-Nie wiem od czego zacząć. Jest to bardzo ciężka i dziwna sytuacja, Sasuke. I co ja mam z tobą zrobić? - westchnęła ciężko i naparła łokciami o biurko podpierając głowę na dłoniach i zakładając nogę na nogę. -Wiesz, że starszyzna chce twojej śmierci? Zresztą, jak większość osób, które wypowiadały się na ten temat. - Przymknęła oczy i skrzywiła się. -Albo chociaż dożywocie w więzieniu o zaostrzonym rygorze, rozumiesz? - Prawie warknęła. Była w sytuacji podbramkowej. A co powie Naruto, Kakashi? Inni znajomi z rocznika? Nie mam zielonego pojęcia w jakich kto był stosunkach międzyludzkich, ale na pewno znajdą się osoby, które staną za nim murem. Nie śmiałam się odezwać, nawet nie miałam słów ni ochoty. Stałam jak sparaliżowana. Jedna część krzyczała żebym broniła Sasuke, podpowiadała, że jeśli będzie trzeba to z nim ucieknę, ale druga zaś krzyczała, że należy mu się. Byłam rozdarta, pomóc mu czy może sprawiedliwości w ukaraniu go? Nerwowo zacisnęłam pięście na rękach ignorując ból. Zmęczenie zaćmiewało mój umysł błagając o sen. Ale z drugiej strony, dlaczego mam mu pomagać? Moja słaba i irytująca część wciąż gdzieś w środku mnie istniała i marzyła o szczęśliwym końcu z tym bałwanem.
-Więc co cię powstrzymuje? - zapytał po długiej ciszy, opanowanym tonem jakby nie interesowało go, że może już jutro wąchać kwiatki od dołu, albo zgnić w więzieniu. Tsunade jednak nie odpowiedziała tylko skrzyżowała ręce na piersiach i oparła się o swój fotel. Przymrużyła oczy ze zrezygnowaniem.
-Dopóki nie zdecyduję co z tobą zrobić znajdziesz się w więzieniu tymczasowym - rzekła po krótkiej chwili ciszy. Nagle w pokoju pojawili się ci sami faceci co w szpitalu. -A tymczasem będziesz przesłuchiwany - dodała, gdy został skuty kajdanki i wyprowadzony z pokoju. -Sakura... - jęknęła, prawie płacząc. Spojrzałam na nią zdziwiona. Podeszłam do biurka i usiadłam na przeciw niej. Nawet to zwykłe, twarde krzesło wydawało się idealnym miejscem do spania.
-O co chodzi, Tsunade? - zapytałam niemrawo, dając jej znaj żeby kontynuowała.
-I co ja mam z nim zrobić? Wielu pragnie jego głowy, ale co z Naruto?! Jeśli coś się stanie Sasuke to wpadłby w szał i pewnie rozwalił całą wioskę! - wyrzuciła to z siebie -Bycie hokage wcale nie jest łatwe - fuknęła zła jak osa. Przeczesałam włosy i spojrzałam na słońce, które niedawno zaczęło swą wędrówkę po nieboskłonie. Na drogach Konoha było coraz więcej osób. W większości byli to ninja wracający, bądź idący na misję.
-Wybacz Tsunade, ale nikt nie mówił, że będzie łatwo... Nie potrafię ci pomóc. Jedyne co mogę zrobić to porozmawiać z Naruto, ale jak się uprze... Nawet moje słowa nic nie dadzą - stwierdziłam smętnie. Naparłam całymi plecami o krzesło i położyłam stopę na kolano sprawiając, że siedziałam w rozkroku. Przymknęłam oczy i pozwoliłam sobie na długie, ale ciche, ziewnięcie. Marzyło mi się moje łóżko i spokój.
-Mogłabyś pójść do Shikamaru i powiedzieć mu, że chcę porozmawiać? - W jej głosie wyczułam zmęczenie. -I gdybyś mogła... Opisałabyś mu sytuację? Nie mam siły na tłumaczenia - dodała, obracając się w stronę okna i obserwując spokojnych mieszkańców, którzy nawet nie wiedzą o tym, że jeden z najgroźniejszych shinobi jest w wiosce. Chociaż znając plotkary jakie pracują w szpitalu jutro już cała wioska będzie o tym wiedzieć i rozmawiać. I w ten oto sposób znajdzie się na ustach całej wioski, pięknie. Nawet groźby od ANBU ich nie powstrzymają! Podrapałam się po głowie przypominając sobie, jeden, ważny fakt.
-No dobrze Tsunade. Ale w zamian mogłabyś coś dla mnie zrobić? - zapytałam niewinnie. Spojrzała na mnie podejrzliwie. Mruknęła coś niezrozumiałego pod nosem.
-O co chodzi? - rzekła spokojnie. Pewnie już jest tak zmęczona, że nawet sił na złość nie ma.
-Zwolnisz mnie z dzisiejszego treningu? Ma się odbyć za... - Spojrzałam na zegar -...pół godziny. Jestem strasznie zmęczona! - pożaliłam się, a ona jedynie westchnęła.
-No niech ci będzie. - Uśmiechnęła się szczerze. Lubiłam ten jej, szczery uśmiech. Kojarzył mi się z tym matczynym. Uśmiechnęłam się od ucha do ucha.
-Dziękuję! - krzyknęłam i wybiegłam z pomieszczenia kierując się w kierunku domu Shikamaru. Nagle moje ciało przeszyłam dawka energii na myśl o odpoczynku, który przyjdzie po wykonaniu prośby Tsunade. W sumie dawno nie rozmawiałam z Shikamaru. Często po śmierci moich rodziców rozmawialiśmy. Nauczył mnie nawet grać w jego ulubioną grę, w którą często gra z Asuną. Bardzo mi pomógł. To był bardzo ciężki czas. Strata rodziców, brak Naruto, tęsknota za Sasuke i jeszcze kłótnia z Ino. Wtedy byłyśmy bardzo pokłócone, a Hinata wraz z Kibą i Shino byli ciągle na misjach szpiegowskich, w końcu ich umiejętności są do tego idealne. Z Nejim nie miałam wspólnego języka, Tenten miała mało czasu. Trenowała całymi dniami, a Lee... To Lee. Nie miałam im tego za złe. Przynajmniej zaprzyjaźniłam się z Shikamaru i dowiedziałam się, że jest bardzo rozmowny i jest wiele rzeczy, które jednak go nie irytują. Nawet nie zauważyłam kiedy znalazłam się pod drzwiami domu przyjaciela. Mogłam go tak nazywać bez żadnych przeszkód. Uśmiechnęłam się od ucha do ucha i kilka razy nerwowo przycisnęłam hałaśliwy dzwonek do drzwi, po czym kilka razy uderzyłam z pięści w drzwi. Wiedziałam, że nie będzie go tak łatwo obudzić. Nawet zaczynałam się zastanawiać nad wejściem przez okno.
-Shikamaru, śpiochu! Wstawaj i mi z łaski swojej otwórz! - wrzasnęłam z "bananem" na twarzy. Nie mogłam się doczekać jego miny, gdy mi otworzy. Sądzę, iż też się stęsknił. Usłyszałam zgrzyt otwieranych, zdziwiłam się, że tak szybko. -No, to chyba twój reko... - zacięłam się, gdy zobaczyłam w drzwiach Temari. Tą Temari z wioski piasku. Otworzyłam zdziwiona oczy. -Tem?! - wrzasnęłam w końcu. Przyjrzała mi się zamglonym wzrokiem i przetarła twarz opierając się o drzwi.
-O co... - Ziewnęła przeciągle. -...chodzi? - dodała po chwili. Przepuściła mnie, a ja skorzystałam z niemego zaproszenia. Ściągnęłam buty i spojrzałam na nią. Ta niewzruszona zamknęła drzwi i ruszyła w stronę salonu, wymijając mnie bez słowa.
-Jest Shikamaru? - burknęłam. Postanowiłam najpierw załatwić to, po co tu przyszłam, a dopiero później zapytać się co się tu wyprawia.
-Taak, co chcesz, Wi... Saki. - Usłyszałam Shikamaru. Uśmiechnęłam się. Temari podejrzliwie spojrzała, jak sądzę, swojego chłopaka. Dobrze wiedziałam, że chciał powiedzieć "Wisienko".
-To... dłuższa historia. - Przyjrzałam mu się. Miał na sobie jakieś dresy, w dodatku krzywo założone. Garbił się lekko i pocierał swoją twarz. Miał rozpuszczone włosy, trochę dziwnie w nich wyglądał. Związał je po chwili, jakby czytał mi w myślach. Temari krzątała się w kuchni, która była oddzielona blatami od salonu.
-Kawy, herbaty? - Wyciągnęła trzy kubki i dwa pudełka.
-Kawa - wypowiedzieliśmy równo z Shikamaru. Uśmiechnęliśmy się do siebie, po czym usiedliśmy na kanapie. Chłopak włączył telewizor i ułożył się wygodniej na miękkim meblu.
-Może ci pomogę, Tem? - zapytałam i podeszłam do dziewczyny. Po pokoju rozległ się dźwięk jakiegoś meczu, oczywiście, jak to chłopak, włączył kanał ze sportem.
-Jakbyś mogła... Pozmywasz? Byłabym wdzięczna. - Schowała pudełko z kawą i podeszła do wyjścia z salonu. Odwróciła się na pięcie i oparła ręce o biodra. -Ja się szybko przebiorę - dodała.
-Tak w ogóle, będziecie musieli mi chyba coś wytłumaczyć! - Temari co prawda już nie było, ale wiedziałam, że słyszała. Utwierdziły mnie w tym pośpiesznie kroki i skrzypnięcia drewnianych schodów. W zlewie leżało tylko kilka kubków, talerzy i sztućców. Co prawda nie lubię zmywać, ba, nie cierpię, ale czego się nie robi dla przyjaciół? Odkręciłam kurek z ciepłą wodą, chwyciłam gąbkę, na którą nalałam trochę płynu. W mieszkaniu rozległ się krzyk komentatorów, chyba któraś drużyna zdobyła punkt. Nigdy sport mnie zbytnio nie interesował. Wzięłam kubek do rąk, zamoczyłam go w wodzie, który nagle, ni stąd, ni zowąd mi pękł. Po pokoju rozległ się mój pisk i dźwięk, odbijających się kawałków kubka o podłogę i metalowy zlew. Na moich policzkach i bluzce znalazły się ciepłe krople wody. Shikamaru szybko znalazł się obok mnie.
-Co się stało, Wisienko? - zapytał przejęty. Teraz nawet nie powstrzymał się od użycia mojego przezwiska.
-Zimnoo tuu... - zawyłem niekontrolowanie. Cholerny płyn, czułem jak z mojego mózgu robi papkę. I to w zaskakująco szybkim tempie.
-Słychać mnie? - Rozległ się po pomieszczeniu zachrypnięty głos.
-Głośno i wyraźnie. - Słowa wydobywały się samoistnie z mojej krtani. Byłem naprawdę niezadowolony z tego powodu.
-Jak wiesz, będziesz tu przesłuchiwany. Dzięki serum prawdy nie będziesz w stanie kłamać, więc nawet nie próbuj.
-Jakżebym mógł! - Udałem przejętego po czym zaśmiałem się przez chwilę.
-Pierwsze pytanie. Po co przybyłeś do Konoha? - Na każde ich pytania odpowiadałem zgodnie z prawdą. Nieważne jak bardzo chciałem się powstrzymać, na wszystkie pytania grzecznie odpowiadałem od czasu do czasu, mówiąc jakieś nieistotne bzdury. Pytali o moje umiejętności, Orochimaru, resztę drużyny przy czym dowiedziałem się, że zostali złapani, o to gdzie byłem, czasem nawet pytali o różne osoby, które zostały w niewyjaśniony sposób zabite. Odpowiedzi były różne. Niektóre krótkie, inne długie, czasem odpowiadałem w formie żartu, a czasem coś mnie, aż tak zafascynowało, że nie chciałem długo opowiadać.
-Która godzina? - palnąłem pierwsze, co mi przyszło do głowy.
-Za dziesięć ósma - rzekł znudzony mężczyzna. Po tym, jak mówił wywnioskowałem, że jest płci męskiej. Choć był taki zniekształcony i nierealny, że nawet nie zdziwiłbym się gdyby to była kobieta.
-Chce mi się pić! - burknąłem. -I chętnie bym coś zjadł... - dodałem. Z mojego mózgu została chyba tylko papka. Czułem się jak po narkotykach czy jakimś innym, dziwnym paskudztwie. No tak, ja jestem pod wpływem jakiegoś!
-Czy chcesz zniszczyć Konoha? - Totalnie zignorował moje głupie gadanie, za co byłem mu poniekąd wdzięczny.
-Nieee... A co mnie Konoha obchodzi? Mam w dupie co się z nią stanie. Czy spłonie czy zatonie, co mnie to? Byleby nikt mi w drogę nie właził! - fuknąłem nadąsany jak dziecko. Cały czas zresztą zachowywałem się jak dziecko! Chciałem się powstrzymać, znów być dumnym, zimnym Uchiha, ale zamiast tego zachowywałem się gorzej, niż wtedy, gdy miałem cztery lata.
-Mhm... - mruknął. -To koniec przesłuchania. - Głos zamilkł, a ja wydałem z siebie okrzyk radości. Miałem dość tych pytań. Mam nadzieję, że nikt tego nie nagrał i nie puści w telewizji! Choć nadzieja matką głupich, ale może jednak będzie łaskawa? Westchnąłem. Trzymają mnie tu parę ładnych godzin, na niewygodnym krześle, bez jedzenia i wody, zadają głupie pytania, a teraz mnie zostawili! Głodnego, spragnionego, na niewygodnym krześle i z wkurzającym brzęczeniem żarówki nad moją głową. Nie wiedzieć czemu obraz zaczął się rozmazywać, a ja odpłynąłem jakiś czas później. Straciłem rachubę czasu.
-No wiesz Sakura... To chyba oczywiste i nie musimy ci tego tłumaczyć - wywnioskował.
-A właśnie, że musicie! Muszę to usłyszeć z waszych ust. - Zaplotłam ręce na klatce piersiowej i patrzyłam na nich wyczekująco. Temari przełknęła nerwowo ślinę.
-Jakie to irytujące - zaczął chłopak -Jesteśmy parą - oznajmił, nie patrząc na mnie. Zapiszczałam wesoło i ich przytuliłam.
-Szczęścia! - wypiszczałam im do uszu, kołysząc nimi w uścisku. Tem odetchnęła z ulgą i uśmiechnęła się.
-Wyglądasz na zmęczoną - rzuciła, zmieniając temat. Skinięciem głowy dałam jej do zrozumienia, że nie tylko wyglądam, ale i jestem zmęczona.
-Cóż... Chętnie zostałabym dłużej, ale muszę pójść na spotkanie z łóżkiem, a Shikamaru z Tsunade. Tem, jak długo zostajesz w wiosce? - zapytałam, przecierając oczy, które piekły.
-Hmm... Trzy dni i wracam do Suny. - Wzięła łyka swojego napoju i przymknęła oczy. -Jestem tu na misji w ramach jednego z przestępcy, którego pojmała Suna. Został tu przetransportowany, z dala od swojej zgrai. Chyba rozumiesz. - Uśmiechnęła się i chwyciła puste już kubki, chcąc posprzątać. Po krótkiej rozmowie stwierdziłam, że czas do domu.
-Dobra, kochani. Ja lecę. - Wstałam i przytuliłam chłopaka. Podeszłam do Tem, którą też zamknęłam w uścisku. Chwilę później gnałam do domu, aby w końcu wypocząć po dziwnych wydarzeniach. Czy Uchiha się na mnie uwzięli? Najpierw Itachi, a teraz jego młodszy braciszek. Tym dłużej się nad tym zastanawiałam tym bardziej dochodziłam do wniosku, że coś naprawdę jest nie tak. Itachi, ten Itachi, ratujący biedne niewiasty z opresji? Śmiać się chce. Albo Akatsuki ma do mnie jakąś sprawę, albo coś mi się przewidziało. A może zabójca klanu i zdrajca Konoha chce w ten sposób wkupić się w łaski i móc wrócić w świetle i chwale jako bohater? Moje myśli stawały się coraz bardziej absurdalne, więc postanowiłam od razu iść spać.