zepsuł. Nagle cisnęła we mnie zdjęciem w ramce, jednak po chwili mina jej zrzedła, jakby tego pożałowała. Niestety nie dałem rady złapać i rozpadła się szybka z ramki o podłogę. Schyliłem się. Zdjęcie drużyny siódmej. Coś we mnie drgnęło.
-Sakura...
-Wyjdź! - wrzasnęła, zabierając mi zdjęcie i zegarek. Kopnęła w poduszki i misia, które znalazły się teraz na łóżku.
-Sakura, proszę...
-Wyjdź...
Jad w jej głosie był straszny. Usiadła do mnie tyłem na łóżku. W pokoju było ciemno. Ale jej sylwetkę poznałbym chyba nawet w takich warunkach. 
-Wysłuchaj mnie. 
Podszedłem jednak nic nie zaczęła mówić i spojrzała na mnie wyczekująco.
-No, co masz mi do powiedzenia? - syknęła.
-Nigdy nie chciałem cię skrzywdzić...
-Ale zrobiłeś to!
Nie wiedziałem co powiedzieć. Bolało, strasznie.
-Zostawiłeś nas! Mnie, Naruto! Tak bardzo... Martwiliśmy się! Zamiast przyjaciół... Ty wolałeś zemstę! Wypchaj się teraz nią! - wrzeszczała z zamkniętymi oczami.
-Teraz wybieram obydwie opcje - stwierdziłem.
-TERAZ TO JUŻ ZA PÓ...
Nie mogłem wytrzymać. Chwyciłem ją za policzek i złączyłem nasze usta. Nie wiedziałem sam czy po to, żeby się zamknęła, czy dlatego, że jej usta przypominały mi się przez ostatnie dni bardzo często. Z początku nic nie robiła. Postanowiłem spróbować pocałować ją namiętniej, chociaż nie miałem o czymś takim bladego pojęcia. Nie mogłem się jednak powstrzymać, od dalszego całowania. W końcu zrozumiała co się dzieje i naparła mocno rękoma na moją klatkę piersiową. Złapałem je nie przerywając pocałunku. To było uzależniające.
-S-ss...asuke... - wybełkotała, próbując się odsunąć jednak naparłem na nią i wylądowaliśmy do łóżku. W końcu zaprzestałem i uniosłem się, nie schodząc z łóżka. Czułem jej gorące policzki, czułem na sobie zdezorientowane spojrzenie, słyszałem jej zdenerwowane bicie serca.
-Dlaczego...
-Nie wiem - odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Położyłem się obok niej i zacząłem bawić się jej włosami.
-Dlaczego nas zostawiłeś...
-Zemsta była dla mnie cholernie ważna - stwierdziłem.
-A teraz? 
Zatkało mnie. Kiedyś to praktycznie cały czas o tym myślałem. Jak zabić. Gdzie znaleźć. Widziałem tę piekielną scenę.
-Sam już nie wiem... Ale wiem jedno. Że nie mam zamiaru was zostawić.
Usłyszałem szloch. Wtuliła się we mnie i zaczęła płakać. Chyba tego potrzebowała od dawna, bo długo to trwało. W końcu zasnęła w moich ramionach. A ja niedługo po niej.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`

Ta dam!
Przepraszam za błędy, druga część pisana na szybko. 
Wielkie dzięki za wenę od Welinnaa Ja, przeczytałam jakieś 3 godziny temu twój komentarz i zrobiło mi się głupio. Od razu zabrałam się za pisanie. 
Pozdrawiam cię :*
I wszystkie czytelniczki!

piątek, 22 stycznia 2016

Rozdział 10

2 komentarze:
Czułam przeogromną wściekłość na osobę, która w tym momencie spała, a może raczej była nieprzytomna w pokoju obok. Gdy tylko zemdlał podałam mu dawkę specyfiku, o którym zapomniałam wieczorem i zaniosłam go do "jego" pokoju.
Jeżeli postanowię go wydać - on zrobi to samo. Nie widzi mi się kłótnia z Tsunade o tym, gdzie byłam. Jak to wytłumaczyć? No jak?
Targały mną różne uczucia. Od bezsilności po wściekłość. Zrezygnowałam po chwili z bezczynnego siedzenia w sypialni, założyłam bokserkę i krótkie spodenki i już mnie nie było w domu. Wyskoczyłam przez okno i znalazłam się w ogródku, pośród zniszczonych drzew. Naciągnęłam na dłonie rękawiczki i zaczęłam w szale uderzać w pień drzewa bez pomocy czakry. Ignorowałam ból i spadające liście, a nawet to, że w pewnym momencie czerwona ciecz zaczęła zdobić nagie już drzewo, bez kory. Gdy jednak ból stał się nie do wytrzymania, a adrenalina nieco opadła, odsunęłam się o krok i spojrzałam na poranione dłonie i zniszczone rękawiczki. Mnóstwo zadrapań, siniaków i krwi zdobiło moje dłonie, ale nie przejęłam się tym zbytnio. Uleczyłam to w parę sekund i zaczęłam ćwiczyć ataki w powietrzu. Najróżniejsze kopniaki i uderzenie, przez które nieomal kilkukrotnie upadłam.
Po dłuższym czasie cała oblana potem upadłam na kolana. Mięśnie dygotały z bólu. Dyszałam, ale czułam się odprężona. Uniosłam twarz do nieba i przymknęłam oczy. Dłonie opuściłam wzdłuż ciała i ćwiczyłam swój wyczulony słuch. Słyszałam każdy liść, szept, krok, a nawet skradanie się kota na dachu. Po chwili i zbliżające się w moją stronę, dosyć szybkie kroki. Najwyraźniej mężczyzna i nie shinobi. Żadnej czakry od niego nie było czuć, więc pomyślałam, że listonosz, który mnie zauważył, bądź usłyszał przyszedł się przywitać. Czasem ucinałam sobie z nim krótkie pogawędki.
Otwarłam oczy i niestety zauważyłam Uchihę. Skrzywiłam się i bez pomocy dłoni wstałam.
-Myślałem, że się obudzę w więzieniu - oznajmił z wyczuwalną, dziwną radością.
-Mam dla ciebie układ. Ty nie powiesz NIKOMU, że wyszłam z domu w nocy. To nie twoja sprawa, a ja nie pisnę ani słowa, że mnie zaatakowałeś - zaproponowałam, a on spojrzał na mnie zaskoczony. Chwilę się zastanawiał i kiwnął głową. Rozejrzał się dookoła i omiótł mnie wzrokiem.
-Masz siłę na mały sparing? - zapytał.
-A co jeżeli nie mam ochoty?
-Wymiękasz?
-Ha! Nie żartuj sobie! - huknęłam z kpiną.
-Bez czakry, tylko siła. Użyję jakiejś połowy, więc będziemy na równi.
Ja pokiwałam przecząco głową i z kieszonki wyciągnęłam tabletki regenerujące siłę fizyczną, ale tylko regenerujące.
-Możesz użyć całej siły.
-A to co? Myślisz, że nie dasz rady bez swoich tabletek? - zakpił z uśmieszkiem na twarzy.
Rzuciłam mu pudełko, a on skołowany je złapał.
-Weź jedną, dwie, ile chcesz. To tylko regeneruje siłę fizyczną, nie ulepszając jej - wytłumaczyłam, a on wyciągnął jedną. Wzruszył ramionami i pochłonął ją, odrzucając ją w moją stronę. Schowałam je do kieszonki i ustawiłam się gotowa do ataku, bądź obrony. Chłopak chwilę się powyginał, ścisnął pięści, powodując dźwięk jakby pękających kości i poszedł w moje ślady. Przyjrzałam się jego postawie i oceniłam sytuację. Na pewno jest silny i stał się jeszcze lepszy, ba, jest chyba o stokroć lepszy niż kiedyś. Ale ja też, no nie? Widocznie nie chciał atakować pierwszy, więc obmyśliłam w głowie plan. Szybko wysunęłam się do przodu, udając, że jak głupia po prostu prę do przodu. Uderzył mnie w brzuch, odsuwając parę kroków. Aż się zakrztusiłam, ale wiedziałam, że to nawet nie połowa jego siły. Dałam się specjalnie uderzyć, aby to sprawdzić. Nie lubiłam, gdy ktoś daje mi fory. Znów udawałam, że chcę się na niego bezmyślnie rzucić, a on spojrzał na mnie z jakimś dziwnym współczuciem i żalem. Wysunął pięść, myśląc, że po prostu się na nią nabiję, ale odskoczyłam w mgnieniu oka i zadałam cios. I kolejny i kolejny, a on w wielkim szoku w końcu złapał mnie za pięść i przerzucił za siebie. Ja jednak gładko wylądowałam na nogach i podkosiłam mu jedną z nóg. Zachwiał się, a ja schyliłam się, obracając z zamiarem przewrócenia czarnowłosego, jednak on podskoczył. Wykorzystałam to, uniosłam się na ręce i kopnęłam w plecy, których nie miał jak obronić. Upadł na kolana, a ja szybko wstałam. Zrobił to samo i stał na przeciw mnie.
-Może jakaś nagroda za wygraną? - wysapał, uśmiechając się wrednie.
-Co masz na myśli?
-Jedna prośba, którą przegrany musi spełnić - oznajmił, nadal się uśmiechając.
Zacisnęłam pięści i prychnęłam wściekle.
-Nie. Nie powiem ci gdzie wczoraj byłam - burknęłam, szykując się do walki.
-Okej, o to nie mam prawa cię spytać. To jak? - zapytał, także się szykując do dalszej walki.
-No dobra. Szykuj się do zmywania naczyń do końca swojego pobytu tutaj, Uchiha! - krzyknęłam z zaciętym wyrazem twarzy.
Zaczęłam się walka na poważnie. Dało się usłyszeć nasze przyśpieszone oddechy, uderzenia czy jęknięcia. Kilka razy się zdarzyło, że któreś z nas trafiło na jakiś obiekt w moim ogrodzie. Na szczęście zniszczeń nie było i jedyne czego potem żałowaliśmy to bólu, siniaków i zadrapań. W pewnym momencie złapał mnie za nadgarstek, wykręcając całą moją osobą, sprawiając iż byłam do niego tyłem. Syknęłam z bólu i po chwili uderzył mnie w tył głowy. Obraz mi się rozmazał i zachwiałam się. Nie chciał abym zemdlała, ale jedynie żebym straciła równowagę. Wyszarpnęłam rękę i zamachnęłam się drugą. Niestety nie widziałam dokładnie i chybiłam. Złapał mnie za obydwie ręce, więc zaatakowałam go nogą, uderzając go bardzo mocno w piszczel. Tym razem on syknął z bólu. Zaatakowałam drugą z jego nóg, a on zaczął się przewracać. Uśmiechnęłam się zwycięsko, ale on wzmocnił uścisk na moich nadgarstkach, jakimś sposobem się odbił, ale nie utrzymał równowagi i runęliśmy na ziemię. Bardziej ja, ponieważ mnie przygniótł.
-Ciężki jesteś, baranie! - pisnęłam, tracąc oddech. Szarpnęłam całym ciałem, jednak on nie dał się zrzucić. Widziałam już dobrze, więc postanowiłam zaatakować go pięściami, ale Sasuke był szybszy. Złapał mnie za dłonie i jedną przytrzymał nad moją głową. Chwilę się szamotałam, po czym zaczęłam ciężej oddychać.
-Wygrałem? - wysapał wyraźnie zmęczony. Już chciałam mu coś odwarknąć, ale to nic by nie dało. Zebrałam całą siłę i próbowałam go zrzucić, albo się jakkolwiek wyrwać. Jednak on w końcu użył obydwu rąk i trzymał nimi moje. Rozprostował je na całą swoją długość i patrzył mi zmęczony w twarz.
-Nie ma mowy! - warknęłam.
-Wygrałem, Sakura - mruknął, uśmiechając się. Puścił mnie, wstał i podał mi rękę. Jednak ją odtrąciłam i sama wstałam.
-Czego chcesz? - burknęłam zła.
-Oj, nie dąsaj się. Dawno mnie nikt tak nie zmęczył. Nie spodziewałem się, że jesteś tak dobra - pochwalił mnie z uznaniem w głosie. Rozszerzyłam oczy, nie wierząc w to, co słyszę.
-Więc co chcesz? - zapytałam, gdy w końcu udało mi się uspokoić oddech.
Podrapał się po głowie i zastanawiał chwilę.
-Pocałuj mnie.
Wmurowało mnie.
-Co? - syknęłam zszokowana.
-Pocałuj mnie - powtórzył. -Tu, w usta. - Wskazał ową część ciała.
-Żartujesz... To ma być jakiś kiepski żart? - zapytałam zła.
-Nie. Ale skoro wymiękasz... - mruknął i się odwrócił, wchodząc do domu.
Zacisnęłam pięści. Właśnie przekroczył drzwi i dosyć wolno szedł do środka. Knykcie mi zbielały, a paznokcie nieprzyjemnie wbijały się w skórę.
-Gnojek... - syknęłam do siebie pod nosem, zrywając się do biegu. Czułam, że będę żałować. Złapałam go za koszulkę, odwracając i przyciągając do siebie. Patrzył na mnie zdziwiony, gdy tylko nasze spojrzenia się skrzyżowały. Wpiłam się szybko w jego usta.
Mój pierwszy pocałunek...


*

Byłem zszokowany nieoczekiwanym ruchem dziewczyny. Sam nie wiem czemu moją nagrodą miało być właśnie to. Nie wiem czemu kazałem jej to zrobić i nie wiem co ją do tego nakłoniło. Byłem stuprocentowo pewien, że tego nie zrobi, ale o dziwo nie miałem jej czy sobie tego za złe, ba, nawet mi się spodobało to dziwne uczucie, towarzyszące czynności, której nie powinno być miejsca z tą osobą. Coś mnie zabolało, gdy dziewczyna się odsunęła. Miałem ochotę ją przysunąć, choćby siłą i znów zasmakować jej ust.
-Zadowolony? - zapytała retorycznie z jadem w głosie. Puściła moją bluzkę i wyminęła mnie, nie odwracając się.
-I to bardzo... - mruknąłem sam do siebie.
Schowałem twarz w rękach.
Co się ze mną do cholery dzieje? 
Czy ja właśnie sam się przyznałem, że pocałunek od tej niegdyś irytującej dziewczyny mi się podobał? Nigdy się nie całowałem i nie potrafiłem określić czy był to dobry pocałunek czy niezbyt udany, ale ja byłem zadowolony.
Po chwili nerwowo potrząsnąłem głową, pozbywając się dziwnych i niestosownych myśli.
Stwierdziłem iż Sakura zajęła łazienkę w celu zmycia z siebie wszelkiego brudu. Zauważyłem też, że była pora obiadowa, a po ciężkim treningu zarówno ja jak i pewnie Sakura jesteśmy głodni. Z niezadowoleniem stwierdziłem, że skoro z kanapkami nie dawałem sobie rady to w jaki sposób mam sobie poradzić z obiadem? Nie miałem też pieniędzy, więc pozostało mi czekać na Sakurę, albo zadowolenie się jakimiś ciastkami, które były schowane w szafce lub owocami z koszyka na blacie w kuchni. Miałem też ochotę na długą kąpiel, ale i to było niemożliwe do wykonania.
Westchnąłem ociężale, siadając na krześle. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić, więc bawiłem się swoimi palcami, czasem spoglądając za okno lub patrząc na drzwi łazienki.
Nie rozumiałem co się ze mną dzieje. Od kiedy zamieszkałem z Haruno źle ze mną. Niedługo miną dwa tygodnie pobytu u niej, a dokładnie już jutro. Przez te dwanaście dni przyzwyczaiłem się do takiego stanu rzeczy i nie wiem w jaki sposób przystosuję się do mieszkania gdziekolwiek indziej bez niej. Pewnie zamieszkam gdzieś w Konoha, w miejscu gdzie będę pod ciągłym nadzorem, dostanę jakieś misje, pieniądze i będę próbował złapać Itachiego. Ale co dalej? No tak, odbudowa klanu Uchiha. Ale z kim? I jak to ma wyglądać? Jedyną kobietą jaka się mnie nie boi i byłaby chętna do utworzenia związku była Karin. Aż ciarki mi przeszły po kręgosłupie, wyobrażając sobie jaką stworzylibyśmy rodzinę i jak by to miało wyglądać. Szybko wyrzuciłem z głowy te okropne obrazy.
Nagle różowowłosa wyszła z łazienki, ubrana w wygodne ubrania z mokrymi włosami.
-Głodny pewnie jesteś, co nie? - zapytała, podchodząc do lodówki.
-Racja - stwierdziłem - ale wolę się nie brać za gotowanie. Nie wychodzi mi to.
Spojrzała na mnie zdziwiona, po czym wyciągnęła jajka na blat. Zignorowałem jej spojrzenie i przyjrzałem się opakowaniu na blacie.
-Masz ochotę na naleśniki?
Pokiwałem głową na "tak". Lubiłem naleśniki i byłem pewny, że nieważne co odpowiem i tak zrobi po swojemu.
Wyciągnęła mleko i szukała za innymi, potrzebnymi składnikami.
-Wyciągniesz miskę? - zapytała, ale i tak wziąłem to za rozkaz. Znalazłem niedużą, ale też nie za małą miskę i ustawiłem na blacie. -Wyciągnij patelnię - mruknęła. I to zrobiłem szybko, nawet znajdując olej i stawiając go obok kuchenki. Patrzyłem zahipnotyzowany na jej ruchy, na jej lekko podskakujące włosy. Stwierdziłem, że wygląda krucho, niepozornie. Że gdybym jej nie znał nigdy bym nawet nie pomyślał, że jest shinobi. Nie potrafiłem się skupić. Siedziałem i tylko patrzyłem jak pracuje. Dziewczyna szybko zrobiła masę na naleśniki i wzięła się za smażenie. Pomyślałem, że na pewno przyda jej się talerz na gotowe już placki. Spojrzała na mnie, niemo dziękując.
Chwilę później na talerzu znalazła się dosyć wysoka budowla, a masa się już skończyła, więc uszykowaliśmy sztućce, dżemy i talerze.
-Smacznego - burknąłem.
-Smacznego - powtórzyła, zabierając się za jedzenie.
Ukradkiem się jej przyglądałem. Nawet nie wiedziałem czemu jej się tak przyglądam i nie potrafiłem przestać. Nie mogłem też zapomnieć o tym co miało miejsce jakąś godzinę temu. Dlaczego to zrobiła? Dlaczego to w ogóle miało miejsce?
Dziewczyna też wyglądała na zamyśloną. Jadła wolniej niż zazwyczaj, nie zwracała na mnie uwagi i często spoglądała za okno. Był piękny, jesienny dzień. Nie zapowiadało się na deszcz, za którym nie przepadałem.

*

Przestań... Przestań... PRZESTAŃ SIĘ NA MNIE GAPIĆ.
Miałam ochotę to wykrzyczeć, ale zamiast tego po prostu go ignorowałam. Cały czas czułam jego wzrok na sobie, co powoli mnie zaczynało irytować. Starałam się nie myśleć o nim. Postanowiłam, że od razu po posiłku wyjdę na dwór. Może odwiedzę Yamanakę? Dobry pomysł.
Gdy już wszystko pochłonęłam to szybko odłożyłam wszystko do zlewu.
-Pozmywasz? Wychodzę - oznajmiłam, nie patrząc na niego.
-Ale przecież wygrałem. Chyba nie muszę, co nie? - zapytał. Westchnęłam.
-To prawda, wygrałeś. Ale to nie znaczy, że nie będziesz musiał w ogóle zmywać - rzuciłam i ruszyłam w stronę salonu. Naciągnęłam na nogi buty i wyciągnęłam jesienną kurtkę.
-Gdzie idziesz? - Usłyszałam za sobą.
-Odwiedzić Ino - burknęłam, nadal unikając jego wzroku. Gdy już ubrałam się dosyć ciepło otworzyłam drzwi, wpuszczając chłód do domu i równie szybko co je otworzyłam, zamknęłam.
Właśnie ludzie wracali z prac do domów, więc był tu niezły tłok. Przeciskałam się pomiędzy ludźmi, kierując się w stronę kwiaciarni, w której Ino pracowała.
Niestety nieważne jak bardzo próbowałam się skupić moje myśli krążyły wokół Uchihy. Po chwili przed oczami wyobraźni zobaczyłam Itachiego. Zastanawiałam się o co tu chodzi. Czemu jeszcze żyję? Czemu mnie uratował, nie zabił? BA, on mi dał swój płaszcz! Zacisnęłam dłonie, wbijając paznokcie w dłonie. Nie lubiłam nie wiedzieć o co chodzi.
Znalazłam się w kwiaciarni Yamanaki. Zapach wielu kwiatów uderzył we mnie. Było tu wiele żywych, ale i sztucznych kwiatów.
-Dzień dobry - mruknęłam do rodziców Ino.
-Och, dzień dobry Sakuro - odpowiedziała jej matka.
-Gdzie Ino? - rzuciłam, rozglądając się, ale ani jej nie widziałam, ani też nie słyszałam.
-Ino... Ostatnio źle się czuje. Nie wiemy o co chodzi. Do lekarza też nie chce iść... Jest w domu. Porozmawiasz z nią? - zapytała z nadzieją w głosie. Kiwnęłam głową na tak i ruszyłam w stronę wyjścia.
-Miłego dnia.
I już mnie nie było. Zaczynałam się martwić o znajomą. Dawno nie rozmawiałyśmy, więc nie wiedziałam czy mogę ją nazwać przyjaciółką, ale na pewno nie była mi daleką osobą. Całą moją głowę w tym momencie okupowała blondynka. Droga do ich domu zajęła mi ledwie parę minut. Odetchnęłam i zapukałam. Każda sekunda mi się okropnie przedłużała, a dziewczyna wciąż nie otwierała. Minuta, dwie, trzy. Zapukałam i nagle drzwi się otwarły na niewielką szczelinę. W środku było ciemno i widać było tylko głowę Yamanaki.
-Ino...? Mogę wejść?
Blask z jej oczu zniknął, skóra była blada, oczy podkrążone. Otworzyła szerzej, a ja weszłam.
-Cześć, Sakura - wychrypiała. Była w dresach, które nie pasowały do niej. Uwielbiała bardziej podkreślające figury rzeczy.
-Źle się czujesz? - palnęłam, wchodząc do kuchni. Zamarła, ale po chwili wstawiła czajnik.
-Trochę... Ale nie bój się - wyjaśniała. -Kawy, herbaty?
Myślałam nad odpowiedzią, ściągając niepotrzebne już ubrania.
-Herbaty - odpowiedziałam, siadając na jednym z krzeseł.
-Co cię do mnie sprowadza? - zapytała, stojąc do mnie tyłem.
-Słyszałam, że coś z tobą nie tak, więc...
-Od kogo? - przerwała mi z jakąś wściekłością w głosie. Jakby miała do mnie pretensje. Czułam się w jej towarzystwie nieswojo. To nie była ta Ino, którą znam.
-Od wszystkich - mruknęłam od niechcenia. -Ino, co się dzieje? - nie pozwoliłam jej na wypowiedzenie słów jakie najwyraźniej chciała chwilę temu wypowiedzieć.
-Naprawdę... nic... - jęknęła. Po chwili zobaczyłam, że w jej oczach zebrały się łzy. Upadła na ziemię i schowała twarz w dłoniach.
-Co się dzieje? - znów zapytałam, szybko podchodząc. Klęknęłam i przytuliłam ją.
-To nie powinno tak być! Nie, nie, nie! Nie powinno! - krzyczała, szlochając. Mocniej ją przycisnęłam do siebie. Cała się trzęsła w spazmach szlochu.
-Ale co..? Co się stało?
Ogarnęła się po chwili, wycierając twarz. Woda zaczęła się gotować, więc szybko wyłączyłam gaz.
-Pamiętasz jak przybiegłam do ciebie, gdy Naruto wrócił? - zapytała, wstając i próbując chwiejnymi dłońmi chwycić czajnik. Wstałam parę sekund po niej, weryfikując jej pytanie.
-No tak, to było w kwietniu - stwierdziłam.
-Miałam misję... Dość długą. Ja i Sai kochaliśmy się poprzedniego dnia. Wiesz, trochę byśmy się nie widzieli - oznajmiła. Nie rozumiałam dlaczego mi mówi takie rzeczy. -Jestem w ciąży.
Rozszerzyłam powieki.
-Ino... My mamy po niecałe siedemnaście lat! - rzuciłam z żalem.
-Ale... Ja nie wiem kto jest ojcem! - warknęła, odkładając czajnik.
-Co? Zdradziłaś Sai'a?!
Czułam do niej ogromny żal. Sai był członkiem mojej drużyny, więc można było go nazwać moim przyjacielem.
-Sakura... To nie tak. Na tej misji... Zgwałcono mnie. Porwano mnie. I zgwałcono. Gdy przybyła pomoc było już dawno po. I doszło do walki, podczas której zabiłam mojego gwałciciela, więc nie ma jak sprawdzić czy on jest ojcem! Znaczy, jest! Ale jedynie poprzez sprawdzenie czy Sai jest ojcem! Sakura, rozumiesz?! Jak ja mam to zrobić?! - wrzeszczała, nie patrząc na mnie i opierając się o blat. -Mam ot tak poprosić Sai'a o próbkę DNA? Jak ja mu to powiem? A jeżeli to nie jego dziecko i nie zachce go wychowywać? - szlochała. Po jej policzkach spływały łzy. Czułam się rozerwana. Cały żal i złość wyparowały. Objęłam przyjaciółkę.
-On na pewno zrozumie...
-A co jeśli nie!? - Spięła się cała, po czym rozluźniła. -Przepraszam...
-Nie przepraszaj...
Nie wiedziałam co zrobić. Postanowiłam u niej nocować. Rozmawiałyśmy wiele godzin, myśląc jak wybrnąć z tej sytuacji.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Przepraszam. Rozdział miał się ujawnić tydzień temu :/
Miał być dłuższy, też nie wyszło :( No cóż, ale jest.

sobota, 12 grudnia 2015

Rozdział 9

4 komentarze:
Minęło kilka dni, a ograniczenie mojej czakry coraz bardziej mi przeszkadzało. Nie lubiłem siedzieć bezczynnie, a teraz byłem do tego zmuszony. Właśnie byłem w "swoim" pokoju i przeglądałem kolejną z książek, które mogłem znaleźć na półce. Była to już kolejna o podstawach ninjutsu na poziomie genina - maksymalnie chuunina. Ale dla mnie nie było tam żadnych wartościowych informacji, więc nerwowo zatrzasnąłem ją, sprawiając, że na moją twarz owiał podmuch wiatru. Westchnąłem zmęczony i przeczesałem włosy.
Sakura wciąż gdzieś znikała. To na trening to do szpitala, do jakiś dzieci. Mogę nawet stwierdzić, że mnie unikała. Nawet trochę mi to przeszkadzało. W dodatku prawie cały czas była zamyślona i mnie ignorowała. Nie, żeby było dla mnie ważne zainteresowanie ludzi, ale jednak dla rozrywki mogłem nawet spędzić z nią czas. Chociaż każdego dnia jedliśmy wspólnie wszystkie posiłki, które czasem nawet szykowaliśmy razem i to było największą rozrywką w tym domu. Najczęściej podczas konsumowania, czasem ledwo jadalnych posiłków, Sakura mówiła mi co mam robić i przypominała o zakazach. 
Po raz kolejny omiotłem pokój spojrzeniem. Idealnie pościelone łóżko, ułożone książki i pościerane kurze. Trochę tu ogarnąłem - nie lubię bałaganu. 
Zerknąłem na zegar, który wskazywał, iż niedługo Sakura wróci z popołudniowego treningu. Nie wiedzieć czemu ogarnęła mnie euforia, pod wpływem której wstałem, odłożyłem książkę i ruszyłem w stronę kuchni. Gdy się znalazłem na miejscu zapaliłem światło i postanowiłem zaparzyć jakąś kawę i zrobić kolację. Nie wiedzieć czemu chciałem sprawić jej jakąś przyjemność. A może mnie się aż tak nudzi? Sam już nie wiedziałem.
Za oknem panowała już ciemność pomimo wcale nie tak później godziny. Uroki jesieni, o szesnastej jasno zaś o siedemnastej całkowicie ciemno. 
Chwyciłem czajnik, do którego nalałem odpowiednią ilość wody, przygotowałem kubki i po nasypaniu do nich kawy, otworzyłem lodówkę. Jej zapasy nie były jakieś ogromne, ale spokojnie wystarczy na kolację. Wziąłem masło na maselniczce, która nie wiedzieć czemu - lepiła się. Skrzywiłem się niezadowolony i odłożyłem to na blat. Wyciągnąłem jeszcze szynkę i ser. Położyłem to obok masła i moją uwagę zwróciły czerwone pomidory w drewnianej misce. Wyciągnąłem dwa i również znalazłem im miejsce obok innych produktów.
Co ja robię? - przeszło mi przez myśl i zażenowany swoim postępowaniem zacząłem szukać w szufladach noża i deski do krojenia. Po otworzeniu kilku i lekkiej irytacji znalazłem ostrze i deskę. Ułożyłem na niej pomidora i wziąłem niewielki nóż. Przyłożyłem je do warzywa i z niezadowoleniem zauważyłem jak ślizga się po nim i prawie odcina mi palec. Nieco już zły spojrzałem na pomidora. Nigdy nie gotowałem sam, ani nie robiłem żadnych posiłków i jakoś nie miałem do tego nerwów. Znów spróbowałem pokroić go i na szczęście udało mi się wkroić w warzywo, nie kalecząc się przy tym. Niestety plastry wychodziły nierówne i mało apetycznie wyglądające. 
Potrafiłem dobrze sobie radzić z kunai'em i z kataną, a nóż i pomidor sprawiają mi tyle kłopotu, stwierdziłem z mieszanymi uczuciami. 
Przesunąłem na bok czerwone plastry i chwyciłem kawałek szynki, którą niestety też miałem pokroić. Na szczęście tym razem nie wyglądało to aż tak tragicznie jak w przypadku pomidora. Ser w sumie był już plastrach, więc uradowany tym faktem odłożyłem nóż, gdy usłyszałem gwizd, gotującej się wody. Szybko więc zalałem kubki i odłożyłem nadal parujący czajnik na kuchenkę.
Nagle przypomniało mi się, że Sakura pije słodzoną kawę z mlekiem. Nie wiem czemu, ale postanowiłem przygotować napój tak, jak różowowłosa lubi najbardziej.
Znów zerknąłem na blat i stwierdziłem, że nie mam najważniejszego składniku, mianowicie - chleba.
Z każdą chwilą zauważałem jak bardzo się nie nadaję do kuchni i szykowania posiłków, ale wytrwale się starałem. Zabrałem się za szukanie chleba po szafkach, w których mógł się znajdować. W końcu zacząłem się obracać wokół własnej osi, mając nadzieję, że znajdę pieczywo na widoku. Jednak jak zawsze - nadzieja matką głupich. Niezadowolony naparłem dłońmi na blat i spostrzegłem przy ścianie drewniane pudło. Chlebak - stwierdziłem zrezygnowany i powolnym ruchem ręki otwarłem go, wyciągając cały bochen chleba. Na szczęście pokrojonego. Wyciągnąłem kilka kromek i gdy stwierdziłem, że tyle wystarczy zacząłem smarować masłem i układać na nich różne dodatki.
Po paru minutach usłyszałem kroki i rozmowę. Zdziwiony spojrzałem na okno i zauważyłem Sakurę. Ale nie samą. Szła z Hinatą i rozmawiały o czymś zawzięcie. Z przerażeniem stwierdziłem, że nie dość, że wygłupię się przed właścicielką domu to jeszcze przed Hinatą.
Nerwowo rozejrzałem się po kuchni. Jak to wytłumaczyć? - pytałem sam siebie.
Zgrzyt zamka. Skrzyp drzwi.
-Już jestem! - krzyknęła od progu Sakura.
Westchnąłem zrezygnowany - jakoś to będzie. W progu kuchni zjawiły się dziewczyny. Miałem w sobie małą iskierkę nadzieję, że Hinata jedynie odprowadzała różowowłosą, ale stała teraz obok właścicielki domu. Obydwie patrzyły się zdziwione to na mnie, to na wszystko co mnie otaczało.
-Cześć - wydusiła Hinata z przerażeniem wymieszanym z niemałym szokiem w oczach. Chyba jednak nadal wzbudzałem strach wśród ludzi. A w tej sytuacji szok był całkowicie normalny.
-Witaj - odpowiedziałem szybko.
Nigdy nie znałem zbytnio Hinaty i nie zadawałem się wiele z nią, ale wydawała się przyjazną i spokojną osobą. I co najważniejsze - jeszcze nigdy nie słyszałem żeby plotkowała, więc był cień szansy, że nikt się nigdy o tym nie dowie.
-Sasuke, co tu się dzieje? - zapytała zdziwiona Sakura, podchodząc do blatu i oceniając kanapki, które na nim leżały.
-Zgłodniałem i pomyślałem, że wypadałby i tobie coś przygotować - wytłumaczyłem szybko, kłamiąc, że sam byłem głodny, a nie robiłem to z nudów z myślą o niej. Tym dłużej nad tym myślałem tym bardziej czułem się zażenowany.
Chyba nie do końca mi uwierzyła, ale z zamyśleniem wypisanym na twarzy spojrzała na kanapki i kubki z kawą.
-Skoro tak, zrobiłbyś jeszcze jedną kawę i kilka dodatkowych kanapek? Zjemy w trójkę w takim razie - stwierdziła nawet zadowolona z takiego obrotu spraw. Posłała lekki uśmiech ku dziewczynie, która nadal stała w progu. Po chwili zaczęła rozpinać swoją kurtkę, którą powiesiła na wieszaku.
Zabrałem się za kanapki i kolejną kawę, ukradkiem patrząc na dziewczyny.
Hinata również ściągnęła niepotrzebną odzież i posłała mi blady uśmiech, który miałem ochotę nawet odwzajemnić, ale powstrzymałem się.
Obydwie były brudne i spocone z różnymi ranami na ciele, którymi Sakura się szybko zajęła.
-Dziękuję - powiedziała cicho granatowłosa, gdy zielonooka skończyła leczyć ostatnie z zadrapań na jej ciele.
-A tam, nie dziękuj. Sama ci to zrobiłam, co nie? - zapytała z uśmiechem na twarzy właścicielka domu. Hinata w odpowiedzi zaśmiała się cicho. -Chodź, umyjemy się. - Chwyciła ją za rękę i pociągnęła za sobą, wyciągając z kuchni. -A ty, SPRÓBUJ TU WEJŚĆ PRZEZ DZIWNY "PRZYPADEK", A CI NOGI Z DUPY POWYRYWAM, zrozumiałeś? - zapytała na koniec niewinnie i udawanym spokojem.
-Zrozumiałem! - odpowiedziałem, znając Sakurę i wiedząc, że byłaby w stanie tu wrócić i czekać na odpowiedz.
Gdy ich nie było przygotowałem kolację, którą ułożyłem na stole, czekając aż wrócą.

*

Na wszelki wypadek zamknęłam drzwi łazienki na klucz. Łazienka była dosyć duża, więc nie było problemu z pomieszczeniem naszej dwójki.
Zdziwiło mnie jego zachowanie - samemu zrobił kolację? Jak ja się cieszyłam, że przyszłam do domu z Hinatą. Nie chciałam niezręcznej ciszy, która męczyła mnie w jego towarzystwie. Nie lubiłam jego towarzystwa, ba, nie mogłam znieść jego obecności. Ten ciągły, świdrujący mnie wzrok, którego za cholerę nie mogę zrozumieć co oznacza.
-Sakura? - Doszło do mnie ciche westchnięcie przyjaciółki.
-Hmm? - wykrztusiłam, ściągając koszulkę.
Miałam zamiar jedynie się szybko umyć, nie miałam ochoty na zjadanie kolacji cała oblepiona piachem zmieszanego z potem.
-Naprawdę uważasz, że byłby w stanie tu wejść? - zapytała cicho, także rozbierając się.
-A kto go tam wie - to facet - stwierdziłam, krzywiąc się jakbym jadła cytrynę.
W między czasie napuściłam do swojej niemałej wanny wody i nalewając do niej płynu o kwiecistym zapachu.
-Wiesz... - zaczęła - wyglądał jakby robił tą kolację dla ciebie. I w pierwszej chwili wydało mi się to takie słodkie... - Zachichotała na koniec, wchodząc do wanny. Poszłam w jej ślady.
-Zwariowałaś? Po prostu był głodny i tyle. Przynajmniej nie jest samolubną świnią za jaką go uważałam - stwierdziłam, myjąc się dokładnie i dając zmęczonemu ciału ulgę. -A teraz powiedz o co chodzi z tym Naruto! Bo ja coraz mniej tego idiotę rozumiem.
Hinata skrzywiła się na to stwierdzenie i westchnęła.
-Ponoć jakaś dziewczyna mu się spodobała... I to ze wzajemnością! Słyszałam, że się nawet spotykają - wyjęczała, załamującym się głosem.
-Co!? - wrzasnęłam, podpierając się na rękach i pochylając do przodu. -Jaki idiota! Myślałam, że wydoroślał... Ma przed sobą, świetną, kochaną ciebie, a ugania się za jakąś... Urgh! - Uderzyłam z niezadowoleniem w taflę wody, ochlapując dziewczynę naprzeciw.
-Spokojnie, Saki-chan. Nie jestem na niego zła... Ma prawo wyboru. Nikt nie mówił, że jesteśmy parą, więc ma prawo..
-Z takim podejściem to na pewno go stracisz - uznałam i zaplotłam ręce na biuście.
Spojrzała na mnie zmieszana i smutna. Właśnie kończyła mydlić głowę, więc zanurzyła się pod wodę - poszłam w jej ślady.
-W ogóle wiesz co słychać u Yamanaki? - zapytała, gdy tylko wynurzyła się z wody.
Już miałam zamiar jej wypomnieć, że nie ma takiego wykręcania się i musimy jeszcze porozmawiać, ale nagle ta myśl "Co u Ino?" zajęła cały mój umysł. Naparłam plecami na koniec wanny, zastanawiając się.
-Ostatnio z nią nie rozmawiałam, coś się stało? - zapytałam w końcu. Ostatnio się widziałyśmy, gdy zamawiałam u niej kwiaty na zbliżającą się rocznicę śmierci moich rodziców.
-Jest jakaś przybita... Cicha, zamyślona. Martwię się - nie wiem o co chodzi - wyznała zmartwiona. -Nigdy taka nie była. Wręcz przeciwnie, była energiczna, uśmiechnięta, optymistyczna. A teraz nawet ją nie interesują najnowsze wystawy kolekcji z innych wiosek! Rozumiesz to? Odmówiła, gdy ją zaprosiłam na łażenie po sklepach... - Uniosła się, patrząc mi wymownie w oczy, po czym ciężko upadła, uderzając lekko głową o drugi koniec wanny.
Zamyśliłam się - to naprawdę nie było w stylu Yamanaki, oj nie. Żeby ona odmówiła, gdy ktoś sam z siebie zaprasza ją na rundkę po sklepach z najnowszymi kolekcjami?
-No cóż... Odwiedzimy ją w najbliższym czasie, a teraz pośpieszmy się, jestem mega głodna - oznajmiłam, wstając i chwytając puchowy ręcznik. Drugi taki sam podałam Hinacie i zaczęłyśmy się wycierać.
Po kilku minutach zeszłyśmy na dół w moich dresach - Hinata miała jedynie zniszczony strój treningowy. Na dole czekał na nas Sasuke, patrzący w okno. Na stole stał talerz z piramidą kanapek i trzy kubki z czego jeden trochę opróżniony.
Uśmiechnęłam się lekko pod nosem, nawet poczekał aż wrócimy i nawet nie tknął kanapek.
Zajęłyśmy wolne miejsca przy stole.
-M-mam nadzieję, że nie cz-czekałeś długo... - wyznała Hinata, spuszczając głowę.
Widziałam, że się boi. Prawie każdy się go bał z wioski.
-Nie, nie czekałem długo. Spokojnie - prędko zaczął uspakajać dziewczynę, widząc jej zmieszanie.
-Hinata, nie bój się. Nic ci tu przecież nie grozi z jego strony. Niech tylko spróbuje cię tknąć... - Położyłam dłoń na jej ramieniu, a ona posłała mi ciepły uśmiech.
Trochę spokojniejsza uniosła głowę.
-Od kiedy ćwiczysz z Hinatą? Ona też szykuje się do ANBU? - Zaczął wypytywać.
Wzięli się za kanapki, a ja ze spokojem napiłam się kawy - zdziwił mnie fakt, że jest taka jaką lubię.
-Nieee... Trening został odwołany. Spotkałam Hinatę i postanowiłyśmy poćwiczyć - wyjaśniłam zgodnie z prawdą, biorąc się za kanapkę z szynką. Z nierówną szynką.
Posiłek w sumie minął dosyć szybko. Nie rozmawialiśmy wiele, bo nikt z Uchihą nie miał wspólnych tematów, a nie każdy temat chciałyśmy poruszać przy nim. Pogadałam jeszcze chwilę z Hinatą, dałam jej cieplejsze ubrania i około dwudziestej drugiej pożegnałyśmy się. Właśnie zamknęłam drzwi za dziewczyną i ziewnęłam ospale. Sasuke gdzieś wcięło, najprawdopodobniej poszedł do pokoju i możliwe, że śpi, więc zgasiłam wszystkie światła i ruszyłam na górę.
W pokoju zaczęłam się zastanawiać czy muszę coś jeszcze zrobić czy bez żadnego problemu mogę po prostu odpocząć. Pomimo późnej godziny jakoś nie miałam ochoty na sen, więc wyszukałam książkę o medycynie i rozłożyłam się na łóżku. Ułożyłam się wygodnie i skupiłam się na informacjach zawartych w książce. Dowiadywałam się wielu nowych rzeczy, nie zauważając, że czas nieubłaganie pędzi do przodu i w przeciągu paru chwil było grubo po północy.
Nagle głośny grzmot pioruna rozległ się chyba w całym Konoha, a ja, wystraszona, zerwałam się do pionu i spojrzałam z przerażeniem na okno. Uspokoiłam się po chwili - lubiłam burze. Ale nie, gdy mnie przyprawiały niemal o zawał.
Gdy zdałam sobie sprawę z godziny, odłożyłam książkę i zgasiłam światło. Jednak nie dane mi było odpocząć, bo nagle okno zostało otwarte z ogromnym hukiem. Zimny wiatr owiał moją skórę w parę sekund, powodując dreszcze. Kilka już zgniłych liści dostało się do pomieszczenia wraz z wielkimi ilościami kropel wody. Parę trafiło na mnie, pomimo, że stałam parę metrów od okna. Szybko pokonałam ów dystans i z trudem zaczęłam się szarpać z oknem.
Czarna smuga przeleciała nagle niczym błyskawica przed moimi oczyma. Rozejrzałam się zdezorientowana i dojrzałam kruka, chowającego się pod daszkiem na jednym z budynków. Rozpoznałam to cholerstwo - to jeden ze szczurów starszego Uchihy!
Nadal sprawa z Itachim Uchihą niepokoiła mnie, więc bez butów stanęłam na framudze okna i zamknęłam go od zewnątrz.
Kruk najwyraźniej mnie nie widząc ze spokojem zaczął odlatywać, rozglądając się po okolicy.
Nie tym razem - pomyślałam i zeskoczyłam na najbliższy dach budynku. Wilgotny, wręcz pełen wody grunt był dosyć nieprzyjemny dla moich stóp, ale ignorując to ruszyłam za krukiem.
Moje dresy przemokły w parę sekund, włosy przylepiły się do głowy i czoła. Szybko je "zaczesałam" do tyłu. Dysząc ciężko z zimna i zmęczenia nie przerywałam pogoni, skacząc po budynkach, aż w końcu przechodząc przez mury wioski. Bałam się, że jeżeli strażnicy mnie zauważą i wyda im się - a na pewno wyda - dziwne to mnie zatrzymają, ba, zamkną w więzieniu i posądzą o jakiś spisek. Stróże prawa w Konoha byli naprawdę upierdliwi - stwierdziłam pod nosem sycząc przekleństwo. Już samo to, że zataiłam fakt spotkania z Itachim na misji byłby problematyczny dla mnie.
Syknęłam z bólu, gdy kilka drzazg wbiło mi się w stopy, gdy wskoczyłam na jakąś, pozbawioną kory gałąź. Ignorując nawet to biegłam za krukiem, który nadal nie zdawał sobie sprawy z mojej obecności. Ilekroć przyśpieszył, zwolnił czy skręcił niczym cień podążałam za nim.
Zwolnił, a ja zrobiłam to samo. Zaczął lądować, a ja zatrzymałam się na gałęzi, chowając się.
Byłam ładne parę kilometrów od Konoha.
Deszcz uniemożliwiał wyłapanie mojego zapachu, więc nie bałam się o to. Czakrę wyciszyłam na tyle, ile to tylko było możliwe.
Był tam, przemoknięty. Wyglądał jakby rozmawiał ze swoim pupilem, a ja nie wiedziałam co zrobić. Wyskoczyć? Gdyby chciał mnie zabić zrobiłby to dawno, więc co najwyżej mógłby ogłuszyć, a mnie nie było na rękę leżeć tu do samego rana. Gonić dalej? W końcu się zorientuje, a nawet jeśli nie, to po co? Bez żadnego przygotowania. W dodatku nikt nie wie, że jestem poza Konoha, mogliby posądzić mnie o zdradę, albo ich o porwanie. Westchnęłam z niezadowoleniem, zagryzłam wargę i poczułam w ustach metaliczny posmak szkarłatnej cieczy.
-Kto tam jest? Wyłaź. - Zastygłam na to polecenie.
Jak? JAK!? - myślałam gorączkowo. Nagle mnie oświeciło, zapach krwi jest intensywniejszy i pewnie ją wyczuł ten cholerny, czarny szkodnik.
Zrezygnowana zeskoczyłam z drzewa, sycząc na koniec z bólu. Powoli wyszłam zza drzewa. Deszcz wciąż nie dawał za wygraną i ochładzał moje ciało coraz bardziej. Cienki materiał dresów już na początku przemókł i w sumie cały czas czułam się jak pod lodowatym prysznicem.
Zaczął mi się przyglądać z zagadkowym wyrazem twarzy i w pewnym momencie po prostu się odwrócił z zamiarem odejścia.
-Czekaj! - krzyknęłam bez namysłu, robiąc krok w przód. Po chwili tego pożałowałam, nie wiedząc co powiedzieć, gdy Uchiha spojrzał wprost na mnie, na szczęście - bez sharingana.
-O co chodzi? - zapytał beznamiętnie, prostując się znów będąc przodem do mnie.
Próbowałam z jego oczu wyczytać cokolwiek, ale nie wychodziło mi to. Widziałam tylko obojętność.
-Dlaczego mnie uratowałeś? - zapytałam, a on przymrużył oczy.
-Nic się nie zmieniłaś, Sakuro. Nadal jesteś bezpośrednia - oznajmił zagadkowo, a ja nie mogłam oderwać od niego wzroku. Strach narastał, czyżby mnie znał?
-Nie rozumiem - wydusiłam cicho.
Miałam mętlik w głowie. Przypominałam sobie każdą chwilę z dzieciństwa i przeszłości, ale wszędzie jedynym Uchihą był Sasuke.
-Nie mam czasu - oznajmił, rozglądając się na wszystkie strony. Jego czarny przyjaciel uniósł skrzydło i zaczął je otrzepywać. Chyba też nie był zadowolony z deszczowej pogody.
-Ale ja nadal nie rozumiem! Nie odpowiedziałeś na pytanie! - zaczęłam nerwowo krzyczeć, nie chcąc być w niewiedzy. Wiedziałam, że jeżeli teraz z niego czegoś nie wyduszę to mogę go nawet nigdy nie spotkać.
Zaczął się zbliżać, a ja zamilkłam, czując narastający strach. Idiotka - pomyślałam -To przestępca rangi S! - dodał po chwili mój głos w głowie. Zabije mnie... Zabije...
-Jeżeli bardzo chcesz się czegoś dowiedzieć... - zaczął i podszedł o wiele za blisko mnie. Ściągnął płaszcz na otulił nim moje ramiona. Rozszerzyłam oczy. -To nie dziś, ale jeśli będziesz się chciała skontaktować... - Z kieszeni wyciągnął zwój, odpieczętował go i pojawił się biały, piękny ptak. -To go do mnie wyślij. To biały feniks, bardzo rzadki, jak chcesz więcej wiedzieć to o nim poczytaj. Do zobaczenia, Sakuro - powiedział cichym i przepełnionym spokojem głosem.
Mocniej naciągnęłam płaszcz, czując przyjemne ciepło. Wyprostowałam prawą rękę, na której zasiadło białe zwierzątko. Było ogromne, ale lekkie. Dotknęłam je drugą dłonią i okazało się, że jego pióra są mięciutkie. Nagle zbliżył się i dotknął głową mojego czoła.
-Słyszysz mnie? - Usłyszałam ciepły, kobiecy głos.
-K-kto to powiedział!? - Rozejrzałam się nerwowo dookoła.
-To ja, Sakuro. Twój nowy posłaniec, możesz mnie nazwać jak chcesz. Od teraz należę do ciebie, tak nakazał Itachi-san - wypowiedziała aksamitnym głosem biała pani feniks.
Po chwili zdałam sobie sprawę, że Itachi zniknął i nigdzie go nie ma, więc odwróciłam się w stronę Konoha.
-Więc... Będziesz Miyu - oznajmiłam.
-Dlaczego akurat Miyu? - zapytała spokojnie.
-Nie wiem, podoba mi się - odpowiedziałam i ruszyłam w stronę Konoha szybkim biegiem. Miałam nadzieję, że nikt się nie zorientuje, że mnie nie było przez jakiś czas w nocy.
Miyu leciała obok mnie, nie pytając o nic więcej, nawet się nie odzywała.
Znalazłyśmy się bod murem Konoha i skrzywiłam się, patrząc na płaszcz. Zabranie go jest zbyt ryzykowne, a zostawienie go tutaj też nie było najlepszym pomysłem. Deszcz powoli ustępował, a ja ściągnęłam nieswoją odzież.
-Mogę go zabrać jak daleko i gdzie chcesz. - Usłyszałam spokojne słowa swojego, nowego posłańca.
-Więc oddaj to Itachiemu.. I jeżeli możesz - wyraź wdzięczność - rozkazałam, zwinęłam płaszcz i podałam go Miyu, która chwyciła go w szpony i odleciała szybciej niż mogłabym przypuścić, że umie.
Nie zastanawiając się długo postanowiłam wrócić do domu.

*

Usłyszałem huk z pokoju obok, który mnie niemile wybudził ze snu. Przetarłem twarz i rozejrzałem się, dowiadując się o nie najlepszej pogodzie. Postanowiłem sprawdzić, czy aby na pewno jest wszystko w porządku, więc wstałem ospale i powolnym krokiem wyszedłem z pokoju. Znalazłem się w korytarzu i usłyszałem zmagania dziewczyny z oknem. Zrobiłem jeszcze parę kroków i wychyliłem się za drzwi, które trochę otworzyłem.
Nieźle się zdziwiłem, gdy Sakura wyskoczyła przez okno, zamykając je od zewnątrz i znikając w ciemnościach. Zastanawiałem się gdzie i po co wybrała się w taką pogodę i o tej godzinie w takim stroju? W dodatku przez okno.
Otworzyłem szerzej drzwi, wszedłem do środka i zapaliłem światło. Niepościelone łóżko, w którym najprawdopodobniej leżała było wciąż ciepłe. Zauważyłem jakąś książkę medyczną, ale nic nie podpowiadało mi dlaczego Sakura opuściła budynek. 
Nagle poczułem dziwny przypływ energii. Zdezorientowany złapałem się za głowę i przypomniałem sobie, że codziennie wieczorem i rano mam przyjmować to świństwo, hamujące czakrę, a Sakura przez Hinatę całkowicie o tym zapomniała. Z zadowoleniem stwierdziłem, że udało mi się aktywować sharingana. Jednak nie widziałem sensu w używaniu go. Nie miałem zamiaru uciekać z Konoha, ani też z nikim walczyć. Dezaktywowałem go, jednak z jakąś dziwną satysfakcją, że znów mogę używać swoich umiejętności, które tak długo ćwiczyłem.
Postanowiłem jednak ze spokojem poczekać w salonie na jej powrót. Bez zapalania światła siadłem na kanapie, rozmyślając gdzie zniknęła. Czułem się jak ojciec rozwydrzonej nastolatki, która nocą wymknęła się na imprezę, na którą zabroniłem jej pójść. Ale mniejsza o to - wytrwale czekałem, irytując się każdą minutą. W końcu po ponad godzinie usłyszałem ciche otwieranie się drzwi. Sakura jak najciszej weszła do środka, zamykając mieszkanie. Usłyszałem jej westchnięcie i niegłośne kroki. Właśnie przechodziła przez duży pokój, w którym się znajdowałem, nie zauważając mnie.
-Sakura - burknąłem, a ona niemalże podskoczyła.
-S-sasuke!? - pisnęła z przerażeniem. Zapaliła światło i moim oczom objawiła się przemoknięta dziewczyna. Drżała z zimna, patrząc na mnie zmieszana. -Czemu nie śpisz? - zapytała wściekle.
-A czemu ciebie nie było w domu? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie. Zmieszała się bardziej, rozglądając się po pomieszczeniu. W końcu zaplotła ręce na klatce piersiowej i wbiła we mnie zimne spojrzenie.
-Nie powinno cię to interesować. Mieszkasz u mnie, więc nie muszę ci się tłumaczyć - oznajmiła ozięble, chcąc wyjść.
Ciekawość rozpierała mnie od środka. Po co i gdzie była? Podszedłem do niej wręcz biegiem, łapiąc ją za nadgarstek - chyba trochę za mocno, ponieważ dziewczyna syknęła z bólu. Obróciłem ją w swoją stronę i złapałem w genjutsu. Ciekawość wygrała i odważyłem się zaatakować dziewczynę.
-A teraz dowiemy się gdzie byłaś - rzuciłam beznamiętnie.
-Sasuke! Pożałujesz! - krzyczała wściekle, a ja za pomocą sharingana utworzyłem słup, do którego została przywiązana. Wydzierała się wniebogłosy, grożąc i przeklinając siarczyście. W końcu zamilkła, gdy w końcu udało mi się odtworzyć dzisiejszy wieczór i kolację. Spojrzała na mnie dziwnie, zagryzła wargę i spuściła głowę. Syknęła coś niezrozumiale pod nosem i nagle moje genjutsu się rozpadło. Znów znaleźliśmy się w salonie, w domu Sakury, a ona wyszarpnęła mój nadgarstek.
-Jak...?
-Ty gnoju...! - wrzasnęła, wymierzając we mnie palec. Spojrzałem się na nią zdziwiony, a ona wymierzyła mi prawego sierpowego. Obróciłem się przez siłę jaką w to włożyła i poczułem jak krew spływa mi po ustach i brodzie. Próbowałem temu zaradzić dłońmi, ale nie dawałem rady, cieczy było z każdą chwilą więcej. Nagle poczułem lekkie uderzenie w kark i obraz mi się zamazał.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dziękuję za przeczytanie i tą chwilę uwagi :*
Za błędy z góry przepraszam :)
Jak obiecałam - tak zrobiłam, w przeciągu jakichś dwóch tygodni napisałam rozdział, a dla mnie to nie lada wyczyn :P

I mam prośbę - przeczytałaś/eś napisz komentarz, to motywuje ;)
layout by Sasame Ka z Zatracone Dusze