Strony

czwartek, 2 marca 2017

Rozdział 14

Wszystko potoczyło się tak szybko. Nie rozumiałem tak wielu rzeczy, a zachowanie Sakury mnie bardzo skołowało. Jeszcze niedawno mówiła, że jedna noc nie zmieni jej podejścia do mnie, a teraz nagle się zachowuje jak ta idiotka sprzed trzech lat?
Jeszcze to, że skradziono akurat to, dlaczego do cholery ktoś odgrzebuje tak stare raporty?! Może tam jest coś ważnego? I tak się na razie nie dowiem, gdyż już sam tego nie skradnę.
Nie miałem co robić, więc wróciłem do gabinetu Tsunade.
-Co znowu? Dopiero co wyszedłeś - rzuciła zirytowana, pisząc coś na kartce.
-Chciałem się zapytać o moją drużynę, jest w areszcie. - Usiadłem na krzesełku, czekając na odpowiedź.
-A, no tak. Juugo zostanie na razie przebadany psychicznie, gdyż wydaje się niezrównoważony. Na Suigetsu nie mamy nic, za co chcielibyśmy go zabić, a Karin zostanie przesłuchana co wie na temat Orochimaru - wyznała spokojnie. Uporządkowała kilka kartek, które schowała do szuflady i spojrzała na mnie.
-To znaczy, że co się z nimi stanie? - zapytałem, gdyż końcowo w sumie nie wiem jakie są plany wobec nich.
-Jeśli będą współpracować to można ich przyjąć na podobnych zasadach do Konoha, co ciebie. Jeżeli nie, to już nie ode mnie zależy - rzuciła niby od niechcenia.
-To pozwól mi z nimi porozmawiać, pewnie myślą, że nie żyję i na pewno nie będą chcieli negocjować.
W jakiś dziwny sposób mi na nich zależało. Przynajmniej nie chciałem, żeby przeze mnie zgnili w więzieniu. I tak byłem zaskoczony ugodowym podejściem Konoha do całej tej sprawy. Przyglądała mi się dokładnie, po czym kiwnęła głową.
-No dobrze, ale bez żadnych sztuczek. Bo skażę całą czwórkę na śmierć - zakomunikowała i kazała mi wyjść, co posłusznie zrobiłem.
Idąc ulicami napotkałem Naruto z jakąś kobietą.
-Hej, głąbie - przywitałem się z blondynem, a on się wyszczeżył.
-Hej, Sasuke! - Pociągnął dziewczynę za sobą i podał mi rękę. -To jest Yuuki. Yuuki poznaj Sasuke.
Chwyciłem jej dłoń i ucałowałem jej wierzch. Ta zachichotała, co chyba się nie spodobało blondynowi.
-To ty jesteś ten wielki Sasuke Uchiha? - zapytała zafascynowana.
-Tak, to ja. Nie wiem czy wielki, ale ja - stwierdziłem. Byłem dumny, że nazwała mnie wielkim, ale nie chciałem niezręcznej sytuacji. Chłopak obok nas pociągnął ją za rękę zakłopotany.
-No i jak tam? O co chodziło z tą akcją z rana? - zmienił szybko temat.
-W sumie to nie wiadomo - skłamałem. Nie chciałem mówić, że Sakura ma chyba z tym jakiś związek i moja przeszłość.
Westchnął tylko i stwierdził, że to chyba nie było nic ważnego. Po kilku żartach i wymianach zdań, chciał zaproponować wspólny posiłek, gdy nagle pojawił się jakiś dzieciak. Kojarzyłem go, ale nie wiem skąd.
-Jiraya-sensei cię wzywa na niezapowiedziany trening! - zakomunikował, a blondyn spanikował.
-Co? Gdzie on jest, Konohamaru? - zapytał, po czym nas przeprosił i zniknął. Spojrzałem na Yuuki, a ta uśmiechnęła się dziwnie.
-Uchiha Sasuke... - Zbliżyła się zdecydowanie za blisko i wtuliła mi się w rękę. -Co ty na mały układ?
Spojrzałem na nią zaskoczony, ale postanowiłem udawać zainteresowanie.
-To znaczy?
-Ja ci dam swoje ciało i potomka, pomogę przy zemście. Zrobię co zapragniesz, a ja zostanę twoją oficjalną partnerką - bardziej zakomunikowała niż zaproponowała. Prychnąłem i pchnąłem ją na ścianę, chcąc ją wystraszyć jedynie.
-A co jak lubię robić z kobietami straszne rzeczy? - zapytałem, kładąc rękę na ścianie przy jej głowie.
-To znaczy? - Lekko zdezorientowana, ale zawzięta zapytała, chyba bardzo chciała dopiąć swego. Położyła mi ręce na torsie i zbliżyła się.
-Wiązanie, podduszanie...
Poczułem lekkie wzdrygnięcie.
-Możemy się dogadać, lubię ostre zabawy.
-Bicie do nieprzytomności. Uwielbiam patrzeć na nowe siniaki mojej kochanki... Szarpać za włosy. - Chwyciłem ja za kilka kosmyków i szarpnąłem. Chwilę przyglądała mi się przerażona, po czym zaczęła się rozglądać, jakby szukając pomocy. Odepchnęła mnie zrezygnowana.
-Dobra! Zapomnij, zadowolę się blondynem!
Ruszyła przed siebie, próbując uciec.
-Lepiej go zostaw, bo pożałujesz - syknąłem, schowałem ręce do kieszeni i poszedłem w swoją stronę.

***

Musiałam to zrobić, musiałam z siebie zrobić idiotkę. Nie mogłam mu powiedzieć prawdy, ani pozwolić na aresztowanie tego kretyna za moją kradzież. Zdziwiłam się, że tak szybko zauważono brak tego raportu.
Właśnie siedziałam u siebie w pokoju, okna były zasłonięte żółtym materiałem, który przepuszczał trochę światła. Jednak z powodu jesiennej pory roku słońce dawało słabe, jakby zmęczone oświetlenie.
Opierałam się o ścianę, siedząc na łóżku wraz z Miyu. Głaskałam jej gładkie pióra, zastanawiając się, czy na pewno otworzyć. Westchnęłam, po czym otwarłam ten cholerny raport. Zamurowało mnie. Morderstwo całego klanu było misją od straszyzny... Itachi wybłagał życie brata, a rodzinę musiał zgładzić za konspirację przeciw Konoha? Głowa rodziny Uchiha chciał przejąć władzę, więc uznano ich za niebezpieczeństwo. Ale dlaczego w takim razie dostał tę misję Itachi? Przecież przez to musiał uciec, stać się przestępcą. Nie przeszkadzało mu to? 
Podkuliłam nogi i westchnęłam.
-Muszę się z nim spotkać - zakomunikowałam. -Masz z nim kontakt, prawda?
Miyu przyglądała mi się, jakby zastanawiając się nad wszystkimi za i przeciw. Powoli kiwnęła główką twierdząco.
-To niebezpieczne, Sakura - próbowała mnie ostrzec, ale nie słuchałam. To wszystko było zbyt poważne. Itachi cierpi za niewinność, w dodatku brat chce go za to zamordować! Nie zasługuje na ten los, a Sasuke zasługuje, aby poznać prawdę przed popełnieniem największego błędu swojego życia - zamordowanie kochającego brata, który ocalił mu życie. Ale dlaczego kazał mu się nienawidzić?
-Życie samo w sobie jest niebezpieczne, więc mam z niego zrezygnować? - zapytałam zdeterminowana. Skoczyłam na równe nogi, założyłam sobie przepaskę shinobi na biodra. Podobnie do Ino, jednak ona nosi ją nieco wyżej. Postanowiłam tak, gdyż z włosów i czoła się zsuwała, a w razie niebezpieczeństwa i tak nie chroniła jakoś bardzo.
-Powiedz mu, że będę przy jeziorze, na północ pięć kilometrów od Konoha - mruknęłam. Uznałam to za najlepsze miejsce, zdala od wioski, a jakby chciał mnie zaatakować ogniem - jest tam woda. Pomimo, że mnie uratował nie ufałam mu, ale musiałam zaryzykować.
Kilka minut później z plecakiem znalazłam się przy wyjściu.
-Cześć, a dokąd to? - zapytał jeden ze strażników, bardzo zmęczony już swoim życiem, a pytanie mnie o cel podróży to jego jedyna rozrywka na najbliższe parę godzin.
-Witajcie. Idę po różne zioła, na przykład pokrzywę, żywicę. I takie tam, wiecie do medycyny - rzuciłam luźno. Poniekąd było to prawdą. Podrapał się po brodzie, i chcąc przedłużyć swoją chwilową rozrywkę znów otworzył usta.
-A nie lepiej kupić? Na pewno gdzieś to sprzedają - zastanawiał się, udając zainteresowanie.
-Niby tak, ale ciężko znaleźć takie produkty o dobrej jakości i cenie. Chcę świeże i wybrane przeze mnie, nie chcę sztuczno hodowanych, a nie wiem czego się spodziewać po takich ze straganów - wyznałam, opierając się o bramę. Nie chciałam pokazać im, że się spieszę, ale trzeba by było już iść.
-A mniej więcej za ile wrócisz? - zapytał. Od kiedy jeden mężczyzna wyszedł "w okolicę" i nikt nie wiedział kiedy wróci, ani gdzie idzie, po czym okazało się, że zginął zawsze pytają, gdyż będą wiedzieć kiedy się zacząć martwić.
-Wieczorem, chcę zobaczyć zachód słońca w lesie - rzuciłam, chcąc dać sobie dużo czasu. Kiwnął głową, życzył powodzenia i sobie poszłam. Gdy zniknęłam z jego pola widzenia wskoczyłam na gałęzie drzew i popędziłam na miejsce spotkania.
Postanowiłam chwilę poczekać na drzewie ukryta w żółtych i brązowych już liściach. Nagle poczułam podmuch na szyi, ludzki oddech. W ułamku sekundy wyciągnęłam kunai, odwróciłam się i wycelowałam swoim ostrzem.
-Witaj, Sakuro - przywitał się z pustym wyrazem twarzy. Przyjrzałam się mu dokładnie, próbując wyczytać zamiary. Ten zaczął się powoli zbliżać, więc wstałam, a on razem ze mną. Cofałam się, czując, że gałąź ugina się coraz bardziej. Nagle zachwiałam się, a on złapał mnie za rękę. Wisiałam odchylona do tyłu, jeżeli mnie puści to spadnę.
-Witaj, Uchiha - odpowiedziałam po dłuższej chwili. Położył mi rękę na policzku, przez co zarumieniłam się odrobinę. Uśmiechnął się i pogładził mój policzek.
-Powiedz na mnie Itachi-kun - poprosił. Albo zażądał? Nie wiedziałam co zrobić. Bałam się teraz, że mnie zabije, porwie, albo zgwałci. Nie rozumiałam jego zamiarów.
-Itachi-kun?
Uśmiechnął się w odpowiedzi, przyciągnął mnie do siebie i ucałował w czoło. Cofnął się nagle i usiadł przy pniu.
-Chyba czas, abyś poznała prawdę - stwierdził bezceremonialnie. Podeszłam bliżej i kucnęłam.
-Jaką prawdę? Dlaczego mnie tak traktujesz? - wypytywałam. Miałam tu przyjść w sprawie ich klanu, a mówimy o mnie.
-Ponieważ nie pamiętasz kim jesteś i że mnie znasz - wyznał nieco smutno.
-Czego nie pamiętam? - Martwiło mnie to coraz bardziej.
-Twoja prawdziwa rodzina. Byli podróżnikami, gdyż dopadła ich tragedia, wybito ich klan. Z podobnego powodu, co mój. Byliście potężni, masz bardzo silne oczy. - Wskazał na nie. -Twoi rodzice się mną zajęli, gdy uciekłem. Mieszkałem z nimi, z wami parę miesięcy. Poznałem cię i zacząłem cię traktować jak siostrę. Gdy nagle przyszli ci, co chcieli wybić wszystkich o twoich oczach. Kazali mi cię zabrać i ukryć, niestety ginąc przy tym.
Zabrakło mi tchu, upadłam na tyłek.
-Kłamiesz. Próbujesz mi namącić w głowie! Czego ty ode mnie chcesz?! Moi rodzice zmarli rok temu na misji! - zaczęłam się wydzierać, trzymając za głowę.
-Chcę ci pomóc, niedługo stracisz panowanie nad zapieczętowaną mocą, a Akatsuki już o tobie wie i chcą cię wykorzystać.
Zaczęłam płakać. Całe życie w kłamstwie. Wychowywali mnie ludzie, których o to poproszono? Mam moc? Akatsuki mnie szuka? Wszystko brzmiało niedorzecznie, ale nie miał powodu by kłamać. Chociaż po chwili się wzdrygnęłam.
-Chcesz mnie w ten sposób porwać? Chcesz się do mnie zbliżyć i zdradzić?
Parsknął na to tylko i pokiwał głową.
-Wtedy bym rzucił na ciebie genjutsu i cię po prostu porwał. Zmienił wspomnienia i byłoby mniej problemu z tobą - rzucił kpiąco. -Musisz mi zaufać. - Chwycił moje dłonie w swoje. -Oni już podejrzewają moją zdradę, a jeśli zostaniesz w Konoha narazisz przyjaciół - powiedział błagalnym tonem.
-Dlaczego mi pomagasz?
Uśmiechnął się tylko i dwoma palcami puknął mnie w czoło.
-Chcę pokoju, a jeśli cię zdobędą, będzie wojna. Zresztą należy ci się to, obiecałem. Kocham cię jak siostrę, obserwowałem cię zawsze, za pomocą kruków. Dobrze wiesz teraz, że nie chciałem nigdy nic złego, poświęciłem wszystko dla brata, ty jesteś dla mnie równie ważna jak on - wyznał. Nie krył uczuć, łamał mu się głos. Niemalże płakał, wzdychał co chwilę. A mi trzęsły się dłonie.
-Więc najpierw oddaj mi wspomnienia. To na pewno twoja sprawka, że nic nie pamiętam - zażądałam, a on tylko kiwnął głową. Patrzył mi prosto w oczy, jego zabarwiły się na krwistą czerwień. Nagle cofnęłam się do najdalszych wspomnień, które do mnie wracały.

~~~~~~~

Tadam! 
Podobało Ci się? Jesteś tutaj? 
Skomentuj, to bardzo motywuje ;* Każdy komentarz cieszy mnie ogromnie, dodaje mi sił na dalsze pisanie <3 

Do napisania!

6 komentarzy:

  1. Jeeej ile się dzieje, powiem ci, że bardzo ciekawa jest ta historia rodziny Sakury ;D już nie mogę się doczekać więcej szczegółów ^^ czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy ^^ (jestem w lekkim szoku że tak szybko dodałaś nowy rozdział XD)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze to aż sama się zdziwiłam ;D Dziękuję, że komentujesz, bardzo mnie motywujesz do pisania <3 Postaram się w marcu napisać jeszcze tak z dwa rozdziały :)

      Usuń
    2. trzymam cię za słowo ;D

      Usuń
  2. A tak z innej beczki: kiedy pojawi się nowy rozdział na 2 blogu? ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojoj, muszę sobie wszystko tam poukładać, powrót tam będzie trudniejszy niż tu. Muszę sobie przypomnieć wszystkie plany z nim związane, ale dziękuję, że i tam zaglądasz <3

      Usuń
    2. Uwielbiam Itasaku <3 dlatego czekam na kolejną część tej historii ^^

      Usuń